Norka wstawiła garnek na ogień. Grzaniec, niby nic trudnego, prawda? No nie powinno być niczym trudnym, cóż, jak widać dzisiaj nieco ją to przerosło, nim jednak zorientowała się, że coś jest nie tak, to przeniosła wzrok na Brennę, która poprawiała jemiołę pod sufitem.
Spoglądała na krzak i zaczęła się zastanawiać nad tym, czy jest ktoś kogo chciałaby spotkać pod jemiołą. Próbowała o tym myśleć, jednak jakoś nikt nie przychodził jej na myśl. Nie miała czasu na miłostki, cały jej wolny czas zajmowało doskonalenie swoich umiejętności i opieka nad córką. Być może jeszcze kiedyś, w dalekiej przyszłości będzie chciała znaleźć się z kimś konkretnym pod jemiołą, być może jeszcze kiedyś komuś skradnie pocałunek, ale na pewno nie teraz.
Z rozmyślań o jemiole wyrwał ją ten dziwny, bardzo charakterystyczny dźwięk, coś syknęło, coś co znajdowało się blisko niej. GARNEK, WINO tuż obok. Nienienienienie, jak mogła do tego dopuścić? Nie wiedziała, nie miała pojęcia, kto to widział coś takiego? Taka doświadczona kucharka, żeby odwalała takie rzeczy? Garnek musiał być pęknięty, powinna była go sprawdzić, ale tego nie zrobiła.
Odsunęła się o krok i patrzyła na tę katastrofę, nie miała przy sobie różdżki, więc nawet nie miała jak tego naprawić, co za syf, a miały to być takie przyjemne święta, jeszcze nie była w swojej kuchni, narobiła tutaj bałaganu. OLABOGA. Kto to widział, patrzyła jak zaczarowana w to zamieszanie. Na szczęście Brenna zareagowała, gdy tylko to zrobiła Malwa zaczęła sprzątać, a ona dalej stała, patrzyła, nie dowierzała.
- Popsułam Wam kuchnię. - Odpowiedziała do przyjaciółki, nie przejmując się zupełnie swoim stanem, bo nic chyba jej się nie stało, gorzej z kuchenką.