03.03.2023, 14:06 ✶
Stara kanapa skrzypiała przy każdym, najlżejszym nawet ruchu, jak gdyby miała się zaraz rozpaść. Rozglądając się po pomieszczeniu, Fergus wręcz czuł dziwny, przejmujący lęk w kościach, jak gdyby znajdowali się w domku z kart, który rozsypie się przy pierwszym podmuchu wiatru. Szczerze powiedziawszy, większość budynków na Nokturnie wyglądała dość podobnie, ale to miejsce chyba bardziej niż pozostałe. Może dlatego, że nigdy wcześniej tu nie był? Albo przez to, że już całkiem sporo wypił, a alkohol płynący w jego żyłach zakłócał percepcję i zdrowy rozsądek. Uwierzyłby na słowo, że trafił do domu z papieru, mimo że otaczały go przestarzałe cegły.
Przez chwilę skupił wzrok na pająku w rogu, który tkał swoją pajęczynę, licząc na jakieś zdobycze, które wpadłyby przez otwarte okna do środka. Na Nokturn jednak mało co się zapuszczało, nawet muchy. Mały drapieżnik musiałby czekać, aż coś samo zgnije i wymnoży w sobie insekty godne napełnienia brzucha.
- Dla mnie dokładnie to znaczyło, choć możesz mieć rację – przyznał, zastanawiając się przez moment i znów zwracając się w jej kierunku. Drobna nieuwaga sprawiła, że i tak zgubił pająka, który musiał wślizgnąć się w jakiś kąt. Jeśli ktoś nie miał nic, a ktoś miał wszystko, to jedna osoba musiała dostać wszystko, żeby byli sobie równi. Sprawiedliwie było, by ta druga osoba nie dostała zupełnie nic. W ten sposób Lycoris miała rację. Jeśli oczywiście właśnie to miała na myśli. Zaczynał zbyt mocno wędrować we własnej głowie, by stworzyć cokolwiek logicznego.
- Czyli pijemy praktycznie czysty alkohol? – upewnił się, przyglądając niepewnie swojej szklance, ale i tak idąc jej śladem, podniósł ją i wypił pierwszy łyk. Skrzywił się przy tym strasznie, czując palenie w ustach i nieprzyjemny posmak czegoś mocnego wymieszanego z niewielką ilością kwaśnego soku. – Spodziewałem się po tobie wyrafinowanego podniebienia, ale nie sądziłem, że aż tak – sarknął, a odstawienie trunku go kusiło, ale nie chciał okazywać słabości. Nie przy niej, zwłaszcza gdy sam chełpił się tym, że tak łatwo go nie upije. Byle szlachcianka nie mogła być w tej kwestii lepsza od niego!
Przez chwilę skupił wzrok na pająku w rogu, który tkał swoją pajęczynę, licząc na jakieś zdobycze, które wpadłyby przez otwarte okna do środka. Na Nokturn jednak mało co się zapuszczało, nawet muchy. Mały drapieżnik musiałby czekać, aż coś samo zgnije i wymnoży w sobie insekty godne napełnienia brzucha.
- Dla mnie dokładnie to znaczyło, choć możesz mieć rację – przyznał, zastanawiając się przez moment i znów zwracając się w jej kierunku. Drobna nieuwaga sprawiła, że i tak zgubił pająka, który musiał wślizgnąć się w jakiś kąt. Jeśli ktoś nie miał nic, a ktoś miał wszystko, to jedna osoba musiała dostać wszystko, żeby byli sobie równi. Sprawiedliwie było, by ta druga osoba nie dostała zupełnie nic. W ten sposób Lycoris miała rację. Jeśli oczywiście właśnie to miała na myśli. Zaczynał zbyt mocno wędrować we własnej głowie, by stworzyć cokolwiek logicznego.
- Czyli pijemy praktycznie czysty alkohol? – upewnił się, przyglądając niepewnie swojej szklance, ale i tak idąc jej śladem, podniósł ją i wypił pierwszy łyk. Skrzywił się przy tym strasznie, czując palenie w ustach i nieprzyjemny posmak czegoś mocnego wymieszanego z niewielką ilością kwaśnego soku. – Spodziewałem się po tobie wyrafinowanego podniebienia, ale nie sądziłem, że aż tak – sarknął, a odstawienie trunku go kusiło, ale nie chciał okazywać słabości. Nie przy niej, zwłaszcza gdy sam chełpił się tym, że tak łatwo go nie upije. Byle szlachcianka nie mogła być w tej kwestii lepsza od niego!