19.12.2025, 16:24 ✶
Dægberht wyglądał na kogoś absolutnie niezainteresowanego otoczeniem.
Ci, co go prawdziwie nie znali, śmiało mogli wziąć go za buca, za te wszystkie odburknięcia, unikanie tematów i znikanie ludziom z oczu zanim wpadli na jakąś ripostę i mogli poczęstować go równie niewybrednym tekstem. Jak się jednak zanurzyło w historii człowieka o tak staroświeckim imieniu i wyjątkowo rozbieganej duszy, to się dało zorientować, że nigdy nie robił nikomu przykrości celowo. Po prostu, o ile to mogło być proste, ciężko mu było czasami uciec z pułapki jaką była jego własna głowa. Coś z nim było nie tak - może go za młodu porwały wróżki? Rodzice musieli przechodzić z nim w domu wiele złego, bo ujarzmić kogoś o takim charakterze nie było łatwo.
Nie znaczyło to jednak wcale, że Dægberhta powinno się bać. Oh nie! Jakże łagodny i delikatny to był człowiek, tego domyślić się mógł nie tylko ten, który się z nim odważył zawrzeć głębszą znajomość. Serce miał na dłoni, głos jak słowik. Pisał wiersze, od których czuć było wiosnę. Szanował innych. Nie był kimś złym. Był po prostu... dziwny. Swoją egzystencją zaprzeczał tak wielu rzeczom, że aż ciężko było to dziwactwo podsumować.
Siedział na podłodze biblioteki, wsparty plecami o regał. Długie nogi wyłożył tak, że łatwo można było się o nie potknąć, ale on zaczytany w jakimś starym tomisku zdawał się o tym zapomnieć. Gruba, cuchnąca starością książka, jaką miał wyłożoną na kolanach, była pełna ilustracji przedstawiających Kair, wraz z odręcznym tekstem opisującym wszystko.
Słysząc bu nawet nie drgnął.
Zamiast tego cofnął się do poprzedniej strony i zmarszczył brwi, uważnie coś analizując. Dopiero po kilku długich sekundach podniósł spojrzenie na Vienne i uśmiechnął się widząc jej błyszczące oczy.
- Wybacz, wziąłem cię za ducha - powiedział, zniżając swój głos do szeptu dopuszczalnego w bibliotece. - Cześć Vienne. Zatorowałem ci przejście? - To powiedziawszy próbował się jakoś przesunąć, ale alejki były tak wąskie, że ciężko było ułożyć się inaczej.
Ci, co go prawdziwie nie znali, śmiało mogli wziąć go za buca, za te wszystkie odburknięcia, unikanie tematów i znikanie ludziom z oczu zanim wpadli na jakąś ripostę i mogli poczęstować go równie niewybrednym tekstem. Jak się jednak zanurzyło w historii człowieka o tak staroświeckim imieniu i wyjątkowo rozbieganej duszy, to się dało zorientować, że nigdy nie robił nikomu przykrości celowo. Po prostu, o ile to mogło być proste, ciężko mu było czasami uciec z pułapki jaką była jego własna głowa. Coś z nim było nie tak - może go za młodu porwały wróżki? Rodzice musieli przechodzić z nim w domu wiele złego, bo ujarzmić kogoś o takim charakterze nie było łatwo.
Nie znaczyło to jednak wcale, że Dægberhta powinno się bać. Oh nie! Jakże łagodny i delikatny to był człowiek, tego domyślić się mógł nie tylko ten, który się z nim odważył zawrzeć głębszą znajomość. Serce miał na dłoni, głos jak słowik. Pisał wiersze, od których czuć było wiosnę. Szanował innych. Nie był kimś złym. Był po prostu... dziwny. Swoją egzystencją zaprzeczał tak wielu rzeczom, że aż ciężko było to dziwactwo podsumować.
Siedział na podłodze biblioteki, wsparty plecami o regał. Długie nogi wyłożył tak, że łatwo można było się o nie potknąć, ale on zaczytany w jakimś starym tomisku zdawał się o tym zapomnieć. Gruba, cuchnąca starością książka, jaką miał wyłożoną na kolanach, była pełna ilustracji przedstawiających Kair, wraz z odręcznym tekstem opisującym wszystko.
Słysząc bu nawet nie drgnął.
Zamiast tego cofnął się do poprzedniej strony i zmarszczył brwi, uważnie coś analizując. Dopiero po kilku długich sekundach podniósł spojrzenie na Vienne i uśmiechnął się widząc jej błyszczące oczy.
- Wybacz, wziąłem cię za ducha - powiedział, zniżając swój głos do szeptu dopuszczalnego w bibliotece. - Cześć Vienne. Zatorowałem ci przejście? - To powiedziawszy próbował się jakoś przesunąć, ale alejki były tak wąskie, że ciężko było ułożyć się inaczej.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr