14.12.2025, 18:52 ✶
Ostatni miesiąc jej życia był najbardziej stresującym jaki pamiętała. Już sam w sobie powrót do Anglii sprawił, że chodziła ciągle napięta, a później... Stała się Spalona Noc, straciła dom i... Wszystkie te wspomnienia... Sami rozumiecie? Najgorsze w tym wszystkim było to, że była już za duża na siedzenie w domu i płakanie w ramię mamy. Miała obowiązki pracownicze z których musiała się wywiązywać nawet kiedy była już naprawdę zmęczona. Próbowała nie narzekać - przecież osoby odwiedzające Lecznicę Dusz to byli potrzebujący i nikt nie robił jej na złość - mimo tego zmęczenie naprawdę ją dobijało i wyrzuciła z siebie kilka nieciekawych słów.
– Zapraszam pana – powiedziała, wychylając się za drzwi.
Oczywiście, kiedy Kelly przekroczył próg jej gabinetu, przywitała go charakterystycznym dla siebie uśmiechem. Panna Lestrange nie uśmiechała się ciepło, nie wyglądała na najmilszą osobę na świecie, ale też nie uśmiechała się odpychająco - z jej aparycji bił profesjonalizm. Była delikatną kobietą ubraną w czysty, lekarski kitel. Długie włosy związała w elegancki kok. Nie nosiła na twarzy wyzywającego makijażu, a ozdoby ograniczyła do pary delikatnych, perłowych kolczyków.
Przywitała go podając mu zimną dłoń z lekko przydługimi, ale elegancko spiłowanymi i czystymi paznokciami. Gest ten był naturalny i pozbawiony oznak złego nastawienia. Najwyraźniej mimo noszonego nazwiska nie przejmowała się ani trochę pochodzeniem pacjenta.
– Uzdrowicielka Primrose Lestrange – przedstawiła się. – Pan Kelly? Proszę, niech pan usiądzie.
Następnie poprosiła go o opisanie objawów, chociaż... Tak naprawdę dobrze wiedziała czego się spodziewać. Nie był ani pierwszą ani ostatnią osobą, która odwiedzi Dolinę Godryka z tą jakże kłopotliwą „przypadłością”.
– Zapraszam pana – powiedziała, wychylając się za drzwi.
Oczywiście, kiedy Kelly przekroczył próg jej gabinetu, przywitała go charakterystycznym dla siebie uśmiechem. Panna Lestrange nie uśmiechała się ciepło, nie wyglądała na najmilszą osobę na świecie, ale też nie uśmiechała się odpychająco - z jej aparycji bił profesjonalizm. Była delikatną kobietą ubraną w czysty, lekarski kitel. Długie włosy związała w elegancki kok. Nie nosiła na twarzy wyzywającego makijażu, a ozdoby ograniczyła do pary delikatnych, perłowych kolczyków.
Przywitała go podając mu zimną dłoń z lekko przydługimi, ale elegancko spiłowanymi i czystymi paznokciami. Gest ten był naturalny i pozbawiony oznak złego nastawienia. Najwyraźniej mimo noszonego nazwiska nie przejmowała się ani trochę pochodzeniem pacjenta.
– Uzdrowicielka Primrose Lestrange – przedstawiła się. – Pan Kelly? Proszę, niech pan usiądzie.
Następnie poprosiła go o opisanie objawów, chociaż... Tak naprawdę dobrze wiedziała czego się spodziewać. Nie był ani pierwszą ani ostatnią osobą, która odwiedzi Dolinę Godryka z tą jakże kłopotliwą „przypadłością”.