17.12.2025, 02:40 ✶
Nie wiedział czego się spodziewała, biorąc pod uwagę że starzy ludzie mieli właśnie to do siebie, że łykali leki jak cukierki. Niemniej jednak, wciąż uważał że ugotowanie tych jej eliksirów czy skręcenie maści, wcale nie było aż tak dużym wyzwaniem, bo czy przypadkiem kociołek nie był odpowiedzialny za większość roboty? Ona musiała tylko to czasem zamieszać, coś dorzucić, a potem popakować. Gdzie problem? Dosypywania substancji natomiast nie skomentował, bo nawet jeśli za mugolami nie przepadał, to brzmiało mu to odrobinę naciąganie; czy niemagiczni przypadkiem i tak używali ziół, które popularnie wrzucało się do kociołka? Idąc tym tokiem myślenia, to Hela nie powinna pić naparów z rumianku.
Starał się zachować neutralny wyraz twarzy, bo nie w smak było mu psucie świątecznej atmosfery czy szarpanie się na tematy, które podchodziły pod dyskusje ludzi w foliowych czapeczkach. Kiedy jednak wspomniała o domu pogrzebowym, na jego twarzy pojawiło się zwyczajne obrzydzenie.
- Nie masz co robić, tylko bawić się ze zmarłymi? - zapytał, jakby co najmniej sama miała ich przygotowywać do ostatniej podróży. Śmierć nie odstręczała Leviathana, ale jakieś rozpaczliwie próby zachowania w truchle człowieczeństwa już tak. Wraz z ostatnim oddechem, człowiek przestawał być człowiekiem. Kiedy przestawał oddychać czy chociażby się ruszać, był tylko padliną, którą należało jak najszybciej zagrzebać w ziemi. - Niezbyt ze mnie świątobliwy mężczyzna, ale jeśli chcesz...
A potem wywrócił na nią oczami. Dramatyzowała, jak zawsze z resztą, ale faktycznie był może odrobinkę rozdrażniony. Te święta spędzali w powiększonym składzie, z Astorią przy stole, która zasiadała grzecznie obok swojego narzeczonego, jego brata. Rowle od samego początku uważał to za niezwykle przewrotne i uderzające w jakieś drażniące tony, jakby całe to małżeństwo miało popsuć wszystko co łączyło do z Avery.
- Może mi spieszno do mojej brudnokrwistej kochanki? - zapytał, wpatrując się w jej oczy wręcz wyzywająco. - Dlaczego miałbym się ciebie wstydzić, Helloise? Nie mogę zwyczajnie chcieć spędzić nocy we własnym domu? We własnym łóżku? - może powinien pojawić się na progu Laurenta, sprawdzić czy ten był w New Forest. Wtedy przynajmniej połowa z jego insynuacji byłaby prawdziwa; nie brudnokrwista i nie kochanka, ale wciąż czego można by się chociaż odrobinę wstydzić.
- Nie gardzę tobą - mruknął, podnosząc się w ślad za nią. Jej decyzjami, w szczególności tymi, które doprowadziły ją do życia w kurzej chatce, już owszem. - Może być i piernik. Chyba nigdy nie jadłem piernika z jabłkami. - odkorkował jakąś butelkę i powąchał jej zawartość. Pachniała procentami, idealnie by nalać sobie nieco do szklanki. - Nie boję się. Martwi mnie tylko, że kogoś kiedyś otrujesz jakimś swoim eksperymentem - prychnął z pewnym rozbawieniem, może odrobinę siląc się na rozluźnienie atmosfery, ale wciąż nie mogąc w pełni wzbronić się od chociaż minimalnego przytyku. - Z czego ta polewa?
Starał się zachować neutralny wyraz twarzy, bo nie w smak było mu psucie świątecznej atmosfery czy szarpanie się na tematy, które podchodziły pod dyskusje ludzi w foliowych czapeczkach. Kiedy jednak wspomniała o domu pogrzebowym, na jego twarzy pojawiło się zwyczajne obrzydzenie.
- Nie masz co robić, tylko bawić się ze zmarłymi? - zapytał, jakby co najmniej sama miała ich przygotowywać do ostatniej podróży. Śmierć nie odstręczała Leviathana, ale jakieś rozpaczliwie próby zachowania w truchle człowieczeństwa już tak. Wraz z ostatnim oddechem, człowiek przestawał być człowiekiem. Kiedy przestawał oddychać czy chociażby się ruszać, był tylko padliną, którą należało jak najszybciej zagrzebać w ziemi. - Niezbyt ze mnie świątobliwy mężczyzna, ale jeśli chcesz...
A potem wywrócił na nią oczami. Dramatyzowała, jak zawsze z resztą, ale faktycznie był może odrobinkę rozdrażniony. Te święta spędzali w powiększonym składzie, z Astorią przy stole, która zasiadała grzecznie obok swojego narzeczonego, jego brata. Rowle od samego początku uważał to za niezwykle przewrotne i uderzające w jakieś drażniące tony, jakby całe to małżeństwo miało popsuć wszystko co łączyło do z Avery.
- Może mi spieszno do mojej brudnokrwistej kochanki? - zapytał, wpatrując się w jej oczy wręcz wyzywająco. - Dlaczego miałbym się ciebie wstydzić, Helloise? Nie mogę zwyczajnie chcieć spędzić nocy we własnym domu? We własnym łóżku? - może powinien pojawić się na progu Laurenta, sprawdzić czy ten był w New Forest. Wtedy przynajmniej połowa z jego insynuacji byłaby prawdziwa; nie brudnokrwista i nie kochanka, ale wciąż czego można by się chociaż odrobinę wstydzić.
- Nie gardzę tobą - mruknął, podnosząc się w ślad za nią. Jej decyzjami, w szczególności tymi, które doprowadziły ją do życia w kurzej chatce, już owszem. - Może być i piernik. Chyba nigdy nie jadłem piernika z jabłkami. - odkorkował jakąś butelkę i powąchał jej zawartość. Pachniała procentami, idealnie by nalać sobie nieco do szklanki. - Nie boję się. Martwi mnie tylko, że kogoś kiedyś otrujesz jakimś swoim eksperymentem - prychnął z pewnym rozbawieniem, może odrobinę siląc się na rozluźnienie atmosfery, ale wciąż nie mogąc w pełni wzbronić się od chociaż minimalnego przytyku. - Z czego ta polewa?
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast