18.12.2025, 13:28 ✶
Kiwnęła tylko głową, machinalnie. Wyjątkowo darowała sobie teksty w rodzaju „jeśli to na pewno nie kłopot”, „jak mogę się odwdzięczyć” i tym podobne, może dlatego, że włamanie ją martwiło – w tym budynku bywali bliscy jej ludzie, i chciała go niektórym udostępnić… - a może, bo uznała, że to nie ma sensu i tylko by go zirytowało. Skoro zaoferował pomoc, to zaoferował, kropka.
– Byłoby wygodniej, ale tacy z pokrzywionymi umysłami mają jednak konkretny tryb działania – skwitowała krótko, omal znowu nie wsuwając dłoni do kieszeni, ku tej kopercie. Ciemności, śpiąca ofiara, i w dodatku fakt, że nie zaatakował od razu, a raczej posłał wiadomość: wzbudzającą niepokój. Pokazującą, że hej, byłem tutaj. O nie, tacy ludzie nie atakowali w świetle, twarzą w twarz, a przynajmniej nie wpisywało się to w zwykły schemat. – Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy wszystkie anonimy są od Stanleya. Te z moimi zdjęciami z biura i każące zostawić Atreusa na pewno, ale pozostałe?
Może ktoś wpadł na ten sam pomysł, co Borgin. Bo jednak nie on zakradł się do mieszkania, przecież by się jej wtedy pozbył albo przynajmniej zniszczył wnętrza czy coś ukradł. Sztućce na przykład.
Tak, miała o nim dziwną opinię.
Upiła jeszcze łyk grzańca, a jakiś czas później opuścili pub, kierując się ku przejściu do magicznego Londynu, zostawiając za sobą wnętrze wypełnione zapachem wina, imbiru, cynamonu i papierosów.
– Byłoby wygodniej, ale tacy z pokrzywionymi umysłami mają jednak konkretny tryb działania – skwitowała krótko, omal znowu nie wsuwając dłoni do kieszeni, ku tej kopercie. Ciemności, śpiąca ofiara, i w dodatku fakt, że nie zaatakował od razu, a raczej posłał wiadomość: wzbudzającą niepokój. Pokazującą, że hej, byłem tutaj. O nie, tacy ludzie nie atakowali w świetle, twarzą w twarz, a przynajmniej nie wpisywało się to w zwykły schemat. – Zaczęłam się nawet zastanawiać, czy wszystkie anonimy są od Stanleya. Te z moimi zdjęciami z biura i każące zostawić Atreusa na pewno, ale pozostałe?
Może ktoś wpadł na ten sam pomysł, co Borgin. Bo jednak nie on zakradł się do mieszkania, przecież by się jej wtedy pozbył albo przynajmniej zniszczył wnętrza czy coś ukradł. Sztućce na przykład.
Tak, miała o nim dziwną opinię.
Upiła jeszcze łyk grzańca, a jakiś czas później opuścili pub, kierując się ku przejściu do magicznego Londynu, zostawiając za sobą wnętrze wypełnione zapachem wina, imbiru, cynamonu i papierosów.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.