List z zaproszeniem na wspólny obiad od Astorii, przyszedł niespodziewanie szybko. Renigald był przekonany, ze dziewczyna zechce zrekompensować mu się za kilka dni. Nie chciała widocznie czekać. A on i tak nie miał co robić. Mógł zająć się szukaniem nowego mieszkania. Gdyż go tego już raczej nie wróci. Nie to miejsca, w którym rządziło się obłąkane krzesło.
Odpisał na list z podziękowaniami i potwierdzeniem, że skorzysta z zaproszenia. Lecz dopiero po czasie dotarło do niego, że nie ma co na siebie włożyć. A jeszcze to ma być posiłek w domu rodziców dziewczyny. W takiej sytuacji, w obliczu tragedii w mieście, dzieci szukają pomocy i schronienia u rodziców. Nie miał innego wyjścia, jak powiedzieć matce, że potrzebuje nowej szaty. A nie był pewny, czy sklep Rosierów przeżył ataki. Czy mieli otwarte, czy liczyli straty. Nie mógł skłamać, po co potrzebuje nowe wyjściowe ubranie. Rzekł więc, że dostał zaproszenie na obiad do państwa Avery. Wspominając o Astorii. Usłyszawszy to ojciec, uznał, że powinien się tam pojawić, widząc w tym najwyraźniej szansę na związek syna z córką Averych.
Matka zadbała o to, aby Renigald wyglądał odpowiednio. Szata butelkowa, z biała koszulą i ciemnymi spodniami. Udało się jej coś znaleźć w swojej pracowni i jedynie wprowadziła kilka poprawek. Jedyne co też Renigald usłyszał od ojca na wyjściu to mocne słowa "Nie przynieś wstydu". Przestroga przed tym, co odwalił z Weasleyową latem.
Przed miejscem zamieszkania Astorii, zjawił się punktualnie. Po drodze kupił jeszcze jakieś ocalałe kwiaty z kwiaciarni, żeby nie pojawić się tak z pustymi rękoma. Wiedział, że była chorowita. Ale nie wiedział, a może i nie pamiętał, czy miała uczulenie na kwiaty. Właściwie to chyba żadna kobieta nie ma na nich alergii.
Zapukał. Czekając na otworzenie drzwi, poprawił jeszcze swoje włosy, trzymając w drugiej dłoni kwiaty i swoją podręczną drewnianą laskę. Kiedy Astoria wyszła, uśmiechnął lekko na jej widok.
- Ciebie również.Odpowiedział na jej stwierdzenie. Pozwolił dać sobie buziaka, a żeby jej to ułatwić, pochylił się. Wręczył jej tym samym skromny bukiet róż, gdy w między czasie mu się przyglądała. Ran żadnych nie miał. Na twarzy też wyglądał zdrowo. Pomijając jedynie problemy ze snem.
- Powiedzmy, że zapomniałem.
Puścił jej oczko i wszedł do środka, jeżeli pozwoliła.
- Jak się czujesz?
Zapytał, od razu przenosząc na nią poważniejsze spojrzenie. Przyglądając jej twarzy. Nie mógł się teraz na nią złościć, pamiętając jej stan zdrowia ostatnim razem.