02.03.2023, 18:48 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 02.03.2023, 18:53 przez Elliott Malfoy.)
Nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.
Ale co jeżeli nigdy tak naprawdę się z niej nie wyszło? Pozwoliło się strumieniowi porywać wylewające się łzy i inne, okropnie męczące emocje, gdy wciąż stało się w miejscu i spoglądało w górę rzeki, w szumiący wodospad, u którego szczytu znajdowało się źródło uniesień, szczęśliwych chwil i płynącego z niego przeszywającego cierpienia.
Perseus mógł być irytująco niepoważny, niesamowicie nieodpowiedzialny i niebosko egocentryczny w niektórych kwestiach, ale serce nigdy nie było sługą, choć definitywnie, gdyby mogło Elliott Malfoy w jakiś sposób by je ujarzmił; wszystko musiał mieć na smyczy, szkoda tylko że własne uczucia były zbyt trudne do złapania w okowa chłodnych krat.
Zbyt dokładnie pamiętał swoją złość i przenikający każdą kość smutek, aby w pełni wybaczyć byłemu kochankowi zniknięcie, brak pożegnania czy wyjaśnienia, a jednocześnie nie był w stanie go zapomnieć, chciał go w swoim życiu i wolał nie wracać pamięcią do dni, gdy trywialne liściki z nieśmiesznymi żartami nie trafiały na biurko w Ministerstwie Magii. Prawdopodobnie mógłby bez nich żyć, oh, oczywiście, że mógłby, ale czy chciał? I jakie to życie musiałoby być nudne. Rozerwany pomiędzy dumą i uprzedzeniam, a romantycznym brakiem rozwagi pozwalał kolejnym losom ich relacji pisać się samoistnie, nie będąc w stanie odmówić sobie dotyku znajomych dłoni, spojrzeń tak doskonale wystudiowanych tęczówek i niepozornych uśmiechów.
W głowie już układał sobie słowa, którymi obdarzy tego entuzjastę bobrów czy salamander, czy kapibar, czymkolwiek te były, gdy tylko się obudzi. Co on sobie wyobrażał? Znikać w ten sposób, po raz kolejny? Pojawiać się nagle w szpitalu, pobity? Wiedział, że Perseus nigdy nie grzeszył rozumem, już w szkole odpisywał od niego częściej niż ustawa przewidywała. Malfoy zastanawiał się czasami w jaki sposób Black radzi sobie w pracy, skoro egzamin ustny z transmutacji zdał tylko dlatego że jako-tako umiał czytać z ruchu warg, nieumiejętnie, bo nieumiejętnie, ale ich nauczyciel na zastępstwo w ostatnim roku, kiedy mieli transmutację był odrobinę głuchy, albo udawał, bo załamał się poziomem niektórych uczniów, Elliott postanowił w to nie wnikać.
Prawie piętnaście lat później, znajdywał się w szpitalu, spoglądając na jeszcze bledszą niż zazwyczaj twarz przyjaciela i zastanawiając się, co takiego jeszcze Perseus przed nim ukrywał i dlaczego. Fakt, że musiał się od pielęgniarki w Mungu i to przez przypadek, dowiadywać o Petryfikacyjnych zanikach nerwowych, był poniżający. Nie dał po sobie oczywiście poznać, że nie wie o schorzeniu przyjaciela, wysłuchał kobiety uważnie, bo mimo lekkiego niepokoju, jaki wzbudził w nim cały ten ambaras, to wciąż był chłodnym i wyrachowanym synem Fortinbrasa Malfoya. Nie było chyba dnia ani godziny, w której Elliott pokazałby, że czymś się przejmuje więcej niż 'trochę', 'odrobine' bądź 'wystarczająco'. Tak było bezpieczniej, czy przyjemniej? Niekoniecznie, ale wolał nie stąpać po niepewnym gruncie.
