– Myślałam – odparła zresztą całkowicie zgodnie z prawdą. Naprawdę o tym myślała i nawet zdążyła opracować dwa eliksiry, które były w stanie zmienić życie… ale wampirów, bo to na tym się skupiła. Nigdzie tych badań jednak nie opublikowała, na razie testując i dopracowując formułę, choć Spalona Noc całkowicie zatrzymała jej pracę nad hobby. – Ale na razie z tym poczekam… A eliksiry na zamówienie i tak robię – zazwyczaj ludzie zgłaszali się do niej po jakieś podstawowo-użytkowe, jak wiggenowy czy nasenny, ale też inne, jak ochrony przed ogniem itd. Nie uważała tego za masową robotę, bo skupiała się każdorazowo przy każdym, działało to na nią odprężająco. I nie dla każdego to robiła.
– Przydałoby mi się – uśmiechnęła się do Chrisa, choć nie wzięła tego całkiem na poważnie. – Mam wrażenie, że pokutuje to, że jestem wprawiona w warzenie eliksirów. No bo co trudnego może być w podążaniem za przepisem? A potem zastanawiam się, czy powinnam mieszać w lewo czy w prawo i ile razy, a nigdzie nie ma wskazówek – poskarżyła się, bo dosłownie takie były jej problemy z gotowaniem: za bardzo przyrównywała to do eliksirów i nie znała zasad tym rządzącymi. Chwilę później parsknęła śmiechem, który nie był tak czysty jak zawsze, i złapała się odruchowo za szyję. – I co, udało jej się? – zapytała, ciekawa puenty tej historii i puściła do Chrisa oko.
Ach, jemioła podczas świat – ludzie potrafili oszaleć na jej punkcie. Gdy Victoria jeszcze chodziła do szkoły, to zupełnie ją to nie interesowało, bardziej płcią przeciwną zainteresowała się dopiero, gdy już szkołę skończyła, jednak z żadnym mężczyzną nigdy nie była na tyle długo czy poważnie, by w okresie świąt chodzić na randki. Obecnie… była jedna osoba, którą chętnie by pocałowała, ale Sauriel nie był z kolei tym tak bardzo zainteresowany. To znaczy nią samą chyba tak, ale samym kontaktem fizycznym nie tak do końca i choć Victoria znała powód, to i tak nie było to proste. Pocałowali się raz – i po tym Lestrange już kompletnie nie wiedziała o co chodzi Rookwoodowi, bo tu zrywał z nią zaręczyny, łapał od niej dystans, potem mówił, że nie chce, by było między nimi dziwnie, a potem… inicjował pocałunek i prosił, żeby o to nie pytała. Oto przepis jak dziewczynie namieszać w głowie. Teraz widywała go mało, znikała w pracy na długie godziny, a kiedy wracała – znikał on.
– Taak, byłam na zewnątrz całą noc i kolejny dzień. Nawdychałam się tego tyle… – szale i ochrona na usta niewiele zresztą dawały, może co najwyżej wtedy, gdy wchodziło się w skoncentrowaną chmurę dumy i pyłu, w której gubili się ludzie. A ona nie miała nawet czasu pójść do Munga, ciągle znajdując sobie lepsze rzeczy do roboty. Robiła sobie w domu napary i jakoś to szło pomału do przodu. Lestrange usiadła w końcu przy stole i uśmiechnąwszy się do Chrisa nałożyła sobie na widelczyk odrobinę puddingu. Pachniał obłędnie, a jeśli tak samo smakował…
– Aaach, to wszystko jasne. Rozpiera ich energia – doskonale pamiętała siebie czy Brennę w tym wieku i rzeczy jakie wyczyniały, będąc utrapieniem dorosłych (nawet jeśli Victoria to była ta spokojna). – Mhhmm, to musi tu być głośno – dodała i wpakowała sobie do buzi kawałek puddingu, po czym rozpromieniła się niemal od razu. – Jest przepyszny – powiedziała, gdy już przełknęła i przypomniała sobie, że chyba niewiele tego dnia w ogóle zjadła… – Brakuje tylko śniegu i byłoby jak na Yule.