• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
1 2 3 4 5 … 16 Dalej »
[18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę

[18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę
Karma police
"Bijące serce Zakonu" – cytat by Woody Tarpaulin (czyli twój stary najebany gada z kolegą o tym, jak był zomowcem i pałował księży na ulicach)
wiek
52
sława
III
krew
półkrwi
genetyka
—
zawód
Auror na pełen etat, majster na pół
Myślisz sobie, "ale skurwysyn", i masz w sumie rację. Szczupły, zawsze schludnie ubrany mężczyzna w średnim wieku o jasnobrązowych włosach. Niby chudy, ale jednak byk. Jak na kogoś raczej średniego wzrostu (mierzy dokładnie 1,78 m), podejrzanie mocno lubi patrzeć z góry na przestępców, których przetrzymuje w swojej sali przesłuchań. Wygląda na starszego, aniżeli jest w rzeczywistości: na jego twarzy zaczynają już rysować się zmarszczki, a pod zmęczonymi, ciemnozielonymi oczyma, widać cienie od niewyspania. Nie jest kimś, kto przesadnie dba o swój wygląd, a jednak, przepisowy mundur aurora zawsze ma idealnie wyprasowany, kołnierzyk koszuli stoi sztywno, a buty – wydają się być świeżo pastowane. Wyważenie Aarona wynika z wtłoczonego przez lata służby aurorskiego rygoru, zaś wojskowa elegancja – z przekonania o potrzebie zachowywania wewnętrznej dyscypliny bez względu na okoliczności. Przynajmniej w godzinach pracy jest elegancki, bo po cywilnemu ubiera zwykle stare łachy robocze, w których jest mu najwygodniej. Widać po nim, że pracuje manualnie, ręce ma bowiem szorstkie, z widocznymi odciskami. Jego ruchy cechuje precyzja i pewność siebie. Na co dzień pachnie wodą po goleniu (od lat tą samą), roztaczając wokół siebie mdłą woń najtańszej kawy z ministerialnego automatu, zmieszaną z dymem papierosowym. Na prawej ręce ma dwa tatuaże, które zwykle chowa jednak pod zaklęciami maskującymi.

Aaron Andrew Moody
#1
16.12.2025, 23:03  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.02.2026, 00:22 przez Aaron Andrew Moody.)  
Ulica Śmiertelnego Nokturnu, Rejwach po zamknięciu, czyli popijawa starych druhów

– Posłuchaj, jaki miałem sen. – Aaron podniósł palec, jak gdyby doznał nagle jakiego objawienia. Z powodzeniem mógłby uchodzić za greckiego filozofa, gdy siedział tak wsparty o bar z fają w gębie, kielichem w jednej ręce, z drugą zaś rękę wzniesioną ku górze, niczym Archimedes, kiedy zakrzyknął na głos: heureka! Widać było po nim, że jest już nieco podpiwszy. Ale nawet to, że język czasem kołowaciał, a mowa nieco się plątała, nie przeszkadzało jemu i jego przyjacielowi Woody'emu w celebracji sobotniej nocy.

– Śniło mi się, żeśmy ukradli Macmillanom inkantację zaklęcia, za pomocą którego kontrolują pogodę w Londynie. No wiesz, tym jebanym urwipołciom z kowenu, tym... – Aaron zamachał ręką, jak gdyby sam siebie powstrzymywał przed wyklinaniem na stan kapłański, bo w gawędzie należało przecież prędko przejść do rzeczy, żeby słuchaczy nie zanudzić. – Tak to w tym moim śnie wzięliśmy i wykombinowaliśmy, że zaśnieżyliśmy wpierw całe miasto. Caluśki Londyn tonął w śniegu! Zima stulecia w samym środku lata, pisali w gazetach. Miasto sparaliżowane, ludzie w panice... – Przez chwilę opisywał, jak to przydomowe baseny bogatym czyściuchom pomroziło tak, że służba mogła im z nich kostki lodu do drinków łupać. – Ale to była tylko pierwsza faza naszego planu. Jakież było zdziwienie wszystkich – ciągnął, zaangażowany w swoją opowieść – gdy przeszliśmy do drugiej fazy, zmieniając pogodę tak, że spowodowaliśmy największe roztopy w dziejach Anglii. Nie dało się tego nawet porównać do powodzi z czterdziestego siódmego. Bo to była powódź, bracie, powódź biblijna, na miarę tej opisanej w sumeryjskim micie o potopie, najstarszym micie w dziejach człowieka! A my siedzieliśmy na dachu Rejwachu i patrzyliśmy, jak woda wymywa z ulic brudy. Jak wiry porywają społeczne męty, których samo istnienie przypomina żałobę pod paznokciami. Wszystkie te niechlujne sprawki spłynęły do ścieku dziejów, woda z roztopionego śniegu przyniosła bowiem naszemu miastu oczyszczenie. Bo jakby mnie kto pytał, to miasto potrzebuje się oczyścić. Wszyscy jesteśmy w dupie, Woody. A to miasto? To miasto potrzebuje jebanej lewatywy.

Tak to orzekł Aaron, a potem wziął potężny łyk piwska, po którym otarł dłonią usta.

– Zagraj no Summertime Blues Eddiego Cochrana, bo aż mi się zimno zrobiło na wspomnienie tej śnieżycy. – Moody machnął ręką na rezydującego w Rejwachu ducha lutnisty, który posłał mu mordercze spojrzenie, zanim przewrotnie zaintonował... Najdłuższą kolędę, jaką znał.


– You're too difficult.
– The situation is difficult, not me.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Aaron Andrew Moody (936), Woody Tarpaulin (948)




Wiadomości w tym wątku
[18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę - przez Aaron Andrew Moody - 16.12.2025, 23:03
RE: [18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę - przez Woody Tarpaulin - 03.01.2026, 16:26
RE: [18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę - przez Aaron Andrew Moody - 16.01.2026, 21:13
RE: [18.07.1971] O dwóch takich co ukradli pogodę - przez Woody Tarpaulin - 20.03.2026, 01:53

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa