03.03.2023, 20:04 ✶
Nie lubił tych wczesnomarcowych wieczorów, kiedy nie musiał nigdzie być, a dudniący o parapety rezydencji deszcz tylko podkreślał to, jak przytłaczająca potrafi być cisza czterech pustych ścian. Chwytał wtedy w przelocie płaszcz, a swoje kroki instynktownie kierował w stronę kasyna siostry - miejsca bardziej komfortowego, przytulnego i nawet mimo całego tego gwaru intymnego niż jakikolwiek salon, w którym przyszło mu kiedykolwiek gościć. I rozgaszczał się. Najpierw przy barze, kurtuazyjnym drinkiem, który przyjemnym drapaniem w gardle umilał rekonesans wśród stolików. Nie to, żeby roszady były tu częstym zjawiskiem; już na pierwszy rzut oka można było wyłapać znajome moczymordy, bardziej niż gorzałą cuchnące tylko desperacką potrzebą wygranej. Tych samych urzędników na etat i ojców na pół, przegrywających w ruletkę alimenty swoich dzieci. I tych samych dobrych obywateli i fatalnych mężów węszących za odrobiną adrenaliny i słodkim zapachem perfum przesadnie wulgarnych, młodziutkich czarownic. Z jednym małym wyjątkiem, podobnie beznamiętnie odpalającym jednego papierosa od drugiego, co wykładającym zwycięskie układy na stół. Wzrok opartego barkiem o automat do Jackpota Leviego w jakiejś marnej imitacji zaintrygowania zatrzymał się dłużej na profilu pochylonej nad pokerem sylwetki, raz po raz przysłanianej papierosowym dymem, który leniwie ulatywał z jego ust. Nie speszył się, gdy wstała. Nie opuścił wzroku, gdy podchodziła. Nie stracił rezonu, gdy się odezwała. Zmierzył tylko od góry do dołu zniekształconą doborem ubrań, choć wciąż niewątpliwie kobiecą sylwetkę, by ostatecznie w znajomym kośćcu twarzy odnaleźć odpowiedź na pytanie, z kim miał do czynienia.
- Nic dziwnego, gapiłem się przez całe ostatnie rozdanie - powiedział bez ogródek, kompletnie nieprzejęty faktem, że został przez nią przyłapany.
- Ale nie schlebiaj sobie, złotko. Wszyscy ci chłopcy - tu zrobił przerwę, by dłonią, w której trzymał wciąż żarzącego się papierosa, niedbałym gestem wskazać na niedawno opuszczony przez nią stolik - których właśnie tak zjawiskowo rozgromiłaś, to moi serdeczni koledzy. Musiałem się upewnić, że grasz czysto.
- Nic dziwnego, gapiłem się przez całe ostatnie rozdanie - powiedział bez ogródek, kompletnie nieprzejęty faktem, że został przez nią przyłapany.
- Ale nie schlebiaj sobie, złotko. Wszyscy ci chłopcy - tu zrobił przerwę, by dłonią, w której trzymał wciąż żarzącego się papierosa, niedbałym gestem wskazać na niedawno opuszczony przez nią stolik - których właśnie tak zjawiskowo rozgromiłaś, to moi serdeczni koledzy. Musiałem się upewnić, że grasz czysto.