17.12.2025, 17:23 ✶
Ten złośliwy uśmiech nie zniknął z jego ust. Nadal tam pozostawał, wargi wygięte w lekką podkowę, oczy rozbawione, acz nader zimne w swoim spojrzeniu. Bo przecie z oboje uwielbiali grać. Nie tylko w tę grę, w którą grali aktualnie, ale oboje lubili obstawiać. Oboje kochali ryzyko, kochali to przyśpieszone bicie serca, a im wyższa stawka tym większa przyjemność? A co było większe niż postawienie własnego serca, własnego życia? Oh, było coś takiego, ale mało kto obstawiał tę jedną drobną rzecz. Mało kto obstawiał własną śmierć.
ym jednak razem oboje wyrzucili swoje kości, postawili losy i czekali. Czekali na to kto pierwszy przegra. Kto się podda. I ten mały zakład był podszyty tym, że żadne z nich nienawidziło przegrywać, że oboje byli popierdoleni i nie potrafili odpuścić. Byli jak ogień i woda. Wybuchowa Lena, gorąca, emocjonalna, i spokojny Alexander, kalkulujący spokojnie, czasem dający się ponieść emocjom. Więc może nie do końca ogień i woda, ale bardziej ogień i ogień. Jak pożar lasu, który trawi wszystko na swojej drodze. Ciekawe czy strawi również ich dusze?
Więc? Które z nich podda się temu uczuciu pierwsze? Kto pierwszy ulegnie? Która krew zwycięży? Bo w końcu oboje zdawali sobie sprawę z tego co czuje teraz druga strona. Pożądanie. Te pierwotne instynkty, aby posiąść. Aby mieć. Aby wziąć. I brać do upadłego. Aby już nigdy nie wypuszczać z objęć. Aby dać cząstkę siebie. Więc napięcie tylko rosło. I rosło bardzo szybko. Te drobne gesty ze strony Leny, oblizywanie war, przygryzanie ich. Nawet sam jej oddech, to jak leżała pod nim, przyciśnięta do łóżka, jakby to było jej miejsce. Miejsce w którym powinna teraz być. Jakby pościel otulała ją tak naturalnie, jak Lena przyjmowała owacje na scenie.
I tak samo naturalnie czuł się Aexander. W tym jak ją trzymał, jak ją przyciskał. Jak pochylał się na nią, z tym swoim szelmowskim uśmiechem, jakby to on kontrolował całą sytuację, mimo że miał świadomość, że sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli kogokolwiek.
-Aż tak nisko cenisz mój czas, że uważasz, że zainteresowałbym się kolią babci? Mogłaby być wysadzana rubinami, a i tak bym jej nie chciał. Lepiej z pewnością, wyglądałaby na Tobie. O tu... - uwolnił jedną z jej rąk, aby swoją przesunąć po jej szyi, dekolcie. Jednak szybko zatrzymał dłoń, czując pod puszkami palców jej szalejące serce. Tak samo szybki puls jak jego.
-Jednak posiadanie Ciebie... Byłoby interesujące. Kobiety której nie da się posiąść. Wspaniałej Yeleny... - wymruczał po chwili zachrypniętym głosem, przesuwając twarz w jej stronę. Sprawnie jednak ominął jej usta, zahaczając swoimi wargami o jej szyję. Wysunął delikatnie język, dotykając jej skóry, powodując u niej gęsią skórkę. A potem...
A potem już stał nad nią z tą miną bez żadnego wyrazu. Jedyne co go zdradzało do tętnica na szyi, pulsująca mocnymi uderzeniami. Tak grali w tę grę. Grę, którą aktualnie oboje przegrywali. Yelena, bo zostało jej odmówione to czego chciała, a przecież oboje wiemy, że nienawidziła, gdy ktoś jej czegoś odmawiał. Zwłaszcza on. A Alexander, bo odmawiał sobie sam tego samego. I mimo, że nienawidził siebie za to, że chciał tego tak samo jak ona... To pragnął. Tylko bogowie wiedzą jak bardzo. Ta pustka, ta nagłą zmiana, aż zdawała się sprawiać mu ból.
-Dobrze wiemy, że ta udręka nie zniknie. Nie może zniknąć. - i mówiąc to zrobił krok w tył. Nadal czuł jej oddech na swojej skórze, jej ciepło na swoim cieple. W nozdrzach nadal czuł jej zapach, tak intensywny, tak zdradziecki. I niejako ta sytuacja była sycąca. Czuł jaką władzę nad nią ma. Jaką ma nad sobą. Mimo bólu, był zadowolony, że potrafił sobie tego odmówić. Że nadal miał nad sobą taką kontrolę, tyle siły, aby po prostu wstać.