Po raz kolejny czuł się oszukany, zostawiony z własnymi myślami i emocjami. Nie podobało mu się to, nic więc dziwnego, że poza zmartwieniem całą sytuacją i rozrysowaniem planu kolejnych kroków, pozwalał swoim myślom wymyslać Blacka od przeróżnych stworzeń, również chochlików kornwalijskich, które od czasu do czasu można było złoić książką, jeżeli wymykały się z klatek i dokazywały. Gdyby nie fakt, że Perseus leżał w szpitalnym łóżku, pokiereszowany, Elliott z chęcią przyłożyłby mu starym tomem, najlepiej od Historii Magii, bo te były najcięższe, w plecy.
- Wiem niewiele więcej od ciebie - przyznał i podniósł na młodszą siostrę swojego przyjaciele spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, w których teraz, poza typowym marmurowym spokojem, znajdowały się iskry niepokoju, być może zahaczające o zmartwienie i kończące się na zirytowaniu. Nieodgadniony wyraz twarzy był dla Elliotta normą, acz teraz jego nienaruszona zmarszczkami młoda twarz wyrażała niepodważalne niezadowolenie.
- Pielęgniarka powiedziała, że jest w stabilnym stanie, więc nie ma się czym martwić na wyrost, to na pewno. Jeżeli chodzi o powód zniknięcia czy pobicia, nie mamy odpowiedzi, musimy czekać na to, aż się obudzi - wyjaśnił po krótce, jego głos, mimo sytuacji, nie zawahał się ani razu, ton był miarowy, definitywnie zderzał się z nerwowością w ruchach Lycoris. Nie miał zamiaru komentować zachowania kobiety, każdy przeżywał tego typu sytuacje inaczej, jeżeli ona potrzebowała zając czymś nogi chodząc od jednego kąta sali, do drugiego, to Elliott co najwyżej mógł jej w pewnym momencie zaproponować spacer po szpitalu.
- Szczerze liczyłem trochę, że może ty mi wyjaśnisz sytuację, ale najwidoczniej Percy nigdy nikomu o niczym nie mówi - w przeciwieństwie do poprzednich słów, w tej wypowiedzi dało się usłyszeć wyrzut, acz nie kierowany prosto do rozmówcy, bo Malfoy skupił spojrzenie na nieświadomym niczego magipsychiatrze.
Ale co jeżeli nigdy tak naprawdę się z niej nie wyszło? Pozwoliło się strumieniowi porywać wylewające się łzy i inne, okropnie męczące emocje, gdy wciąż stało się w miejscu i spoglądało w górę rzeki, w szumiący wodospad, u którego szczytu znajdowało się źródło uniesień, szczęśliwych chwil i płynącego z niego przeszywającego cierpienia.
Perseus mógł być irytująco niepoważny, niesamowicie nieodpowiedzialny i niebosko egocentryczny w niektórych kwestiach, ale serce nigdy nie było sługą, choć definitywnie, gdyby mogło Elliott Malfoy w jakiś sposób by je ujarzmił; wszystko musiał mieć na smyczy, szkoda tylko że własne uczucia były zbyt trudne do złapania w okowa chłodnych krat.
Zbyt dokładnie pamiętał swoją złość i przenikający każdą kość smutek, aby w pełni wybaczyć byłemu kochankowi zniknięcie, brak pożegnania czy wyjaśnienia, a jednocześnie nie był w stanie go zapomnieć, chciał go w swoim życiu i wolał nie wracać pamięcią do dni, gdy trywialne liściki z nieśmiesznymi żartami nie trafiały na biurko w Ministerstwie Magii. Prawdopodobnie mógłby bez nich żyć, oh, oczywiście, że mógłby, ale czy chciał? I jakie to życie musiałoby być nudne. Rozerwany pomiędzy dumą i uprzedzeniam, a romantycznym brakiem rozwagi pozwalał kolejnym losom ich relacji pisać się samoistnie, nie będąc w stanie odmówić sobie dotyku znajomych dłoni, spojrzeń tak doskonale wystudiowanych tęczówek i niepozornych uśmiechów.
