17.12.2025, 03:31 ✶
z Helloise
Jarmarczny tłum nigdy do końca do niego nie przemawiał. Ludzie tłoczyli się, przepychali, ocierali o siebie i każdy jeden był oburzony, że w ogóle miał dookoła siebie innych uczestników całej zabawy. Rowle, oczywiście, też wyglądał jakby krążenie wśród przekupek było ostatnią rzeczą, jaką tego dnia chciał doświadczyć, ale nie można było zaprzeczyć że na wystawionych na placu kiermaszach, można było momentami podchwycić całkiem ciekawe fanty.
Niezbyt ciekawiły go ubrania, świeczki, magiczne składniki, czy tak zwane durnostojki - wszystko to było tylko niepotrzebnym bałaganem, chociaż ten status otrzymywało chyba tylko dlatego, że musiał to sobie kupić sam i nie wiązało się z żadną ciekawą historią. Co innego pamiątki, które miał poustawiane w domu, a które ktoś swobodnie mógłby pewnie postawić na równi z tym, co wypełniało właśnie stragany.
Co jednak mógłby kupić, to jedzenie. Słyszał, że tego roku sadownicy postanowili zaprzeć się i wykorzystać pożary, które pustoszyły jeszcze nie tak dawno Anglię. Zarzekano się, że zrodzone z przeklętego popiołu owoce, były czymś niewymownie dobrym i nie niosącego ze sobą negatywnych efektów. Trzeba to było więc sprawdzić.
- Masz coś na oku? - zapytał Helloise, pochylając się nad nią na moment, kiedy idąc za nią jednocześnie uchwycił ją za łokieć, chcąc przekierować tak by nie musieć przepychać się z jakąś strasznie szeroko idącą grupką. Trochę miał ochotę wpaść w ich prowodyra z bara, ale potrzeba nierobienia wokół siebie zamieszania chyba przeważała.
We said we're going to conquer new frontiers
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast