• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic Ministerstwo Magii v
« Wstecz 1 2 3
[1 kwietnia 1972] Mortimer&Leviathan

[1 kwietnia 1972] Mortimer&Leviathan
Widmo
wiek
sława
krew
genetyka
zawód

Leviathan Prewett
#2
02.03.2023, 17:41  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 17:53 przez Leviathan Prewett.)  
Pobyt w Azkabanie zmienia człowieka. Leviathan szczęśliwie nie miał jakże wątpliwej przyjemności, by przekonać się o słuszności tej teorii na własnej skórze (choć przecież mało brakowało, a sam oglądałby świat zza krat), ale słyszał to i owo od kolegów ze stolika w kasynie i zdał sobie sprawę, że dnia by w tak smutnym jak pizda trolla miejscu nie wytrzymał. Dlatego diametralnie zmienił swoje życie. Teraz, gdy tylko wpadł na jakiś lukratywny finansowy machloj, zapobiegawczo najpierw konsultował go z nieodpowiednim człowiekiem na odpowiednim stanowisku, kanclerzem skarbu, starszym nad galeonem, ale przede wszystkim jego serdecznym przyjacielem - Elliottem. Znaczy, skonsultowałby, gdyby ten tleniony leser kiedykolwiek parał się uczciwą pracą za grube pieniądze z kieszeni podatników i można było go zastać w robocie. Mimo tego, że Prewett w biurze kuzyna nie był ani zapowiedziany, ani oczekiwany, oburzył się do tego stopnia, że nie raczył spojrzeć na zegarek i dojść do zgoła logicznego wniosku, że nawet jeśli Malfoy uczciwie podszedłby do wykonywanych przez siebie obowiązków, to i tak było już długo po etatowych godzinach pracy urzędników i ten pewnie już trenował łydy ujeżdżając swojego rumaka albo wybierał kolejny niebotycznie drogi garnitur. Obmyślając w głowie, których paskudnych inwektyw użyje w liście do Elliotta, przystanął na środku korytarza, by przypomnieć sobie w którą stronę do wyjścia. Sprawa nie była łatwa, bo ostatnio gdy gościł w Ministerstwie, panowie aurorzy byli tak mili, że sami odprowadzili go gdzie trzeba, w eleganckich bransoletkach w dodatku. Drogą dedukcji doszedł do wniosku, że te kominki to chyba na parterze były i już-już zaczął kierować się w stronę windy, gdy na pustym holu zapanowało jakieś straszne zawirowanie, a jego uszu doszedł przeszywający pisk, jakby podeszwy ślizgającej się na świeżo wypastowanej posadzce. Nim jednak zdążył zlokalizować źródło dźwięku, przyczyna całego zamieszania wpadła w niego z całym impetem. Mimo refleksu szachisty, instynktownie wyciągnął ręce, by uchronić sprintera od niechybnego spotkania z podłogą i przytrzymać go za ramiona we względnym pionie. Dopiero, gdy pierwszy szok spowodowany kolizją ustąpił miejsca zwykłej jasności umysłu, Levi mógł sprawdzić, czy wszystko z tamtym w porządku. Powoli podnieść wzrok z dłoni pewnie ułożonych na materiale szaty, która nie miała prawa aż tak bardzo odstawać od reszty stroju, a tym samym tak bardzo do niej pasować, przez szczupłą sylwetkę, aż w końcu po przekrwione zmęczeniem i podkreślone ciemnymi sińcami oczy, które kiedyś patrzyły nie tylko z innego poziomu, ale i z innym wyrazem. Chociaż wciąż tak samo jasne, tak samo zbijające z tropu. Odchrząknął, starając się odzyskać właściwy sobie rezon.
- Słodkie nieba, Morty -  zaoferował w końcu, po zdającej się trwać wieki chwili bezczelnego gapienia się na siebie. Najrozsądniej byłoby upewnić się, że wszystko z nim w porządku, szybko wyminąć i odejść, ale…  - Trzynaście lat później, a ty ciągle biegniesz - zauważył przytomnie, przywołując na twarz szelmowski uśmiech. Poprawiwszy delikatnym strzepnięciem materiał na szczupłym ramieniu Slughorna, zwolnił uścisk dłoni, by ostatecznie niedbałym gestem schować je w kieszeniach spodni. Z przechyloną lekko głową i nieodgadnionym wyrazem twarzy otaksował sylwetkę Mortimera, by z szybkich ruchów klatki piersiowej wywnioskować, że sprint nie był dla niego formą rozrywki i najpewniej biegał tylko wtedy, gdy musiał. Klasyczny Morty. Rozejrzał się ponad jego ramieniem, by dojść do wniosku, że znikąd nie nadchodziło żadne realne zagrożenie życia (chyba że Slughorn miał jakiś zatarg z panem woźnym, kto wie), po czym powrócił wzrokiem do wciąż wyraźnie wytrąconego z równowagi Mortimera.
- Dlaczego ty ciągle biegniesz?
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Leviathan Prewett (1559), Mortimer Slughorn (1653)




Wiadomości w tym wątku
[1 kwietnia 1972] Mortimer&Leviathan - przez Mortimer Slughorn - 02.03.2023, 17:15
RE: [kwiecień 1972] Morty&Levi - przez Leviathan Prewett - 02.03.2023, 17:41
RE: [kwiecień 1972] Mortimer&Leviathan - przez Mortimer Slughorn - 03.03.2023, 18:57
RE: [kwiecień 1972] Mortimer&Leviathan - przez Leviathan Prewett - 03.03.2023, 22:46
RE: [kwiecień 1972] Mortimer&Leviathan - przez Mortimer Slughorn - 03.03.2023, 23:46
RE: [kwiecień 1972] Mortimer&Leviathan - przez Leviathan Prewett - 05.03.2023, 15:46

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa