18.12.2025, 13:32 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.12.2025, 13:32 przez Alexander Aristov.)
A jak wyglądało życie po tej stronie barykady? Po stronie tej całej nautralności wojennej? Ich dom był jak Szwajcaria, ostatni bastion neutralności, a mimo to nękany własnymi problemami. Własnymi dramatami. Bo oto nadchodziła wizyta sąsiadów, takich których Alexander jeszcze nie miał okazji poznać, a on oczywiście że zapomniał o tym zupełnie. Oczywiście poinformował o tym również Yelenę, ale ona wszakże była zbyt "zajęta", aby się takimi sprawami przejmować. Przynajmniej tak to Alexander widział.
Do obu Panów przed domem mogły dojść krzyki po rosyjsku. Jakieś urywki zdań, niski męski głos, i ten drugi wyraźnie kobiecy.
-сука! Ty jesteś nienormalna! - wykrzyknął Alexander, po tych słowach natychmiast rozszedł się dźwięk tłuczonego szkła, kolejne zdanie po rosyjsku, wypowiedziane donośnym tonem, na szczęście już nie krzykiem.
-Я ничего не делал! - dodał jeszcze mężczyzna jakby w swojej obronie. Potem słychać było już tylko głuche uderzenie, jakby ktoś kogoś przycisnął do ściany i ciszę. Zupełnie jakby martwe oczekiwanie.
Prawda była natomiast taka, że Alexander przycisnął Yelenę do ściany, nie dając jej możliwoście ruchu i wpił się mocno w jej wargi, jakby chciał w ten sposób rozładować całe to napięcie między nimi, które zbudowało się w przecięgu kilku poprzednich dni. I w zasadzie... To udało mu się. Nawet aż za dobrze. Za chwilę jednak jego działania zostały przerwane przez pukanie do drzwi, więc Alexander oderwał się od Leny i odchrząkną znacząco. Spojrzał na nią, zaciskając wargi, niezadowolony, że przerwano mu w takim momencie.
-сука - powtórzył, jakby to było jakieś uniwersalne zaklęcie i przesunął dłonią po swojej twarzy, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o tej wiadomości, którą otrzymali kilka dni wcześniej. -Kompletnie zapomniałem. - machnął tylko różdżką, szybko sprawnie, naprawiając wazon, który leżał teraz w kawałkach na podłodze, po czym spokojnym krokiem podszedł do drzwi, otwierając je powoli.
To co ukazało się obu Panom to raczej nie strój wyjściowy Alexandra. Miał na sobie koszulę, białą, ze śladami czerwonej szminki na kołnierzu, rozpiętą na trzy guziki od góry. Włosy kompletnie w nieładzie, zupełnie jakby ktoś przed chwilą wplątał w nie swoje palce i poczochrał je ciągnąc za nie. Alexander uśmiechnął się ciepło, do obu panów, ten sztuczny, ćwiczony od lat gest, który miał przełamać pierwsze lody. Szkoda tego pierwszego wrażenia, więc może chociaż drugie będzie lepsze. Bo jak to się mówi tutaj w Anglii złe pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Czy jakoś tak. Nie był jeszcze zbyt dobry w powiedzonkach.
-Witam, Drogich Panów w moich skromnych progach. Alexander Aristov. Zapraszam, zapraszam. - powiedział spokojnie z tym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Otworzył drzwi szerzej, wpuszczając ich obu do środka.
Do obu Panów przed domem mogły dojść krzyki po rosyjsku. Jakieś urywki zdań, niski męski głos, i ten drugi wyraźnie kobiecy.
-сука! Ty jesteś nienormalna! - wykrzyknął Alexander, po tych słowach natychmiast rozszedł się dźwięk tłuczonego szkła, kolejne zdanie po rosyjsku, wypowiedziane donośnym tonem, na szczęście już nie krzykiem.
-Я ничего не делал! - dodał jeszcze mężczyzna jakby w swojej obronie. Potem słychać było już tylko głuche uderzenie, jakby ktoś kogoś przycisnął do ściany i ciszę. Zupełnie jakby martwe oczekiwanie.
Prawda była natomiast taka, że Alexander przycisnął Yelenę do ściany, nie dając jej możliwoście ruchu i wpił się mocno w jej wargi, jakby chciał w ten sposób rozładować całe to napięcie między nimi, które zbudowało się w przecięgu kilku poprzednich dni. I w zasadzie... To udało mu się. Nawet aż za dobrze. Za chwilę jednak jego działania zostały przerwane przez pukanie do drzwi, więc Alexander oderwał się od Leny i odchrząkną znacząco. Spojrzał na nią, zaciskając wargi, niezadowolony, że przerwano mu w takim momencie.
-сука - powtórzył, jakby to było jakieś uniwersalne zaklęcie i przesunął dłonią po swojej twarzy, jakby dopiero teraz przypomniał sobie o tej wiadomości, którą otrzymali kilka dni wcześniej. -Kompletnie zapomniałem. - machnął tylko różdżką, szybko sprawnie, naprawiając wazon, który leżał teraz w kawałkach na podłodze, po czym spokojnym krokiem podszedł do drzwi, otwierając je powoli.
To co ukazało się obu Panom to raczej nie strój wyjściowy Alexandra. Miał na sobie koszulę, białą, ze śladami czerwonej szminki na kołnierzu, rozpiętą na trzy guziki od góry. Włosy kompletnie w nieładzie, zupełnie jakby ktoś przed chwilą wplątał w nie swoje palce i poczochrał je ciągnąc za nie. Alexander uśmiechnął się ciepło, do obu panów, ten sztuczny, ćwiczony od lat gest, który miał przełamać pierwsze lody. Szkoda tego pierwszego wrażenia, więc może chociaż drugie będzie lepsze. Bo jak to się mówi tutaj w Anglii złe pierwsze wrażenie można zrobić tylko raz. Czy jakoś tak. Nie był jeszcze zbyt dobry w powiedzonkach.
-Witam, Drogich Panów w moich skromnych progach. Alexander Aristov. Zapraszam, zapraszam. - powiedział spokojnie z tym uśmiechem przyklejonym do twarzy. Otworzył drzwi szerzej, wpuszczając ich obu do środka.