09.03.2023, 04:12 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 05.07.2023, 04:36 przez Chester Rookwood.)
22.11.1970
Posiadłość Rookwoodów, Little Hangleton
Vespera Rookwood & Ulysses Rookwood & Augustus Rookwood & Chester Rookwood
Sam złożył Czarnemu Panu przysięgę wierności, jako jeden z pierwszych jego popleczników. Służył mu na długo przed ogłoszeniem przez niego manifestu w tym dniu. Większość członków jego rodu z własnej woli stanęła przy boku Lorda Voldemorta i przysięgła mu wierność. Chester tego samego oczekiwał od swoich dzieci, Vespery i Ulyssesa. Tym bardziej, że służbę Czarnemu Panu postrzegał jako prawdziwy zaszczyt. Oddając temu czarnoksiężnikowi na służbę swoją córkę i swojego syna, wprowadzał ich na tę niebezpieczną ścieżkę. Tę samą, którą sam kroczył zgodnie z wolą ich Pana. To dla nich, swoich potomków, chciał pomóc Lordowi Voldemortowi stworzyć nowy, lepszy... czysty świat. Jednym z jego dążeń było pozostawienie swoim potomkom świata wolnego od wszelkiego niemagicznego plugastwa, jakie teraz w nim się roiło.
Jako wierny sługa Czarnego Pana i jego prawica kroczył niebezpieczną ścieżką, którą podążanie mogło na pewnym etapie kosztować go wolność albo nawet życie. Jako rodzic nie powinien ciągnąć za sobą córki i syna, jednak oczekiwał tego od nich. Stanowiło to prawdziwy zaszczyt dla niego jako ojca, wiernego sługi Czarnego Pana. Wiedział, że ta dwójka była oddana wyłącznie jemu, swojemu ojcu zgodnie z ich wychowaniem. Zostali wychowaniu w szacunku i absolutnym posłuszeństwie względem swoich rodziców. Podobnie jak on został wychowany. Zrobią wszystko, co im rozkaże. Jako pośrednik między Czarnym Panem a jego poplecznikowi miał kontrolę nad sytuacją.
Oddał ich na służbę Lordowi Voldemortowi z chwilą rozpoczęcia swojej własnej posługi. W ten sposób uprzedził ten i tak nieuchronny moment w ich życiu, ale znając mocne i słabe strony swoich dzieci będzie w stanie w dalszym ciągu oddelegowywać tę dwójkę do zadań zgodnie z ich predyspozycjami i ograniczeniem czyhającego na nich ryzyka. Nie były to zwykłe pionki, które zamierzał przesuwać po szachownicy zgodnie z ich przeznaczeniem, wpisując w swoje działania ryzyko zbicia ich przez przeciwnika po pierwszym ruchu. Nie byli mięsem armatnim, które poświęci bez mrugnięcia okiem. Jedno z nich w przyszłości, jeśli go zabraknie, być może dokona tego, czego nie udałoby mu się osiągnąć za życia.
Z racji, że służył Czarnemu Panu na długo przed ogłoszeniem przez manifestu w dniu 18 listopada 1970 roku i do tego tego wykonał wiele zadań dla niego, nieraz angażując w to swoje dzieci. Dla tego czarnoksiężnika gromadził przydatne informacje czy zabijając na jego rozkaz. Za swoje oddanie został naznaczony Mrocznym Znakiem i mianowany Prawą Rękę tego czarodzieja.
Prawie cztery dni temu Lord Voldemort ogłosił światu czarodziejów swój manifest, o którym wiedział niejako wcześniej. Spodziewał się tego, co miało nadejść i jego dzieci również powinni. Powinien pomówić z nimi wcześniej, najlepiej w dniu ogłoszenia tego manifestu. Był jednak zajęty obowiązkami zawodowymi i obowiązkami Prawej Ręki ich Pana, bowiem musiał omówić wiele spraw z Robertem, swoim wspólnikiem i nadzorował pierwsze oficjalne ataki. Dlatego zamierzał zrobić to teraz. Czekał na ich przybycie do utrzymanego w ciemnych barwach gabinetu, którego centrum stanowiło hebanowe biurko i wygodne krzesło. Przy nim zawsze sporządzał niektóre raporty i pisał większość listów. Oczekując na przybycie córki i syna, stał oparty o front tego mebla i palił papierosa.
— Wejdźcie — Wychrypiał tuż po usłyszeniu pukania do drzwi prowadzących do tego pomieszczenia. Założył, że przyszli razem jak to często mieli w zwyczaju. Nauczeni byli również, że tutaj nie mogli wchodzić bez pukania i pozwolenia. Bo tutaj pracował albo prowadził niektóre ważne i poufne rozmowy. Nie był typem człowieka, lubiącego jak mu się przeszkadza bez wyraźnego powodu.