• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna Dziurawy Kocioł v
1 2 Dalej »
[11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy

[11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy
Local Dumbass
I wanna know what youʼre thinkin'
I got a couple secrets too
Bull in a china shop
Tear it up no matter what
Ask me if I give a fuck
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / atletyczna sylwetka / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#4
14.12.2025, 22:43  ✶  
Wiele razy w życiu robiłem rzeczy głupie i impulsywne, spontaniczne decyzje znałem dobrze, ale ta jedna była inna, nie pachniała ucieczką ani buntem, tylko domem. Czułem dłoń Prudence i myślałem o tym, jak absurdalnie łatwo przyszło mi oddanie jej miejsca obok siebie na zawsze, bez kontraktów, bez planów awaryjnych, bez tej całej ostrożności, którą przez lata nosiłem jak pancerz. Przy niej ten pancerz odpadał kawałek po kawałku. Szliśmy tak, jakby to było najoczywistsze ustawienie świata - jej ręka pod moim ramieniem, mój krok dopasowany do jej tempa, to lekkie nachylenie barku, które robiłem zupełnie nieświadomie, żeby było wygodniej. W głowie wciąż miałem echo myśli, że to się naprawdę wydarzyło, została moją żoną nie w jakimś odległym, bezpiecznym planie na przyszłość, tylko tu i teraz, w tym mieście, o tej porze roku, w tym życiu, które wcześniej było wszystkim, tylko nie stabilnym. Czułem jej ciepło przez płaszcz i miałem ochotę śmiać się pod nosem z samego siebie - jeszcze niedawno nie wierzyłem w nic, co miało obietnicę trwania, teraz obok mnie szła kobieta, dla której to „na zawsze” miało sens, i cholera, ja też to czułem, nie jako przysięgę rzuconą na wiatr, tylko jako coś prostego.
Znałem ją a ona mnie - naprawdę, nie tę wersję, którą ludzie sobie dopowiadali, ani tę, którą kiedyś próbowała mi narzucić rodzina. Wiedziała, kim byłem i kim przestałem być, może właśnie dlatego wszystko przyszło nam tak łatwo - kiedy była obok, przestawałem się pilnować, znikała przesadna czujność, ten ciągły nawyk analizowania zagrożeń, liczenia wyjść awaryjnych. Przy niej działałem, jakbym wreszcie mógł odrobinę odpuścić. Zauważyłem jej uśmiech, ten cichy, skierowany do siebie, i zerknąłem na nią z boku. Udawałem, że nie patrzę zbyt długo, ale prawda była taka, że nadal nie mogłem się napatrzeć. Miałem wrażenie, że ktoś podmienił mi świat na wersję jaśniejszą, a ja jeszcze nie zdążyłem przywyknąć do tego, co się stało, jakby miało rozmyć się w świetle któregoś poranka - tyle że to nie znikało.
Kiedy zwolniła, ja też zwolniłem, a kiedy uniosła głowę, pochyliłem się lekko, jakbym dokładnie wiedział, co zamierzała. Znałem ten zapach, ciepły, lepki od przypraw, obiecujący spokój i chwilę zapomnienia, zanim zdążyłem go nazwać - grzane wino, Londyn w październiku. Wspomnienie, które nie było moje, bo przez lata mnie tu nie było. Pochyliłem się nad nią i musnąłem nosem jej skroń, bardziej drażniąc się niż naprawdę dotykając. Czułem, jak napina się jej ciało, i to było… Satysfakcjonujące. Lubiłem tę reakcję, tę iskrę, którą mogłem wywołać tak prostym gestem. Spojrzała na mnie w ten sposób, którego rzadko używała, a ja już wtedy wiedziałem, że mogę sobie gadać, wzdychać, udawać obojętność, ale w gruncie rzeczy to przegrana sprawa - zawsze była. Ta sztuczka była drobna, ale trafiała celnie, prosto w miejsce, w którym rozsądek zwykle brał urlop bezterminowy.
- To jest jawne naduszycie świeszo nabytych plaw. - Mruknąłem jej nad uchem, nachylając się trochę za blisko jak na kogoś, kto rzekomo „wcale nie mięknie”. Uśmiechnąłem się szerzej, czując zapach wina unoszący się w powietrzu. - Wiesz, sze to mój pielwszy londyński gszaniec od… - Urwałem, udając, że liczę w myślach. - Od zdecydowanie zbyt dawna. Jeśli okasze się obszydliwy, będę to pamiętał do końca szycia. Tak tylko mówię. - Skoro zamierzała straszyć mnie rozczarowaniem, przecież nie mogła mieć ostatniego zdania - tak to u nas nie działało, ani teraz, ani nigdy.
Wyciągnęła rękę do tyłu, więc złapałem ją bez wahania, nasze palce splotły się same, jakby robiły to od lat. Złapałem jej dłoń od razu, dokładnie tak, żeby poczuła, że absolutnie nigdzie się nie wybieram. Przeciskaliśmy się przez tłum, a ja patrzyłem na tych wszystkich ludzi, na śmiech, na normalność, która powoli wracała na swoje miejsce po pożarach, i po raz pierwszy od bardzo dawna nie czułem się przy tym jak ktoś przemykający obok życia toczącego się dookoła niego. Stanąłem tuż za nią przy ladzie, wpatrując się w tablicę kredową z menu, z ręką splecioną z jej ręką, spokojny w sposób, którego nie pamiętałem u siebie od lat - jeśli to była irracjonalna decyzja, to była też najlepszą, jaką kiedykolwiek podjąłem. Nachyliłem się trochę bliżej, tak żeby nie musieć podnosić głosu ponad gwar Kotła, a przy okazji wejść w tę jej osobistą przestrzeń, którą i tak uważałem już za swoją.
- To jak, tylko gszaniec, czy jemy tesz coś konkletnego i dalujemy sobie później walkę s kuchnią? - Oparłem się ciężarem ciała o ladę, czekając na odpowiedź, w myślach gotów zaakceptować każdą opcję.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (5787), Prudence Fenwick (4533)




Wiadomości w tym wątku
[11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 12.12.2025, 23:33
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 13.12.2025, 02:05
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 14.12.2025, 19:32
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 14.12.2025, 22:43
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 15.12.2025, 01:36
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 15.12.2025, 21:24
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 16.12.2025, 16:10
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 17.12.2025, 02:01
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 17.12.2025, 21:22
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 18.12.2025, 03:01
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Prudence Fenwick - 18.12.2025, 18:04
RE: [11.10.1972] it smells like Yule | Prue, Benjy - przez Benjy Fenwick - 19.12.2025, 02:04

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa