Już myślała, że to Analise udało się zebrać rzeczy szybciej, niż podejrzewała, w końcu kobieta ostrzegła ją, że chwilę jej może zająć, ale Victoria nie miała nic przeciwko. Odpoczywała. Oczy miała przymknięte, zmęczona po długim dniu, kiedy to właśnie drzwi się otworzyły… i wcale nie stała tam matka, a jej syn. Lestrange przekrzywiła głowę zdziwiona, choć tak po prawdzie to nie powinna, przecież Christopher pisał jej, że przeniósł się na razie do rodziców, bo w swoim mieszkaniu ma jakąś dziwną sadzę. Skarżył się przy tym na kuzynkę matki i jej hałaśliwe dzieci.
– Cześć – odparła na to powitanie i też się w odpowiedzi uśmiechnęła. A potem spojrzała po sobie, kiedy powiedział o czarnej sukni i odruchowo wygładziła zagięcie marynarki na ramieniu, żeby lepiej się układało. Była pod tym względem irytującą perfekcjonistką (a czasami irytowała nawet siebie). – Do pracy? Czarnoksieżnicy na pewno by się zdziwili, jakby wyskoczyła na nich panienka w sukience – zażartowała i przymrużyła lekko oczy. Miała na sobie lekki makijaż, który świadczył o długim dniu, nie o tym, że była niechlujna. – Nie, nie aresztować. Skończyłam pracę na dzisiaj, po prostu nie zdążyłam się przebrać – fakt, można tak było pomyśleć na pierwszy rzut oka, prawda była jednak bardziej prozaiczna. A czerń… Lubiła czerń. To znaczy inne sukienki też, ale odkryła jakiś czas temu, że to właściwie w czerni czuje się najlepiej. Jakby to była druga skóra. – Przyszłam do twojej matki, miała mi przekazać paczkę z ubraniami. Jestem tu całkowicie prywatnie. Widzisz? Żadnej odznaki – nie dla niej były te ubrania, ale były w jej rodzinie osoby, które tego potrzebowały. Przy czym gdy to mówiła to roześmiała się lekko i odchyliła marynarkę tak, żeby Chris mógł zobaczyć, ze faktycznie, odznakę ściągnęła.
Już miała mu odpowiedzieć, że w sumie to by się czegoś napiła, ale wtedy jej uwagę przykuło to ostatnie zdanie. Aż na moment zaniemówiła.
– Czekaj. Zrobiłeś pudding? Panie Rosier, jest pan pełen niespodzianek – jakoś do tej pory nie łączyła Christophera z gotowaniem. Z żadnej strony.