03.03.2023, 14:26 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.03.2023, 14:42 przez Fergus Ollivander.)
Czarodziej! Miał do czynienia z osobą z magicznego świata. Większego szczęścia nie mógł sobie dziś wymarzyć, w dodatku odczuwając ogromną ulgą na sam fakt, że ktoś rzeczywiście mógł pomóc w realny sposób. Nie żeby którykolwiek mógł już spoczywać na laurach, bo pies wciąż potrzebował ratunku. Możliwość wyciągnięcia różdżki znacznie zwiększała jednak jego szanse na przeżycie. Pytanie tylko, skąd tamten mężczyzna mógł wiedzieć, że i Fergus potrafił posługiwać się magią? W gruncie rzeczy mógł to mieć zwyczajnie gdzieś, zapewne posługując się różdżką o wiele lepiej niż Ollivander (o ironio!) i przez to nie niepokojąc nakrycia przez mugola. Nie było jednak czasu na roztrząsanie tego typu zagwozdek.
Zbliżył się w kierunku mężczyzny, który już rzucił kilka zaklęć, mających na celu odnalezienie i spowolnienie zwierzęcia, by zdołało przetrwać upadek. Dlaczego w ogóle psiak rzucił się z tego mostu? Fergus słyszał różne legendy na temat tego miejsca i jeszcze więcej teorii, zarówno tych zwyczajnych, tłumaczonych obecnością lęgowisk norek, jak i magicznych o nieczystej sile przywołującej niewinne dusze. Nie wierzył w żadne z nich do dzisiaj, aż zobaczył psa, który zawył i rzucił się w przepaść z własnej woli.
- Arresto Momentum – dołączył do mężczyzny, na wypadek gdyby jemu nie udało się trafić zaklęciem. Ciężko mu było ocenić szybkość spadania w półmroku i z tej odległości. Ponowienie uroku jednak i tak nie mogło zaszkodzić, a jedynie polepszyć sytuację zwierzęcia. Fergus, ogarnięty początkowo paniką, zaczynał czuć adrenalinę płynącą mu w żyłach i logiczniejsze myśli powracające mu do głowy. Wycelował różdżką w jeden z kamieni, w kierunku których spadał pies, próbując przemienić go w coś miękkiego.
Odkryj wiadomość pozafabularną
I jakimś cudem się udało, a na dnie przepaści pojawiła się sporych rozmiarów poduszka, na której spowolniony zaklęciami pies mógł wylądować.
- Chyba nam się uda - powiedział cicho, nie wierząc własnym oczom. Wszystko to działo się dość szybko, a sam Fergus miał ogromnego farta, że trafił akurat na tego mężczyznę, który od początku myślał na chłodno, ogarniając sytuację. Gdyby go tutaj nie było, pies pewnie by nie przetrwał wyłącznie z głupoty Ollivandera, który nie wiedziałby, od czego zacząć. - Dziękuję. Powinien pan dostać Order Psiego Bohatera - powiedział, żartując na koniec.
Nie kojarzył tego człowieka, choć na pierwszy rzut oka przypominał mu tych wszystkich typowych, rosłych Szkotów, którzy przesiadywali w pobliskich pubach. Wyglądał raczej na kogoś, kto nie szukał miejsca do zakorzenienia się - raczej na nomada, który w wielu miejscach znajdował się zupełnie przypadkiem. Nic dziwnego, że młody Ollivander nie miał szansy kojarzyć jego nazwiska. Była między nimi zbyt spora różnica wieku, by kojarzyli się ze szkoły, a nie mógł być też sklepikarzem z Pokątnej, by przyzwyczaił się do widoku jego twarzy.
Rozejrzał się, poszukując jakiejś możliwości zejścia w dół, by sprawdzić, co z psem, który powinien wylądować na poduszce tuż pod mostem. Nie leciał na tyle szybko, by mimo to stała mu się krzywda. Kawałek dalej dostrzegł kamienne schody, które w pewnym momencie się kończyły, pozostawiając jedynie piaszczysty spadek w dół. Mimo to ruszył w ich kierunku, wiedząc, że jakoś sobie poradzi. Mógł mieć tylko nadzieję, że wystraszony lub przejęty czymś pies nie uciekł już dawno w las.
Zbliżył się w kierunku mężczyzny, który już rzucił kilka zaklęć, mających na celu odnalezienie i spowolnienie zwierzęcia, by zdołało przetrwać upadek. Dlaczego w ogóle psiak rzucił się z tego mostu? Fergus słyszał różne legendy na temat tego miejsca i jeszcze więcej teorii, zarówno tych zwyczajnych, tłumaczonych obecnością lęgowisk norek, jak i magicznych o nieczystej sile przywołującej niewinne dusze. Nie wierzył w żadne z nich do dzisiaj, aż zobaczył psa, który zawył i rzucił się w przepaść z własnej woli.
- Arresto Momentum – dołączył do mężczyzny, na wypadek gdyby jemu nie udało się trafić zaklęciem. Ciężko mu było ocenić szybkość spadania w półmroku i z tej odległości. Ponowienie uroku jednak i tak nie mogło zaszkodzić, a jedynie polepszyć sytuację zwierzęcia. Fergus, ogarnięty początkowo paniką, zaczynał czuć adrenalinę płynącą mu w żyłach i logiczniejsze myśli powracające mu do głowy. Wycelował różdżką w jeden z kamieni, w kierunku których spadał pies, próbując przemienić go w coś miękkiego.
Rzut O 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
- Chyba nam się uda - powiedział cicho, nie wierząc własnym oczom. Wszystko to działo się dość szybko, a sam Fergus miał ogromnego farta, że trafił akurat na tego mężczyznę, który od początku myślał na chłodno, ogarniając sytuację. Gdyby go tutaj nie było, pies pewnie by nie przetrwał wyłącznie z głupoty Ollivandera, który nie wiedziałby, od czego zacząć. - Dziękuję. Powinien pan dostać Order Psiego Bohatera - powiedział, żartując na koniec.
Nie kojarzył tego człowieka, choć na pierwszy rzut oka przypominał mu tych wszystkich typowych, rosłych Szkotów, którzy przesiadywali w pobliskich pubach. Wyglądał raczej na kogoś, kto nie szukał miejsca do zakorzenienia się - raczej na nomada, który w wielu miejscach znajdował się zupełnie przypadkiem. Nic dziwnego, że młody Ollivander nie miał szansy kojarzyć jego nazwiska. Była między nimi zbyt spora różnica wieku, by kojarzyli się ze szkoły, a nie mógł być też sklepikarzem z Pokątnej, by przyzwyczaił się do widoku jego twarzy.
Rozejrzał się, poszukując jakiejś możliwości zejścia w dół, by sprawdzić, co z psem, który powinien wylądować na poduszce tuż pod mostem. Nie leciał na tyle szybko, by mimo to stała mu się krzywda. Kawałek dalej dostrzegł kamienne schody, które w pewnym momencie się kończyły, pozostawiając jedynie piaszczysty spadek w dół. Mimo to ruszył w ich kierunku, wiedząc, że jakoś sobie poradzi. Mógł mieć tylko nadzieję, że wystraszony lub przejęty czymś pies nie uciekł już dawno w las.