Wychodzenie do ludzi, łatwe nie było. Za każdym razem musisz się oglądać, czy nikt Cię nie śledzi. Czy nie nastąpi niespodziewany atak. Nie mogli jednak siedzieć ciągle w zamknięciu. Jeżeli nie razem, Tristan mając w sobie więcej odwagi i zwalczywszy w sobie traumę ognia, czując się fizycznie znacznie lepiej, opuścił raz czy dwa mieszkanie w celu zrobienia zakupów żywnościowych i przede wszystkim, zdobycia mugolskiej prasy. Mieli z Olivią rozejrzeć się za nowym lokum dla siebie. Takim, własnym. Jak wymarzony dom na obrzeżach miasta. Gdzie mogliby żyć w spokoju i jednocześnie pracować. Starał się nie znikać na długo. Nie chcąc, aby Olivia się martwiła, wychodził gdy spała lub jej nie było. Teleportacja była zbawieniem. Dzięki temu szybko udawało mu się załatwić to co potrzebował.
Słysząc propozycję o wspólnym wyjściu, spojrzał na nią zaskoczony, ale też rozumiał powód takiej decyzji. Skinął głową w zgodzie. Nie bywał na Pokątnej od ataków. Ubrawszy się do wyjścia, w kurtkę, szalik i czapkę, zabrawszy ze sobą różdżkę, dokumenty i pieniądze, opuścił z Olivią mieszkanie i razem udali do Dziurawego Kotła.
Na miejscu, Ward rozejrzał się czujnie, instynktownie niczym auror. Jakby oceniał otoczenie, czy faktycznie są bezpieczni. Czy przebywający tutaj mieszkańcy, nie są za bardzo podejrzani. To mógł być przecież każdy. Ryzykował pojawianiem się w dzielnicach magicznych. Lecz Dziurawy Kocioł, był na tyłach łącznikiem świata dwóch społeczności.
Zamówienie grzańca pozostawił Olivii. Towarzysząc jej przy ladzie barowej. Przy okazji, znalazł wolny stolik pod ścianą. Gdy ukochana dokonała zamówienia, pokazał jej upatrzony kącik, czy chciałaby tutaj usiąść wypić, czy wolałaby pozostać przy barze?