19.12.2025, 16:13 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2025, 16:16 przez Brenna Longbottom.)
– Nie krępuj się! – zawołała Brenna za Millie, sama nie od razu rzucając się do kuchni za resztą towarzystwa. Puściła dłoń brata, by najpierw obejść miejsce, w której chwilę temu doszło do małej katastrofy i upewnić się, że na podłodze nie ostał się żaden odłamek, przebiegle skryty w sztucznym śniegu, który mógłby kogoś zranić. – Co racja, to racja – zgodziła się z Dorą, bo jeśli szło o jedzenie, to Brenna była jego wielką zwolenniczką.
A potem wyjrzała jeszcze na balkon, by dowiesić te światełka, poprawiła jeszcze jemiołę pod sufitem… i gdy weszła do kuchni, wokół roztaczały się już smakowite zapachy. Ciasteczka wyciągnięte przez Millie pachniały oszałamiająco, Dora pichciła coś sama – całe szczęście, że kuchnia Longbottomów była duża, z blatami ciągnącymi się wzdłuż dwóch ścian, z szafkami na nimi i dużym stołem w środku pomieszczenia.
– To… eeee… grzybki? – spytała Brenna, zaglądając Miles przez ramię, by spojrzeć na jej dzieło, i nie była pewna, czy zacząć się dusić ze śmiechu, czy załamać ręce. A potem sięgnęła, złapać jedno z ciasteczek, wciąż gorących, by wpakować je sobie do ust. Musieli zjeść je w ogóle jak najszybciej, tak żeby nie pchać ich przed oczy Godryka, ale Brenna była absolutnie gotowa na to poświęcenie. – Sfą bafdzo dobfe – pochwaliła, wciąż z pełnymi ustami, przegryzając ciasteczko.
Grzaniec pachniał faktycznie oszałamiająco: przyprawy i ciepłe wino roztaczały wokół upojne wonie, i Brenna nawet przez sekundę zaczęła się zastanawiać, czy nie spróbować, ot łyka albo dwóch, nawet jeśli wolała nie wychylać całego kufa. Yule nie Yule, nie chciała pozwolić sobie na stratę czujności, ale…
Najwyraźniej garnek, który złapała Nora, był trochę uszkodzony, bo nagle rozległ się nieprzyjemny dźwięk, jakby coś pękało, część alkoholu wyciekła, i padła na ogień, podsycając go. Brenna obróciła się gwałtownie w tamtą stronę, gdy usłyszała syk i wyciągnęła różdżkę, chcąc ugasić ten mały pożar, zanim zdąży się rozprzestrzenić.
kształtowanie
Zaklęła (niezrozumiale, bo w ustach wciąż miała ciasteczko), gdy czar nie zadziałał i spróbowała ponownie, tym razem starając się stworzyć bańkę, która odetnie ogień od dostępu powietrza...
- Nic ci nie jest, Norka? - zatroszczyła się, podchodząc do Figg, gdy Malwa rzuciła się do sprzątania, ledwo ogień wygasł, zostawiając pęknięty garczek.
A potem wyjrzała jeszcze na balkon, by dowiesić te światełka, poprawiła jeszcze jemiołę pod sufitem… i gdy weszła do kuchni, wokół roztaczały się już smakowite zapachy. Ciasteczka wyciągnięte przez Millie pachniały oszałamiająco, Dora pichciła coś sama – całe szczęście, że kuchnia Longbottomów była duża, z blatami ciągnącymi się wzdłuż dwóch ścian, z szafkami na nimi i dużym stołem w środku pomieszczenia.
– To… eeee… grzybki? – spytała Brenna, zaglądając Miles przez ramię, by spojrzeć na jej dzieło, i nie była pewna, czy zacząć się dusić ze śmiechu, czy załamać ręce. A potem sięgnęła, złapać jedno z ciasteczek, wciąż gorących, by wpakować je sobie do ust. Musieli zjeść je w ogóle jak najszybciej, tak żeby nie pchać ich przed oczy Godryka, ale Brenna była absolutnie gotowa na to poświęcenie. – Sfą bafdzo dobfe – pochwaliła, wciąż z pełnymi ustami, przegryzając ciasteczko.
Grzaniec pachniał faktycznie oszałamiająco: przyprawy i ciepłe wino roztaczały wokół upojne wonie, i Brenna nawet przez sekundę zaczęła się zastanawiać, czy nie spróbować, ot łyka albo dwóch, nawet jeśli wolała nie wychylać całego kufa. Yule nie Yule, nie chciała pozwolić sobie na stratę czujności, ale…
Najwyraźniej garnek, który złapała Nora, był trochę uszkodzony, bo nagle rozległ się nieprzyjemny dźwięk, jakby coś pękało, część alkoholu wyciekła, i padła na ogień, podsycając go. Brenna obróciła się gwałtownie w tamtą stronę, gdy usłyszała syk i wyciągnęła różdżkę, chcąc ugasić ten mały pożar, zanim zdąży się rozprzestrzenić.
kształtowanie
Rzut W 1d100 - 13
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zaklęła (niezrozumiale, bo w ustach wciąż miała ciasteczko), gdy czar nie zadziałał i spróbowała ponownie, tym razem starając się stworzyć bańkę, która odetnie ogień od dostępu powietrza...
Rzut W 1d100 - 98
Sukces!
Sukces!
- Nic ci nie jest, Norka? - zatroszczyła się, podchodząc do Figg, gdy Malwa rzuciła się do sprzątania, ledwo ogień wygasł, zostawiając pęknięty garczek.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.