Nie wnikał w to, jak działał Voldemort. Interesowało go tylko wtedy, gdy jego brat z nim pracował. Na jego polecenia. Dbał tylko o to, aby Robertowi nic nie groziło. Jako bliźniak, był wstanie go wesprzeć we wszystkim i to nawet dosłownie, zastępując go, gdy nie mógł gdzieś być. I nikt różnicy nie zauważył. Nie mógł nic Riddle’owi zarzucić, skoro oszczędził jego brata i nie zabił za to, że w jednej akcji nie Robert wziął udziału. Ale i tak go stracił. W inny sposób.
Richard nie wytrzymał, kiedy słyszał słowa Lorien. I nie chciał przy niej udzielać odpowiedzi na pytania, jakie zadał mu wcześniej kuzyn. Richard spojrzał na Philomenę, która zwróciła mu uwagę. Przypominając mu coś, w czym poparłby tym razem Chestera – trzeba było wcześniej pozbyć się Lorien. Kiedy była na to okazja. Było jednak na to za późno. A Robert nie zezwalał na to. Twierdząc, że ma wszystko pod kontrolą.
Nie to miał na myśli. Nie podważał stanowiska babki. Nie do niej kierował swoje słowa. Zamilkł, kiedy skończyła i nie odpowiedział. Wciąż w nią wpatrując się. A wtedy poczuł dotyk córki na ramieniu i usłyszał jej prośbę o zaprzestanie. Spojrzał na córkę. Dostrzegł, że jej wyraz twarzy się zmienił. Odkąd dorosła, nie zabraniał jej wybrania swojej drogi życiowej czy zawodowej. Zaś tutaj, chciał po prostu ją uchronić przed kobietą, która krzywdziła ich rodzinę. Manipulowała. Nie spodziewał się ujrzeć takiej zmiany w Scarlett. Nie dostrzegła problemu? Nie mieszkała już w kamienicy. Nie musiała. Od nastoletniego wieku lubiła się wymykać. Z tego powodu, aby wiedzieć gdzie jest, nauczył ją zdolności Fali.
Uwagę przeniósł na Charlotte, która narzucała mu przeproszenie Lorien. Jego spojrzenie na jej słowa stało się ostrzegawcze. Jakby chciał zasugerować, aby odpuściła wtrącania do tej rozmowy. Czy może raczej, żeby uważała kogo broni?
Swój głos zabrał też Alexander, również broniąc Lorien. Mieszając w tę dyskusję jego nieobecnych synów.
Wszedł w słowo Alexandrowi, broniąc się. Leonard to potwierdzał, że Robert zmarł z przyczyn naturalnych. Wszyscy to w rodzinie już wiedzieli. Nie przez uduszenie, którego obawiał się Richard przez klątwę nałożoną na jego brata. To jednak wciąż do Richarda nie docierało. Szukał winnego. Znalazł go w Lorien. To od niej się zaczęło, że Robert miał poważne problemy. To przez jej chory pomysł z wyjazdem do Francji. Robert nie wpadłby na taki pomysł. Richard znał swojego brata lepiej, niż ktokolwiek inny. Były jednak sprawy, których nie mógł tutaj poruszyć. Brudne sekrety, które nie mogły ujrzeć światła dziennego. Musiał się kontrolować.
Dalej kuzyn pociągnął temat Charlesa, a dalej i Scarlett. Richard zacisnął mocniej pięść lewej dłoni, hamując się od rękoczynów. A że ręce miał na stole, każdy spostrzegawczy by to zauważył. Być może położona dłoń córki na jego ramieniu powstrzymywała go, że nie przyłożył Alexandrowi.
Richard nie pragnął wydziedziczenia syna. Nie był wstanie tego zrobić. Jedynie zastraszył Charlesa uprzedzając, że może go to spotkać. Robert też nie powiedział mu jednoznacznego słowa, że ma to zrobić. Miał tylko zająć się tym problemem, rozwiązać go. Nie wszystko idzie przewidzieć jak co się potoczy. Nie był jasnowidzem.
Czy przynosił Scarlett wstyd? Nie widział tego. Nie zauważał.
