Ruda nie miała hamulców, czasem by się jej przydały, jednak póki co jakoś udawało jej się żyć z tym swoim nie do końca ułożonym charakterem. Nie widziała nic złego w tym, że najpierw próbowała go zaatakować, w sumie nawet chyba go za to przeprosiła? Przeprosiła? Może nie, zwaliła winę na wujka... ale tak już miała. Bardzo szybko zobaczyła, że ten praktycznie obcy mężczyzna przeżył dużo i ma wiele niesamowitych historii do opowiedzenia, nie był nudny, był zajebisty, a jak pojawiał się obok niej ktoś zajebisty to nie miała nawet drobnych oporów, aby wypytywać go o jego przygody. Była młoda, sama jeszcze nie przeżyła zbyt wiele, liczyła na to, że jak już będzie duża to też będzie mogła się podzielić podobnymi opowieściami, to byłoby zajebiste, a ona chciała być zajebista!
- Woa, nikt nigdy jeszcze nie mówił, że jestem arystokracją, wiesz? W żadnym kontekście, to brzmi jak wielki komplement. - Wyprostowała się dumna, oczy jej błysnęły. Jasne, to nie było nic wielkiego, jakieś skupienie, czy coś, ale połechtało to jej i tak ogromne ego. - Wiesz, musiała się tego nauczyć przez pracę, kiedyś tak nie miałam, ale jak zaczęłam pracować jako magipolcjant, to trochę zmieniłam sposób działania. No i ta klątwa, ona też wymaga czasem wyciszenia, a to nie do końca jest łatwe, ale jakoś to ogarnęłam, wszystko ogarniam jak muszę. - Nie do końca zrobiła to celowo, zostało to na niej wymuszone, ale nauczyła się czekać, już nie biegła wszędzie, gdzie chciała, bo wiedziała, że może się to dla niej skończyć lipnie, a jednak miała zamiar jeszcze trochę pożyć, chociażby właśnie po to, aby kiedyś móc opowiadać historie ze swojego życia.
- Czyli jak większość typów, zatrzymują się gdzieś na tym etapie, chociaż w sumie nie wszyscy, niektórzy dostają nagle kija w dupie, a może od zawsze go mają? W sumie to nie wiem. - Jak zawsze głośno myślała, nie przeszkadzało jej to, że siedzi przed nią zupełnie głośny człowiek, jakoś nie czuła potrzeby, aby trzymać język za zębami, przy nim nie miała najmniejszego problemu z tym, aby wyrzucać z siebie słowa, normalnie też nie miała, ale w jego towarzystwie było jeszcze gorzej niż zazwyczaj, nie miała pojęcia z czego to wynika, ale wcale, ale to wcale nie czuła, że to nie jest niewłaściwe.
- Jules ma swój mózg, jest super, gdyby nie miał mózgu, to bym się z nim nie przyjaźniła, miał w dupie ich podejście do życia i nie bał się im postawić, wiesz? Wyjechał, ale nie wytrzymał i wrócił do nas. - Może nie powinna o nim opowiadać, ale naprawdę była dumna z Charliego i z tego, co udało mu się osiągnąć, bo żył, mimo tego, że to wcale nie było takie oczywiste, tacy jak on niestety nie mieli lekko, polowano na nich przez to, że nie chcieli podążać tą kiedyś wyznaczoną drogą.
Nie ciągnęła tematu. Nie wydawało jej się, aby miała do tego prawo. Nie zamierzała go wypytywać, jak to u niego wyglądało, być może był jak Charlie, może miał ku temu zupełnie inny powód, na pewno musiał być duży skoro zupełnie odciął się od poprzednich personaliów.
Skrzywiła się kiedy kolejne słowa padły z jego ust. Nadal chyba nie zdawał sobie sprawy z tego, jaka jest wspaniała, musiała mu to wybaczyć, spędził z nią ledwie kilkanaście minut, gdy zaczną pracować nad jej klątwą zmieni zdanie, zobaczy, że każdy chciałby mieć taką wspaniałą latorośl jak ona. Nie miała co do tego najmniejszych wątpliwości.
- Jeśli zatrzymałeś się na mentalnej szesnastce to minie trochę czasu, zanim postanowisz się rozmnażać, gwarantuję Ci, że wtedy zmienisz zdanie, wiesz tylko, że nie zawsze masz wpływ na to, czy to wychodzi, czy nie. W sensie możesz nie chcieć, a i tak Ci się trafi, czy coś. - Ta rozmowa zmierzała w bardzo złą stronę, a wszystko przez to jej zalewanie wszystkiego, co znajdowało się w jej otoczeniu, mogła się zamknąć, ale tego nie zrobiła, z drugiej strony jeśli przez tyle lat udało mu się uniknąć posiadania potomstwa, to być może wiedział, jak to zrobić.
Czy naprawdę powinna myśleć o tym, czy jej nowy klątwołamacz wie, jak nie dopuszczać do posiadania dzieci? Nie, zdecydowanie nie.
- Książki są nudne, nienawidzę ich czytać, wolę wszystko sprawdzać poprzez działanie. - Najwyraźniej mieli co do tego bardzo podobną opinię, mało kto to rozumiał, dużo osób ceniło sobie teoretyczne przygotowanie do rozwiązania problemu, Heather jednak od zawsze wybierała praktykę, jej zdaniem to była dużo skuteczniejsza metoda.
