16.12.2025, 11:19 ✶
Nie minęło aż tak dużo czasu, od kiedy oboje przeprowadzili się do Wielkiej Brytanii, zamieszkali wspólnie jeszcze przed ślubem, który i tak miał być tylko ściemą, ułudą, paktem, pomiędzy dwoma rodzinami, aby zaprzestać rozlewowi krwi. A mimo to, gdzieś tak głęboko w środku, tak rzeczywiście głęboko, gdzieś gdzie światło nie dociera, Alexander czuł coś do Leny. Oczywiście poza nienawiścią. Był tak skonfudowany, że nie zdziwiłby się, gdyby podawała mu eliksir miłosny. Na przykład amortencję. Wiedział jednak, że to wykluczone. Poczuł to coś przy pierwszym spotkaniu, i przy każdym kolejny, które mieli. Czuł to, gdy była obok, gdy tylko przechodziła obok. I nienawidził się za to. Nienawidził jej za to. Szczerze można powiedzieć, że nienawidził wszystkiego, za tę sytuację.
Siedział tak w swoim gabinecie, spokojnie przeglądając jakieś papiery, starając się nie myśleć o tej całej sytuacji w której oboje się znaleźli. W tym błędnym kole nienawiści. Musiał przyznać, że sytuacja była rodem z książek romantycznych, które czasami czytała Anastazja. Głupstwa. Nie ma, miłości, jest tylko władza, potęga i wpływy. To jest to co powinno być u niego na pierwszym miejscu. Zwłaszcza teraz, gdy dopiero co przeprowadzili się. Jak miałby ich utrzymać, jeśli nie będzie się skupiał tylko na pracy?
I wtedy to usłyszał. Jej ciężkie kroki. To znaczy... były lekkie, jak to kroki baleriny, ale Alexander usłyszał w nich to znajome zapięcie. Już wiedział co się szykuje. Co zaraz go czeka, więc tylko odetchnął głęboko, czekając na nieuchronne. Zaraz wpadła do jego gabinetu jak syberyjski zimny wiatr. Jak śnieżyca z arktycznym powietrzem, kłując chłodem w płuca. A mimo to Alexander poczuł ukłucie ciepła, jakiego nikt nie spodziewałby się w tej sytuacji. To nie jest czas na to, głupcze - powiedział sobie w duchu, karcąc się i przenosząc na nią swoje spojrzenie, gdy już uporał się z futrem, które na niego rzuciła. Przewrócił tylko oczami, wzdychając z rezygnacją, po raz kolejny. To nigdy nie było łatwe. Nigdy nie było... No dobra. Może było przyjemne. Te kłótnie to była ich taka mała rozrywka, ale dzisiaj Alexander na prawdę nie miał do tego głowy.
-Успокойся, женщина! - warknął ostro, jakby chciał ją uspokoić samym głosem. Wiedział jednak, ze to nie podziała. Yelena była zbyt uparta. On był zbyt uparty. Oboje chcieli nosić spodnie w tym związku, wiec często oboje zostawali bez... spodni. I innych części garderoby. -Zrobiłem tylko to co przynosiło korzyść naszej rodzinie. Potrzebujemy kontaktów, potrzebujemy klientów. Potrzebujemy wizerunku.
Mówił spokojnie, bez podnoszenia głosu. Jakby to wyjaśniało wszystko. I w zasadzie dla Alexandra wyjaśniało. Ona nie potrzebowała wiedzieć nic więcej. A jeśli ją w jakichś sposób uraził swoim zachowaniem, to kompletnie nie rozumiał dlaczego. Zrobił tylko to do czego był tak długo przygotowywany. Zarządzał. Nie tylko domem, wpływami, czy pieniędzmi. Zarządzał też nią, jakby należała do niego. I może to był jego błąd, może. Jednak Alexander nie dostrzegał w tym nic złego.
Już otwierał usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale już jej tam nie było. Zostawiła futro i po prostu wyszła, jak gdyby nigdy nic. A niech idzie. Niech sobie robi co chce. Co złego może przecież... Głuchy łoskot dotarł do jego uszu, więc Alexander wstał, odrzucając jej futra na krzesło, na którym przed chwilą siedział. Co jak co, ale były to wspaniałe futra, żal byłoby je rzucać na podłogę. Ruszył powolnym krokiem w stronę, z której dobiegł go wcześniejszy dźwięk. Sypialnia. Więc to tam miała zamiar siać zamęt i zniszczenie? Niech będzie. Przynajmniej mają blisko do łóżka.
-Co ty tu... - wyciągnął różdżkę, celując nią w swoją pamiątkę, rozbitą na podłodze. Kobiety. -Reparo.
Jakby zupełnie się nie spodziewała, że tak się to skończy. W końcu podniósł powoli swoją pamiątkę, jakby oceniając jakość swojego zaklęcia i odłożył ją ponownie na miejsce. Kiedy odwrócił się do swojej narzeczonej, ta już stała, a raczej siedziała, z kwaśną miną i chęcią mordu w oczach. Widział trybiki pracujące w jej głowie, widział jak zapala się lampka. Usłyszał tylko to jej "Ty...", jakby to miało mówić wszystko, jakby to była uniwersalna obelga za każde zło, którego Alexander się dopuścił na niej.