W głowie już układał sobie słowa, którymi obdarzy tego entuzjastę bobrów czy salamander, czy kapibar, czymkolwiek te były, gdy tylko się obudzi. Co on sobie wyobrażał? Znikać w ten sposób, po raz kolejny? Pojawiać się nagle w szpitalu, pobity? Wiedział, że Perseus nigdy nie grzeszył rozumem, już w szkole odpisywał od niego częściej niż ustawa przewidywała. Malfoy zastanawiał się czasami w jaki sposób Black radzi sobie w pracy, skoro egzamin ustny z transmutacji zdał tylko dlatego że jako-tako umiał czytać z ruchu warg, nieumiejętnie, bo nieumiejętnie, ale ich nauczyciel na zastępstwo w ostatnim roku, kiedy mieli transmutację był odrobinę głuchy, albo udawał, bo załamał się poziomem niektórych uczniów, Elliott postanowił w to nie wnikać.
Prawie piętnaście lat później, znajdywał się w szpitalu, spoglądając na jeszcze bledszą niż zazwyczaj twarz przyjaciela i zastanawiając się, co takiego jeszcze Perseus przed nim ukrywał i dlaczego. Fakt, że musiał się od pielęgniarki w Mungu i to przez przypadek, dowiadywać o Petryfikacyjnych zanikach nerwowych, był poniżający. Nie dał po sobie oczywiście poznać, że nie wie o schorzeniu przyjaciela, wysłuchał kobiety uważnie, bo mimo lekkiego niepokoju, jaki wzbudził w nim cały ten ambaras, to wciąż był chłodnym i wyrachowanym synem Fortinbrasa Malfoya. Nie było chyba dnia ani godziny, w której Elliott pokazałby, że czymś się przejmuje więcej niż 'trochę', 'odrobine' bądź 'wystarczająco'. Tak było bezpieczniej, czy przyjemniej? Niekoniecznie, ale wolał nie stąpać po niepewnym gruncie.
Po raz kolejny czuł się oszukany, zostawiony z własnymi myślami i emocjami. Nie podobało mu się to, nic więc dziwnego, że poza zmartwieniem całą sytuacją i rozrysowaniem planu kolejnych kroków, pozwalał swoim myślom wymyslać Blacka od przeróżnych stworzeń, również chochlików kornwalijskich, które od czasu do czasu można było złoić książką, jeżeli wymykały się z klatek i dokazywały. Gdyby nie fakt, że Perseus leżał w szpitalnym łóżku, pokiereszowany, Elliott z chęcią przyłożyłby mu starym tomem, najlepiej od Historii Magii, bo te były najcięższe, w plecy.
- Wiem niewiele więcej od ciebie - przyznał i podniósł na młodszą siostrę swojego przyjaciele spojrzenie chłodnych, niebieskich oczu, w których teraz, poza typowym marmurowym spokojem, znajdowały się iskry niepokoju, być może zahaczające o zmartwienie i kończące się na zirytowaniu. Nieodgadniony wyraz twarzy był dla Elliotta normą, acz teraz jego nienaruszona zmarszczkami młoda twarz wyrażała niepodważalne niezadowolenie.
- Pielęgniarka powiedziała, że jest w stabilnym stanie, więc nie ma się czym martwić na wyrost, to na pewno. Jeżeli chodzi o powód zniknięcia czy pobicia, nie mamy odpowiedzi, musimy czekać na to, aż się obudzi - wyjaśnił po krótce, jego głos, mimo sytuacji, nie zawahał się ani razu, ton był miarowy, definitywnie zderzał się z nerwowością w ruchach Lycoris. Nie miał zamiaru komentować zachowania kobiety, każdy przeżywał tego typu sytuacje inaczej, jeżeli ona potrzebowała zając czymś nogi chodząc od jednego kąta sali, do drugiego, to Elliott co najwyżej mógł jej w pewnym momencie zaproponować spacer po szpitalu.
- Szczerze liczyłem trochę, że może ty mi wyjaśnisz sytuację, ale najwidoczniej Percy nigdy nikomu o niczym nie mówi - w przeciwieństwie do poprzednich słów, w tej wypowiedzi dało się usłyszeć wyrzut, acz nie kierowany prosto do rozmówcy, bo Malfoy skupił spojrzenie na nieświadomym niczego magipsychiatrze.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