19.12.2025, 14:49 ✶
Cathal spodziewał się upadku rodów czystej krwi. Ale nie sądził, aby nastało to teraz: prędzej po jego śmierci lub gdy będzie starym mężczyznom. I nie poświęcał temu uwagi, bo nie miał w sobie potrzeby walki o równouprawnienie, a że w swoich podróżach zajmował się historią i archeologią, czyli tym, co zwykle robili Shafiqowie, nie wywoływał skandali. Pewnie rodzina wolałaby wypchnąć go na ołtarz, ale wywodził się z bocznej, już teraz wymierającej linii, dużo czasu spędzał poza krajem i nie zrobił niczego bardzo kontrowersyjnego, więc… na razie dawano mu spokój.
A gdyby nie?
Mógł zawsze zniknąć w jakichś ruinach na drugim końcu świata, i nawet jeśli nie do końca odpowiadałoby to jego ambicjom, zaakceptował by taki los. Jego wiedza o runach i umiejętności lingwistyczne wystarczały, aby znalazł pracę.
– Nie pytaj mnie, co mieli w głowach. Może chodziło o to, że kiedy ktoś kazał marynarzom jeść cytryny, ukradkiem je wyrzucali, a do alkoholu zawsze byli chętni? – powiedział, bo jako żywo, sam akurat wielbicielem grogu nie był, a historyjka utknęła mu w głowie bo… wszystko w tejże głowie utykało. – Marynarze i żołnierze ponoć szczególnie lubili mocne trunki. Może mieli więcej rzeczy, o których chcieli zapomnieć.
Swoje robiły pewnie klimat, kultura, religia, ale właśnie i historia oraz takie uwarunkowania, jak duże ilości traum wojennych. Cathal jednak akurat tego aspektu historii nigdy szczególnie nie roztrząsał, zwłaszcza przy analizach porównawczych z innymi kontynentami. Alkohol, narkotyki… opium dla ludu…
– Mógłbym udawać, że ci wierzę, że nie jesteś zainteresowana, jeśli to miałoby ci poprawić humor – zakpił odrobinę, zanim uniósł kufel, by dopić swojego grzańca.
Mabon.
Można było od biedy uznać to tutaj za jego formę świętowania, biorąc pod uwagę, że zdecydowanie nie było nikogo, z kim miałby ochotę usiąść do rodzinnej kolacji. Nawet gdyby matka żyła, pewnie wolałby nie spędzać z nią czasu.
– Nie wiesz? – zdziwił się, unosząc jasne brwi. – Mnie przecież zawsze chodzą po głowie same złe rzeczy. Ewentualnie runy i mumie, ale je też można zaliczyć do złych rzeczy – stwierdził, znów uśmiechając się trochę ironicznie. – Chyba pora się zbierać, inaczej nie zdążysz na kolację.
A gdyby nie?
Mógł zawsze zniknąć w jakichś ruinach na drugim końcu świata, i nawet jeśli nie do końca odpowiadałoby to jego ambicjom, zaakceptował by taki los. Jego wiedza o runach i umiejętności lingwistyczne wystarczały, aby znalazł pracę.
– Nie pytaj mnie, co mieli w głowach. Może chodziło o to, że kiedy ktoś kazał marynarzom jeść cytryny, ukradkiem je wyrzucali, a do alkoholu zawsze byli chętni? – powiedział, bo jako żywo, sam akurat wielbicielem grogu nie był, a historyjka utknęła mu w głowie bo… wszystko w tejże głowie utykało. – Marynarze i żołnierze ponoć szczególnie lubili mocne trunki. Może mieli więcej rzeczy, o których chcieli zapomnieć.
Swoje robiły pewnie klimat, kultura, religia, ale właśnie i historia oraz takie uwarunkowania, jak duże ilości traum wojennych. Cathal jednak akurat tego aspektu historii nigdy szczególnie nie roztrząsał, zwłaszcza przy analizach porównawczych z innymi kontynentami. Alkohol, narkotyki… opium dla ludu…
– Mógłbym udawać, że ci wierzę, że nie jesteś zainteresowana, jeśli to miałoby ci poprawić humor – zakpił odrobinę, zanim uniósł kufel, by dopić swojego grzańca.
Mabon.
Można było od biedy uznać to tutaj za jego formę świętowania, biorąc pod uwagę, że zdecydowanie nie było nikogo, z kim miałby ochotę usiąść do rodzinnej kolacji. Nawet gdyby matka żyła, pewnie wolałby nie spędzać z nią czasu.
– Nie wiesz? – zdziwił się, unosząc jasne brwi. – Mnie przecież zawsze chodzą po głowie same złe rzeczy. Ewentualnie runy i mumie, ale je też można zaliczyć do złych rzeczy – stwierdził, znów uśmiechając się trochę ironicznie. – Chyba pora się zbierać, inaczej nie zdążysz na kolację.