17.12.2025, 03:18 ✶
Nie wątpiła, że Millie była najbardziej kwalifikowaną osobą, do wprawiania miotły w ruch za pomocą magii, ale kiedy tak wyglądała zza podłokietnika, na rozsiane po podłodze drobinki bombki, Dora nie mogła oprzeć się wrażeniu, że najlepiej sprawdziłaby się tutaj klasyczna zmiatka i łopatka. Do tego wprawione w ruch siłą rąk, a nie za pomocą różdżki. Nie zamierzała jednak nikogo pouczać na temat tego jak powinien sprzątać, bo kiedy komuś szło to kiepsko, to nie widziała problemu żeby po nim poprawić. Oczywiście w momencie, kiedy ten ktoś był odwrócony plecami i tego nie widział.
- Jedzenia nigdy za wiele - odpowiedziała Brennie. Przecież jeśli nie zjedzą tego podczas uroczystej kolacji, to będzie na potem, więc żadna strata. Yule natomiast miało to do siebie, że było niemal tym samym co mugolskie święta, a więc jedną z tradycji było rozdawnictwo. Po kolacji należało zapakować jedzenie w słoiczki, buteleczki i inne opakowania, a następnie rozdać je gościom, który rozchodzili się do domów lub na dalsze świętowanie. Wszystko było magicznym kręgiem i nie należało go przerywać.
Crawleyówna wstała ze swojego fotela i zbliżyła się do prezentów, dopinając odpowiednie karteczki do pakunków przy których ich brakowało, a które zostały jej wskazane do uzupełnienia. Nie zajęło jej to długo, więc w końcu ruszyła w ślad za resztą ekipy do kuchni, oczywiście z zamiarem dorobienia jedzenia. Podobnie jak Moody, wzięła się za ciasteczka, ale ona miała zamiar powycinać śnieżynki i pokryć je potem lukrem, dlatego w pierwszej kolejności zabrała się za zbieranie składników.
- Jedzenia nigdy za wiele - odpowiedziała Brennie. Przecież jeśli nie zjedzą tego podczas uroczystej kolacji, to będzie na potem, więc żadna strata. Yule natomiast miało to do siebie, że było niemal tym samym co mugolskie święta, a więc jedną z tradycji było rozdawnictwo. Po kolacji należało zapakować jedzenie w słoiczki, buteleczki i inne opakowania, a następnie rozdać je gościom, który rozchodzili się do domów lub na dalsze świętowanie. Wszystko było magicznym kręgiem i nie należało go przerywać.
Crawleyówna wstała ze swojego fotela i zbliżyła się do prezentów, dopinając odpowiednie karteczki do pakunków przy których ich brakowało, a które zostały jej wskazane do uzupełnienia. Nie zajęło jej to długo, więc w końcu ruszyła w ślad za resztą ekipy do kuchni, oczywiście z zamiarem dorobienia jedzenia. Podobnie jak Moody, wzięła się za ciasteczka, ale ona miała zamiar powycinać śnieżynki i pokryć je potem lukrem, dlatego w pierwszej kolejności zabrała się za zbieranie składników.
The woods are lovely, dark and deep,
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.
But I have promises to keep,
And miles to go before I sleep.