Za późno, zaprosili mnie na imprezę, odezwę się po. - Rzuciła jeszcze w myślach do Brenny, by móc dołączyć do stołu, jedynego, który jeszcze stał, przy którym znajdowały się duchy. Zresztą głos Longbottom wydawał się dochodzić z bardzo daleka, zupełnie go ignorowała, jakby na linii pojawiły się jakieś zakłócenia, czy coś.
Nie zastanawiała się nad tym jakoś szczególnie, nie było to też nic nowego, skoro już się tutaj znalazła, duchy chciały z nią gadać, to postanowiła podejść - prosta sprawa, czyż nie? Co złego mogło się wydarzyć... no nic, oczywiście, że nic, a przynajmniej nastawiała się pozytywnie, jeśli byłoby inaczej to wymyśli, jak się z tego wykaraskać, nie takie rzeczy już robiła w swoim krótkim, aczkolwiek bardzo intensywnym życiu.
Zbliżyła się do martwych, przeszedł ją niezbyt przyjemny chłód, aż się wzdrygnęła, nie miała pojęcia, czemu tak na nią oddziaływali, cóż, pewnie mieli w sobie nagromadzone sporo energii.
W zamku było nieprzyjemnie, ale teraz miała wrażenie, że ten chłód wkradał się głębiej, pod ubranie, że przemykał niemalże do jej kości, dziwna sprawa, bardzo dziwna, próbowała go ignorować, ale się nie dało, nie była w stanie.
- Uroczystości pogrzebowe, czyli stypa? - Zadała to pytanie w głos, chociaż pewnie nie powinna.
- To trochę słaba okazja, ale grunt, że się jakaś znalazła. - Próbowała podchodzić do tej całej sytuacji z humorem, bo jak inaczej miała reagować? Nie czuła strachu, Ruda nigdy go nie czuła, przez co nie miała w sobie też ani odrobiny instynktu samozachowawczego, była jedną z tych osób, które wsadzały palec w płomień, żeby sprawdzić, czy naprawdę jest w stanie ją poparzyć.
- Kto umarł? Ktoś z Was? - Usiadła na miejscu wskazanym przez ducha bez zastanowienia, rozglądała się wokół, przesuwała wzrok po kolei z jednego, na kolejnego ducha, jakby to miało coś zmienić.