- Na co komu zdrowy rozsądek? - Zapytała jeszcze z ogromnym uśmiechem malującym się na jej twarzy. Kochała ryzyko, uwielbiała pakować się w kłopoty, wtedy czuła, że żyje. Ostrożność? Nie w tym życiu, może jak będzie stara i nieco straci refleks, póki co nie miała zamiaru zmieniać swojego sposobu działania.
- Ha! Ja pracuje w ministerstwie już pół roku i jeszcze mnie nie wyjebali, podejrzewam, że to przez braki kadrowe, teraz mało kto chce trafiać do tego burdelu, wiesz, pożary, duperele, srele, nikt nie chce się z tym bujać. - Po tym jak funkcjonariusze oberwali w Beltane wcale im się nie dziwiła, ale ona dzięki temu nie mogła narzekać na nudę, bo działo się wiele, a ona znajdowała się w samym centrum tych wydarzeń, chociaż tak kiedy opowiadał o byciu klątwołamaczem, na własnych warunkach, bez wypełniania żadnych papierów, jeszcze dużo picia, kurde to brzmiało jak raj. Nie miała pojęcia dlaczego wcześniej nie wpadła na podobny pomysł. - Wiesz, ja wypełniam te papiery, bo chciałabym być aurorem, jak już będę duża, żeby łapać tych największych kutasów i wsadzać ich do pierdla. - Tak właściwie to nikomu nie mówiła o tym, że zamierzała podejść do szkolenia aurorskiego, zresztą musiała jeszcze trochę być krawężnikiem, żeby w ogóle móc złożyć papiery, ale kiedyś na pewno chciała to zrobić. Nie zamierzała spędzić całego życia jako BUMowiec, miała na to zbyt duży potencjał, a przynajmniej tak sobie powtarzała.
- Cóż, jakoś musiał sobie z tym poradzić, nie dostał zawału, dalej żyje, więc nie było tak źle. - Zresztą nigdy do końca nie obchodziło jej to, żeby stać się jednym z pupilków profesora, nie potrzebowała do niczego jego aprobaty, była ponad to. Najważniejsze, że sama uważała siebie za wartościową osobę i robiła to nie tylko dlatego, że jej matka była sławna. Ruda miała dużo umiejętności, którymi lubiła się chwalić.
Później z jej ust płynęły kolejne słowa, myśli, fakty, tak właściwie to opowiedziała mu sporo w krótkim czasie, nie wiedziała dlaczego, nieco też zaczęła mieszać wątki, może to było zbyt dużo, ale nie pojawił się żaden filtr, mówiła mu wszystko, co jej ślina na język przyniosła, tak po prostu, jakby siedziała przed kimś kogo zna od lat, nie widziała sensu, aby się przed czymkolwiek powstrzymywać, to było dziwne, ale też niesamowite na swój sposób. Chyba z nikim tak szybko nie złapała podobnej więzi, raczej bywała ostrożna, bo wiedziała, że są rzeczy o których nikt nie powinien wiedzieć, zaufała mu jednak tak po prostu.
- O, to super, Ty też musisz więc robić coś dobrze, jak należymy do jednego klubu, tylko czekam, aż po mnie przyjdą wiesz? Wtedy im pokażę, że nie warto było tego robić, jeśli trzeba będzie to poślę ich wszystkich w diabły. - Najwyraźniej nie miała oporu przed tym, aby się z nim podzielić tym, że nie obawiała się reagować atakiem na atak, nie obawiała się walczyć o własne życie, nie widziała nic złego w tym, że mogłaby je komuś odebrać, cóż oko za oko, ząb za ząb, czy jakoś tak to szło, a że była zawzięta, to wiedziała, że wyszłaby z tego cało i ta druga strona byłaby przegrana, ta pewność siebie mogła kiedyś ją zgubić, jednak nie miała nic przeciwko temu, aby zginąć z różdżką w dłoni.
[u]Ruda spojrzała na niego, zawiesiła spojrzenie na twarzy mężczyzny tylko na krótką chwilę, coś głupiego właśnie przeszło jej przez myśl, czytała kiedyś o porozumieniu dusz, o tym, że można w swoim życiu spotkać kogoś, kto jest kimś kto idealnie pasuje, rozumie, tak, że może dokańczać myśli drugiej strony. Może było to głupie, ale nigdy jeszcze nie udało jej się z nikim tak szybko znaleźć wspólnego języka. Nie bała się mówić, wręcz przeciwnie, wylewała z siebie informacje, które powinna zostawić dla siebie, ale to po prostu z niej płynęło, chciała, żeby wiedział, nie zamierzała nic przed nim ukrywać i nie widziała w tym niczego złego. Tak po prostu musiało być, chyba znalazła swoją anam carę, ciekawe, czy on też to poczuł, musiał poczuć bo to działało obustronnie.
- Też to czujesz? - Zapytała w końcu, musiała to zrobić, nie chciała trzymać języka za zębami, wolała zresztą zweryfikować, czy jej się przypadkiem nie wydawało. Nie powiedziała co dokładnie czuje, jeśli czuł to samo co ona to na pewno będzie wiedział, co miała na myśli.
Czas w towarzystwie nowopoznanego mężczyzny mijał wyjątkowo szybko, Ruda poczuła, że odnalazła coś, o czego istnieniu nie miała pojęcia, wierzyła w to, że to nie jest takie wyjątkowe wyłącznie dla niej, widziała, że klątwołamacz też nie traktował jej, jakby była kimś zupełnie obcym, coś między nimi kliknęło, gdy wymienili pierwsze słowa. Czuła, że to będzie dopiero początek ich znajomości, a coś w jej życiu właśnie się zmieniło.