Gdyby miał sam dokonać Eksterioryzacji i zbadania rodziny od środka, musiałby znaleźć bardzo bezpieczne miejsce, aby tego dokonać. Pobliski dom, lub dwie ulice dalej. Odpowiednio zabezpieczony i w otoczeniu świec jak i kadzideł. Szybciej sprawniej i bezpieczniej. Jak to zrobił ostatnio na prośbę Roberta. Lecz wtedy pomagał mu Sauriel. Na otwartej przestrzeni był wystawiony na niebezpieczeństwo. Dlatego tutaj, mógł liczyć na wsparcie Rodolphusa.
Eksterioryzacja przebiegła pomyślnie, z małymi problemami. Travers nie chciał ryzykować zbyt długiego przebywania poza ciałem, zważając na swój stan zdrowia. Nie był wstanie rozejrzeć się dłużej i dokładniej. Dlatego też pobieżnie powiedział co widział. Ile osób.
Siedząc pod drzewem, musiał dojść do siebie, trzymając się za serce. Na pytanie Rodolphusa, kiwnął głową potwierdzająco. Przymknął przy tym oczy i brał głębokie wdechy i wydechy. Na spokojnie. Nikt ich nie gonił. Nie robili też nic nieodpowiedniego w tej chwili, gdyby przypadkiem ich obecność kogoś by zainteresowała.
Nie wiadomo też, czy faktycznie był w tym domu tylko jeden czarodziej. Czy było ich dwoje. Czy różdżka należała do dziecka, czy dorosłej osoby? Biorąc pod uwagę okoliczności czasowe, gdyby dziecko było ze zdolnościami magicznymi, nie byłoby obecne w tym domu, bądź nie byłoby właścicielem magicznej broni.
Słysząc pytanie o dziecko, Nicholas otworzył oczy i spojrzał na Rodolphusa. Skąd mu się wzięło pytanie akurat o dziecko?- Gdzieś w wieku początkowo szkolnym. Dziewięć, dziesięć może bym dał. Dlaczego pytasz?
Dla Nicholasa nie miało to żadnego znaczenia. Nie miał problemu z zabijaniem dzieci. Często to robił, jeżeli inny śmierciożerca niedomagał. Jego serce mocno skute lodem, nie odczuwało przy tym żadnych emocji i poczucia winy. Kierował się myślą, że jeżeli to są szlamy, nie ma co ich żałować.
Travers kaszlnął parę razy. Lecz już nie tak, jak wtedy dusząco. Eliksir pomagał łagodzić objawy i nieco zniwelować na tyle, że nie był zbyt męczący.