-Ty... co? Co ty tam znowu wymyśliłaś? - powiedział spokojnie Alexander, robiąc krok w stronę łóżka, aby spojrzeć na to co trzyma Lena w swoich dłoniach. Na to kobiece pismo, lekko zakrzywione, tak dobrze mu znane. Zamarł, gdy tylko domyślił się czym jest ta adnotacja. Zwęził usta w wąską linię, jakby powstrzymywał się od rzucenia się na nią i wyrwaniu jej tego krótkiego liściku z rąk. -Leno. Oddaj mi to. Proszę. - dużo wysiłku włożył w to, aby brzmieć spokojnie. Oj dużo. Zupełnie jakby chciał przekonać ją samymi słowami. Użył nawet słowa proszę. A to robił rzadko. W zasadzie to nigdy. To był pierwszy raz, kiedy użył tego słowa w rozmowie z nią. W jej kierunku.
Siedział tak w swoim gabinecie, spokojnie przeglądając jakieś papiery, starając się nie myśleć o tej całej sytuacji w której oboje się znaleźli. W tym błędnym kole nienawiści. Musiał przyznać, że sytuacja była rodem z książek romantycznych, które czasami czytała Anastazja. Głupstwa. Nie ma, miłości, jest tylko władza, potęga i wpływy. To jest to co powinno być u niego na pierwszym miejscu. Zwłaszcza teraz, gdy dopiero co przeprowadzili się. Jak miałby ich utrzymać, jeśli nie będzie się skupiał tylko na pracy?
I wtedy to usłyszał. Jej ciężkie kroki. To znaczy... były lekkie, jak to kroki baleriny, ale Alexander usłyszał w nich to znajome zapięcie. Już wiedział co się szykuje. Co zaraz go czeka, więc tylko odetchnął głęboko, czekając na nieuchronne. Zaraz wpadła do jego gabinetu jak syberyjski zimny wiatr. Jak śnieżyca z arktycznym powietrzem, kłując chłodem w płuca. A mimo to Alexander poczuł ukłucie ciepła, jakiego nikt nie spodziewałby się w tej sytuacji. To nie jest czas na to, głupcze - powiedział sobie w duchu, karcąc się i przenosząc na nią swoje spojrzenie, gdy już uporał się z futrem, które na niego rzuciła. Przewrócił tylko oczami, wzdychając z rezygnacją, po raz kolejny. To nigdy nie było łatwe. Nigdy nie było... No dobra. Może było przyjemne. Te kłótnie to była ich taka mała rozrywka, ale dzisiaj Alexander na prawdę nie miał do tego głowy.
-Успокойся, женщина! - warknął ostro, jakby chciał ją uspokoić samym głosem. Wiedział jednak, ze to nie podziała. Yelena była zbyt uparta. On był zbyt uparty. Oboje chcieli nosić spodnie w tym związku, wiec często oboje zostawali bez... spodni. I innych części garderoby. -Zrobiłem tylko to co przynosiło korzyść naszej rodzinie. Potrzebujemy kontaktów, potrzebujemy klientów. Potrzebujemy wizerunku.
Mówił spokojnie, bez podnoszenia głosu. Jakby to wyjaśniało wszystko. I w zasadzie dla Alexandra wyjaśniało. Ona nie potrzebowała wiedzieć nic więcej. A jeśli ją w jakichś sposób uraził swoim zachowaniem, to kompletnie nie rozumiał dlaczego. Zrobił tylko to do czego był tak długo przygotowywany. Zarządzał. Nie tylko domem, wpływami, czy pieniędzmi. Zarządzał też nią, jakby należała do niego. I może to był jego błąd, może. Jednak Alexander nie dostrzegał w tym nic złego.
Już otwierał usta, żeby coś jeszcze powiedzieć, ale już jej tam nie było. Zostawiła futro i po prostu wyszła, jak gdyby nigdy nic. A niech idzie. Niech sobie robi co chce. Co złego może przecież... Głuchy łoskot dotarł do jego uszu, więc Alexander wstał, odrzucając jej futra na krzesło, na którym przed chwilą siedział. Co jak co, ale były to wspaniałe futra, żal byłoby je rzucać na podłogę. Ruszył powolnym krokiem w stronę, z której dobiegł go wcześniejszy dźwięk. Sypialnia. Więc to tam miała zamiar siać zamęt i zniszczenie? Niech będzie. Przynajmniej mają blisko do łóżka.
-Co ty tu... - wyciągnął różdżkę, celując nią w swoją pamiątkę, rozbitą na podłodze. Kobiety. -Reparo.
Jakby zupełnie się nie spodziewała, że tak się to skończy. W końcu podniósł powoli swoją pamiątkę, jakby oceniając jakość swojego zaklęcia i odłożył ją ponownie na miejsce. Kiedy odwrócił się do swojej narzeczonej, ta już stała, a raczej siedziała, z kwaśną miną i chęcią mordu w oczach. Widział trybiki pracujące w jej głowie, widział jak zapala się lampka. Usłyszał tylko to jej "Ty...", jakby to miało mówić wszystko, jakby to była uniwersalna obelga za każde zło, którego Alexander się dopuścił na niej.
-Ty... co? Co ty tam znowu wymyśliłaś? - powiedział spokojnie Alexander, robiąc krok w stronę łóżka, aby spojrzeć na to co trzyma Lena w swoich dłoniach. Na to kobiece pismo, lekko zakrzywione, tak dobrze mu znane. Zamarł, gdy tylko domyślił się czym jest ta adnotacja. Zwęził usta w wąską linię, jakby powstrzymywał się od rzucenia się na nią i wyrwaniu jej tego krótkiego liściku z rąk. -Leno. Oddaj mi to. Proszę. - dużo wysiłku włożył w to, aby brzmieć spokojnie. Oj dużo. Zupełnie jakby chciał przekonać ją samymi słowami. Użył nawet słowa proszę. A to robił rzadko. W zasadzie to nigdy. To był pierwszy raz, kiedy użył tego słowa w rozmowie z nią. W jej kierunku.