Spojrzał na nią, lecz szybko jego uwaga znów skoncentrowała się na Alexandrze, wspominającego o barku z alkoholem. Dlaczego to poruszał? Dlaczego to wspomniał? Destylarnia Cork. Ulubiona Roberta. Richard to również wiedział. Ta jedna butelka wciąż stała w ich barku. Coś ścisnęło go w środku, kiedy ten temat się pojawił. Z nałogiem jego brata. Sam ostatnio po jego śmierci, stracił nad tym kontrolę. Tego przecież nikt nie wiedział. Tylko chłopcy.
Nie potwierdził, ale można było odnieść wrażenie, że również to wiedział. Pytanie mogło być także odebrane jako potwierdzenie pytania Alexandra. Co kuzyn chciał osiągnąć wprowadzając temat nałogu jego brata? Nie da się zaprzeczyć, że to alkohol zabił Roberta. Richard wiedział doskonale, od kiedy to się zaczęło. Dlatego wrócił do Londynu na dłużej.
"Przynieś najlepszą whisky…" – padły słowa. Richard zmarszczył brwi, obserwując odchodzącego i wracającego sługę z butelką, która otwarta i przechylona, zaczęła napełniać jego szklankę.
"Więcej" – Padło z ust kuzyna, a Richard spojrzał na niego z powagą, pytająco. Czyżby jego kuzyn popadł w szaleństwo?
Ten spokój. Ten uśmiech.
Richard nie bał się Alexandra. Nawet tu i teraz.
- Jesteś szalony.
Odparł, patrząc mu w oczy. Wypić zdrowie Lorien? Czy opuścić posiadłość? Czy ten uśmiech miał odczytać jako ostrzeżenie?
Piwne oczy Richarda powędrowały na napełnioną do pełna jego szklankę, a po chwili na drugą, którą zapełniano Alexandrowi. Czy tam samo pełną?
Nie sprawdzał, kiedy Lorien znów raczyła zwrócić na siebie uwagę. Zapominał się? Spojrzał na nią poważnie i pytająco. I wtedy powiedziała. Przypominała, jakby kompletnie nie widział, kim ona jest. Zaczęła kompletnie bredzić coś, co nie miało nic wspólnego ze sprawą jej wykonywanego zawodu.
- Zapominasz się.
Zwrócił i jej taką samą uwagę. W zaznaczeniu, że nie są w Ministerstwie, tylko w domu rodzinnym Alexandra. Nie są w miejscu publicznym w obecności obcych osób, tylko na rodzinnej kolacji. A co zostało tu powiedziane, tutaj powinno pozostać. Pozwolił jej się wygadać. Szczęście dla niej, że dzielił ich stół. Że dzieliła ich trochę odległość. Inaczej chętnie by zacisnął swoje palce na jej ptasiej szyi i zacisnął mocno. Sama jednak się kompromitowała ze swoim śmiechem.
- Nie zaprzeczyłaś moim słowom. A straszenie mnie sądami Ci nie pomoże. Przypomnę ci, skoro sama lubisz się przechwalać swoim stanowiskiem, że choć byłem aurorem w Norwegii, Brytyjskie prawo też znam.
Odbił piłeczkę, nie reagując na jej rozbawienie. A wtedy usłyszał od niej, że ma przeprosić. I tak po prostu o tym zapomni?
Wrócił spojrzeniem na Alexandra.
- Skoro ją tak bronisz. Dlaczego Ty jej nie poślubiłeś, tylko Robert? Dlaczego wciąż nie masz dziedzica?
Zapytał, dość poważnie. Walcząc w sobie aby nie unosić tonu. Dłoń wciąż miał zaciśniętą, jakby miało mu pomóc nie tylko z powstrzymaniem się od rękoczynów i kontrolowania nerwów. Ale i z nałogiem. Bo widocznie, potrzebował zapalić. A szanowny kuzyn, wciskał mu jeszcze alkohol. Nie sięgnął po szklankę z whisky, aby wznieść toast na zdrowie Lorien. Nie przeprosił jej jeszcze. Nie opuścił stołu. Nie dokonał wyboru. Miał pytania. Póki mógł, to postanowił je zadać:
- I jeszcze jedno. W jakim celu zorganizowana została ta kolacja?
Z Alexandra, przeniósł spojrzenie na babkę, jak i po chwili na córkę. Pytając tym samym, dlaczego został z synami na nią zaproszony. Pojednania w rodzinie? Czy chodziło o coś innego?