-A ty już na zawsze pozostaniesz moją... Udręką.
ym jednak razem oboje wyrzucili swoje kości, postawili losy i czekali. Czekali na to kto pierwszy przegra. Kto się podda. I ten mały zakład był podszyty tym, że żadne z nich nienawidziło przegrywać, że oboje byli popierdoleni i nie potrafili odpuścić. Byli jak ogień i woda. Wybuchowa Lena, gorąca, emocjonalna, i spokojny Alexander, kalkulujący spokojnie, czasem dający się ponieść emocjom. Więc może nie do końca ogień i woda, ale bardziej ogień i ogień. Jak pożar lasu, który trawi wszystko na swojej drodze. Ciekawe czy strawi również ich dusze?
Więc? Które z nich podda się temu uczuciu pierwsze? Kto pierwszy ulegnie? Która krew zwycięży? Bo w końcu oboje zdawali sobie sprawę z tego co czuje teraz druga strona. Pożądanie. Te pierwotne instynkty, aby posiąść. Aby mieć. Aby wziąć. I brać do upadłego. Aby już nigdy nie wypuszczać z objęć. Aby dać cząstkę siebie. Więc napięcie tylko rosło. I rosło bardzo szybko. Te drobne gesty ze strony Leny, oblizywanie war, przygryzanie ich. Nawet sam jej oddech, to jak leżała pod nim, przyciśnięta do łóżka, jakby to było jej miejsce. Miejsce w którym powinna teraz być. Jakby pościel otulała ją tak naturalnie, jak Lena przyjmowała owacje na scenie.
I tak samo naturalnie czuł się Aexander. W tym jak ją trzymał, jak ją przyciskał. Jak pochylał się na nią, z tym swoim szelmowskim uśmiechem, jakby to on kontrolował całą sytuację, mimo że miał świadomość, że sytuacja już dawno wymknęła się spod kontroli kogokolwiek.
-Aż tak nisko cenisz mój czas, że uważasz, że zainteresowałbym się kolią babci? Mogłaby być wysadzana rubinami, a i tak bym jej nie chciał. Lepiej z pewnością, wyglądałaby na Tobie. O tu... - uwolnił jedną z jej rąk, aby swoją przesunąć po jej szyi, dekolcie. Jednak szybko zatrzymał dłoń, czując pod puszkami palców jej szalejące serce. Tak samo szybki puls jak jego.
-Jednak posiadanie Ciebie... Byłoby interesujące. Kobiety której nie da się posiąść. Wspaniałej Yeleny... - wymruczał po chwili zachrypniętym głosem, przesuwając twarz w jej stronę. Sprawnie jednak ominął jej usta, zahaczając swoimi wargami o jej szyję. Wysunął delikatnie język, dotykając jej skóry, powodując u niej gęsią skórkę. A potem...
A potem już stał nad nią z tą miną bez żadnego wyrazu. Jedyne co go zdradzało do tętnica na szyi, pulsująca mocnymi uderzeniami. Tak grali w tę grę. Grę, którą aktualnie oboje przegrywali. Yelena, bo zostało jej odmówione to czego chciała, a przecież oboje wiemy, że nienawidziła, gdy ktoś jej czegoś odmawiał. Zwłaszcza on. A Alexander, bo odmawiał sobie sam tego samego. I mimo, że nienawidził siebie za to, że chciał tego tak samo jak ona... To pragnął. Tylko bogowie wiedzą jak bardzo. Ta pustka, ta nagłą zmiana, aż zdawała się sprawiać mu ból.
-Dobrze wiemy, że ta udręka nie zniknie. Nie może zniknąć. - i mówiąc to zrobił krok w tył. Nadal czuł jej oddech na swojej skórze, jej ciepło na swoim cieple. W nozdrzach nadal czuł jej zapach, tak intensywny, tak zdradziecki. I niejako ta sytuacja była sycąca. Czuł jaką władzę nad nią ma. Jaką ma nad sobą. Mimo bólu, był zadowolony, że potrafił sobie tego odmówić. Że nadal miał nad sobą taką kontrolę, tyle siły, aby po prostu wstać.
-A ty już na zawsze pozostaniesz moją... Udręką.