15.12.2025, 10:42 ✶
- Nie jesteś zbyt rozmowny jeżeli chodzi o jej hobby - uśmiechnęła się lekko, ale nie komentowała tego jakoś mocniej. Pływanie, pojedynki... Był bardzo pragmatyczny, do bólu aż. Ale nie mogła go za to winić, przecież był mężczyzną, skąd miał wiedzieć, o co jej chodziło, gdy pytała o to, co lubiła Scarlett? Charlotte zaciągnęła się papierosem i westchnęła, idąc u boku Richarda w milczeniu. Analizowała jego odpowiedzi, a potem wzruszyła ramionami. - Dobrze, dowiem się o ile będzie okazja, żeby porozmawiać.
Zastanawiała się w zasadzie, jak to będzie wyglądało. U niej w rodzinie zwykle Mabon nie świętowało się inaczej poza skromną kolacją i rozmowami, ale to było w dużo mniejszym gronie. Teraz miało być z kolei więcej Mulciberów, więc... Naprawdę nie wiedziała, czego się mogła spodziewać.
- W razie czego będziemy się ratować, co nie? Bo powiem ci, że Alexander to trudny gość - powiedziała w końcu, wydmuchując dym ku górze. Stawiała powolne, miarowe kroki, nie spiesząc się przesadnie. Krok za krokiem, oddech za oddechem, zaciągnięcie się za zaciągnięciem - nie bardzo wiedziała, co ma dalej mówić poza narzekaniem na obecną głowę rodu. - Chociaż osobiście widziałam go lata temu. Pisał do mnie niedawno, gdy postanowiłam zamieszkać sama. Ale nie dane mi było odpisać, to znaczy - odpisałam, ale przywitała mnie zwrotka z jego gabinetu. Więc moja odpowiedź do niego nie dotarła. Nie wiem po co w ogóle pisał, jak miał w dupie odpowiedź.
Powiedziała w końcu, chmurniejąc wyraźnie. Zerknęła na Richarda i w końcu wzruszyła ramionami.
- Nawet wysłał jakiegoś swojego kolegę, żeby się upewnił, że wszystko ze mną w porządku. Niby miłe, nie? Ale tak naprawdę mam wrażenie, że zrobił to z obowiązku. Więc to nie było miłe. Raczej suche i bezemocjonalne. Nie wiem, czy się dogadamy na tej kolacji, ale mogę ci obiecać, że nie zrobię trzody - uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do Richarda wesoło. - Czasem potrafię się zachować.
Dodała już pogodniej, jakby sama sobie poprawiła humor tym monologiem. Przeciągnęła się nawet, aż chrupnęły jej wszystkie kości. Gdy dotarli do okolic alejki, która prowadziła na Nokturn, Charlotte rozejrzała się niby konspiracyjnie, a potem przytuliła kuzyna na pożegnanie.
- Widzimy się na kolacji. Damy radę, to tylko kilka godzin. Nie będzie aż tak źle, nie? - powiedziała na odchodnym, uśmiechając się szeroko do Richarda. A potem zniknęła w jednej z uliczek, bo przecież musiała zrobić się na bóstwo.
Zastanawiała się w zasadzie, jak to będzie wyglądało. U niej w rodzinie zwykle Mabon nie świętowało się inaczej poza skromną kolacją i rozmowami, ale to było w dużo mniejszym gronie. Teraz miało być z kolei więcej Mulciberów, więc... Naprawdę nie wiedziała, czego się mogła spodziewać.
- W razie czego będziemy się ratować, co nie? Bo powiem ci, że Alexander to trudny gość - powiedziała w końcu, wydmuchując dym ku górze. Stawiała powolne, miarowe kroki, nie spiesząc się przesadnie. Krok za krokiem, oddech za oddechem, zaciągnięcie się za zaciągnięciem - nie bardzo wiedziała, co ma dalej mówić poza narzekaniem na obecną głowę rodu. - Chociaż osobiście widziałam go lata temu. Pisał do mnie niedawno, gdy postanowiłam zamieszkać sama. Ale nie dane mi było odpisać, to znaczy - odpisałam, ale przywitała mnie zwrotka z jego gabinetu. Więc moja odpowiedź do niego nie dotarła. Nie wiem po co w ogóle pisał, jak miał w dupie odpowiedź.
Powiedziała w końcu, chmurniejąc wyraźnie. Zerknęła na Richarda i w końcu wzruszyła ramionami.
- Nawet wysłał jakiegoś swojego kolegę, żeby się upewnił, że wszystko ze mną w porządku. Niby miłe, nie? Ale tak naprawdę mam wrażenie, że zrobił to z obowiązku. Więc to nie było miłe. Raczej suche i bezemocjonalne. Nie wiem, czy się dogadamy na tej kolacji, ale mogę ci obiecać, że nie zrobię trzody - uśmiechnęła się lekko i mrugnęła do Richarda wesoło. - Czasem potrafię się zachować.
Dodała już pogodniej, jakby sama sobie poprawiła humor tym monologiem. Przeciągnęła się nawet, aż chrupnęły jej wszystkie kości. Gdy dotarli do okolic alejki, która prowadziła na Nokturn, Charlotte rozejrzała się niby konspiracyjnie, a potem przytuliła kuzyna na pożegnanie.
- Widzimy się na kolacji. Damy radę, to tylko kilka godzin. Nie będzie aż tak źle, nie? - powiedziała na odchodnym, uśmiechając się szeroko do Richarda. A potem zniknęła w jednej z uliczek, bo przecież musiała zrobić się na bóstwo.
Koniec sesji