17.12.2025, 00:19 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.12.2025, 00:31 przez Jonathan Selwyn.)
Jeżeli miałby być to sen, to tak, Jonathan zdecydowanie nie chciałby się z niego budzić, chociażby z szacunku do bytu, który stworzył tak doskonałe marzenie senne.
– Brighton jest przyjemnym miejscem na odpoczynek i cieszę się, że zakupiłem je dzięki twojej radzie, ale zamek jest zamkiem – powiedział, próbując nie fantazjować za bardzo o urządzaniu nie swojego zamku.
Ledwo powstrzymał dłonie, od dotknięcia tych dłoni, które właśnie go oplotły nie chcąc brudzić ich korzennym ciastem. Uśmiechnął się zawieszając na chwilę swoją pracę, aby nacieszyć się tym momentem. Teraz kiedy tak wiele wspólnie spędzonych chwil z Anthonym było okraszonych różnymi formami bliskości, Jonathan zrozumiał jak bardzo brakowało mu tego w ich interakacjach przez te wszystkie lata. Zupełnie jakby wcześniej oddawał się lekturze doskonałej, lecz źle przetłumaczonej powieści, której tłumacz skrócił sceny i bezczelnie uciął część opisów i dopiero teraz, odważył się sięgnąć po tę historię w lepszym, wierniejszym przekładzie, lub nawet oryginale. Anthony bywał u niego na śniadaniach również wcześniej, ale to teraz, gdy tym śniadaniom towarzyszyły pocałunki, przytulenie, czy po prostu świadomość ich miłości... Każda scena była jeszcze barwniejsza, niż wcześniej.
A ta konkretna scena została dodatkiwo jakże ubarwiona opisem pięknego snu.
– Pamietam te Yule – powiedział z uśmiechem. – Pamiętam, że chociaż nie pocałowałem cię w policzek, to wcześniej specjalnie nie negowałem żadnego z twoich pomysłów odnośnie domku z piernika, bo było mi głupio po tamtym dekorowaniu pieńka. – Uśmiech na jego twarzy zmienił się w nieco bardziej figlarny. – To brzmi jak piękny sen. Aż mi głupio, że i ty również śniłeś mi się dzisiaj leżąc na śniegu, ale... Hm... Nie wiem, czy będzie to tak piękne, co zaraz powiem, bo widzisz zaczęło się od tego, że szliśmy przez zaśnieżony las... – Jonathan spojrzał przez ramię na ukochanego i zaczął opowiadać mu ze szczegółami o śnie, który, chociaż też miał wiele wspólnego z ich związkiem, sytuacja którą przedstawiał znajdowała się po drugiej stronie punktu grzeczne, delikatne i romantyczne okazywanie miłości na skali miłosnych słów o ukochanej osobie. – W sumie fascynujące, że śnieg nie był zimny. – dodał, gdy skończył opisywać już wszystkie detale tego psotnego fragmentu snu i przeszedł już do jego mniej barwnego zakończenia. – Ale potem musieliśmy opuścić ten las i wyszliśmy na piękna zaśnieżoną polanę, na której stał jarmark. I dopiero wtedy zrobiło nas się zimno, ale na całe szczęście skądś pojawił się Yeti i wręczył nam po kulce śniegu, które w naszych rękach przemieniły się w kubki z gorącą czekoladą. I wtedy ten Yeti zaczął stepować. Po śniegu. Wyobrażasz sobie?
Najwyraźniej temat snów był dzisiaj dla Jonathana tak fascynujący, że nie porzucił go nawet, gdy wpatrywał się dumny w doskonale wypieczone już ciasteczka.
– W sumie dziwne, że to już mój drugi sen o śniegu i Yeti w październiku – rzucił, nakładając na talerz kilka ciasteczek dla Anthony’ego. – Myślisz, że to może sprawka tych nowych nasennych kadzidełek, które testujemy?
– Brighton jest przyjemnym miejscem na odpoczynek i cieszę się, że zakupiłem je dzięki twojej radzie, ale zamek jest zamkiem – powiedział, próbując nie fantazjować za bardzo o urządzaniu nie swojego zamku.
Ledwo powstrzymał dłonie, od dotknięcia tych dłoni, które właśnie go oplotły nie chcąc brudzić ich korzennym ciastem. Uśmiechnął się zawieszając na chwilę swoją pracę, aby nacieszyć się tym momentem. Teraz kiedy tak wiele wspólnie spędzonych chwil z Anthonym było okraszonych różnymi formami bliskości, Jonathan zrozumiał jak bardzo brakowało mu tego w ich interakacjach przez te wszystkie lata. Zupełnie jakby wcześniej oddawał się lekturze doskonałej, lecz źle przetłumaczonej powieści, której tłumacz skrócił sceny i bezczelnie uciął część opisów i dopiero teraz, odważył się sięgnąć po tę historię w lepszym, wierniejszym przekładzie, lub nawet oryginale. Anthony bywał u niego na śniadaniach również wcześniej, ale to teraz, gdy tym śniadaniom towarzyszyły pocałunki, przytulenie, czy po prostu świadomość ich miłości... Każda scena była jeszcze barwniejsza, niż wcześniej.
A ta konkretna scena została dodatkiwo jakże ubarwiona opisem pięknego snu.
– Pamietam te Yule – powiedział z uśmiechem. – Pamiętam, że chociaż nie pocałowałem cię w policzek, to wcześniej specjalnie nie negowałem żadnego z twoich pomysłów odnośnie domku z piernika, bo było mi głupio po tamtym dekorowaniu pieńka. – Uśmiech na jego twarzy zmienił się w nieco bardziej figlarny. – To brzmi jak piękny sen. Aż mi głupio, że i ty również śniłeś mi się dzisiaj leżąc na śniegu, ale... Hm... Nie wiem, czy będzie to tak piękne, co zaraz powiem, bo widzisz zaczęło się od tego, że szliśmy przez zaśnieżony las... – Jonathan spojrzał przez ramię na ukochanego i zaczął opowiadać mu ze szczegółami o śnie, który, chociaż też miał wiele wspólnego z ich związkiem, sytuacja którą przedstawiał znajdowała się po drugiej stronie punktu grzeczne, delikatne i romantyczne okazywanie miłości na skali miłosnych słów o ukochanej osobie. – W sumie fascynujące, że śnieg nie był zimny. – dodał, gdy skończył opisywać już wszystkie detale tego psotnego fragmentu snu i przeszedł już do jego mniej barwnego zakończenia. – Ale potem musieliśmy opuścić ten las i wyszliśmy na piękna zaśnieżoną polanę, na której stał jarmark. I dopiero wtedy zrobiło nas się zimno, ale na całe szczęście skądś pojawił się Yeti i wręczył nam po kulce śniegu, które w naszych rękach przemieniły się w kubki z gorącą czekoladą. I wtedy ten Yeti zaczął stepować. Po śniegu. Wyobrażasz sobie?
Najwyraźniej temat snów był dzisiaj dla Jonathana tak fascynujący, że nie porzucił go nawet, gdy wpatrywał się dumny w doskonale wypieczone już ciasteczka.
– W sumie dziwne, że to już mój drugi sen o śniegu i Yeti w październiku – rzucił, nakładając na talerz kilka ciasteczek dla Anthony’ego. – Myślisz, że to może sprawka tych nowych nasennych kadzidełek, które testujemy?