20.12.2025, 15:29 ✶
Przez te wszystkie lata, spędzone w Petersburgu, te wszystkie chwile planowania, obmyślania strategii poszły na marne. Całe to wymyślanie jak tylko by dojebać Karkaroffom. Jaką karę powinien spuścić na nich dzisiaj? Jakie plagi egipskie przewidział dla całego ich rodu? Miesiące ciemności? Szarańcza? Rzeka krwi? A może coś gorszego? I akurat wtedy kiedy ta wojna w końcu mogła się skończyć zwycięstwem jednej ze stron, padło hasło: "Małżeństwo". Cholerne małżeństwo z cholernymi Karkaroffami. On, ON, miał wyjść za Yelenę z uśmiechem na ustach, stworzyć dla nich wspólną, świetlaną przyszłość. Miał być jej wspaniałym mężem...
I właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że to nie była kara. Nie dla niego. To był akt największego poświęcenia. Mógł zrobić im na złość. Mógł wykończyć Karkaroffów od tak, mając przy boku ich najukochańszą Yelenę. Ten diament, który błyszczał jaśniej im mocniej się go oświetlało. Im mocniejsze światło, tym mocniejszy i wyrazistszy jest cień. Tak więc i bardziej widoczny był Alexander. To on kontrolował sytuację, mógł z nią zrobić co zechciał a ona nie mogła odmówić. Nie mogła mu powiedzieć nie, bez zrywania zaręczyn, a jak oboje dobrze wiedzieli do małżeństwa MUSIAŁO dojść. Prędzej czy później, ale musiało.
-Już się tak nie denerwuj, Моя Царица - wymruczał jej do ucha, spokojnym tonem. Tak właśnie zmieniały się nastroje w ich domu, nienawidzili się, kochali, potem chwila milczenia, czyli okres względnego spokoju, tudzież budowania złości, aż w końcu wszystko wybuchało i lecieli od początku. Taki krąg trwał bardzo różnie, od kilku dni, po tygodnie, czy czasem miesiące. Czasem mieli lepsze momenty, zazwyczaj przy świętach, czy urodzinach Yeleny, lub jego samego, ale prędzej czy później jednak wszystko i tak wybuchało.
-Jesteś ze mną związana na wieki, czy tego chcesz czy nie. - i może był zbyt uparty, aby powiedzieć ją że ją kocha, ale nienawiść... Nienawiść mówiła wszystko. Tak gorąca, płomienna, intensywna i intymna. Tak. To mógł jej powiedzieć.
- Я ненавижу тебя так, как никто никогда тебя не ненавидел. - słowa kompletnie nie pasowały do jego słów. Mówił tak jakby chciał ją mieć, tu i teraz. Jakby chciał posiąść ją na własność nawet na podłodze, jakby ich ubrania były tylko niepotrzebnym dodatkiem, który należało bezwstydnie zerwać z ich ciał. -Я обещаю ненавидеть тебя до самой смерти.
Dokończył jak dziwną formę obietnicy. Jakby składał jej przysięgę wiecznej miłości, zamiast obietnicy wiecznego cierpienia i nienawiści. Spojrzał jej w oczu, wciąż trzymając ją blisko siebie. Czuł jej dotyk, jej bliskość na swojej skórze. I mówiąc zupełnie szczerze to... Był już bliski szaleństwa. To znaczy bliżej niż zwykle, bo jednak Alexander do najnormalniejszych rzeczywiście nie należał. Jednak przy Lenie, wszystkie granice gdzieś znikały. Wyparowały, jak niechciane, jak zupełnie niepotrzebne bariery. I może rzeczywiście tak było. Może nie potrzebowali ich. Może wszystko co się między nimi działo, a działo się dużo, miało swoje miejsce, tylko dlatego, że oboje zamiast dać się ponieść, to próbowali to jakoś wcisnąć w ramy logiki.
Przyciągnął ją więc agresywnie do siebie i wpił mocno w jej usta. Kiedy tylko ich wargi się zetknęły, Alexander poczuł gorący dreszcz, który przyjemnie przebiegł mu po skórze. Prawie jakby ciepły deszcz, w samym środku lata, spadał mu na skórę. Aristov puścił jej dłoń, objął ją w pasie, a drugą dłoń wsunął w jej jedwabiste włosy.
I właśnie w tym momencie uświadomił sobie, że to nie była kara. Nie dla niego. To był akt największego poświęcenia. Mógł zrobić im na złość. Mógł wykończyć Karkaroffów od tak, mając przy boku ich najukochańszą Yelenę. Ten diament, który błyszczał jaśniej im mocniej się go oświetlało. Im mocniejsze światło, tym mocniejszy i wyrazistszy jest cień. Tak więc i bardziej widoczny był Alexander. To on kontrolował sytuację, mógł z nią zrobić co zechciał a ona nie mogła odmówić. Nie mogła mu powiedzieć nie, bez zrywania zaręczyn, a jak oboje dobrze wiedzieli do małżeństwa MUSIAŁO dojść. Prędzej czy później, ale musiało.
-Już się tak nie denerwuj, Моя Царица - wymruczał jej do ucha, spokojnym tonem. Tak właśnie zmieniały się nastroje w ich domu, nienawidzili się, kochali, potem chwila milczenia, czyli okres względnego spokoju, tudzież budowania złości, aż w końcu wszystko wybuchało i lecieli od początku. Taki krąg trwał bardzo różnie, od kilku dni, po tygodnie, czy czasem miesiące. Czasem mieli lepsze momenty, zazwyczaj przy świętach, czy urodzinach Yeleny, lub jego samego, ale prędzej czy później jednak wszystko i tak wybuchało.
-Jesteś ze mną związana na wieki, czy tego chcesz czy nie. - i może był zbyt uparty, aby powiedzieć ją że ją kocha, ale nienawiść... Nienawiść mówiła wszystko. Tak gorąca, płomienna, intensywna i intymna. Tak. To mógł jej powiedzieć.
- Я ненавижу тебя так, как никто никогда тебя не ненавидел. - słowa kompletnie nie pasowały do jego słów. Mówił tak jakby chciał ją mieć, tu i teraz. Jakby chciał posiąść ją na własność nawet na podłodze, jakby ich ubrania były tylko niepotrzebnym dodatkiem, który należało bezwstydnie zerwać z ich ciał. -Я обещаю ненавидеть тебя до самой смерти.
Dokończył jak dziwną formę obietnicy. Jakby składał jej przysięgę wiecznej miłości, zamiast obietnicy wiecznego cierpienia i nienawiści. Spojrzał jej w oczu, wciąż trzymając ją blisko siebie. Czuł jej dotyk, jej bliskość na swojej skórze. I mówiąc zupełnie szczerze to... Był już bliski szaleństwa. To znaczy bliżej niż zwykle, bo jednak Alexander do najnormalniejszych rzeczywiście nie należał. Jednak przy Lenie, wszystkie granice gdzieś znikały. Wyparowały, jak niechciane, jak zupełnie niepotrzebne bariery. I może rzeczywiście tak było. Może nie potrzebowali ich. Może wszystko co się między nimi działo, a działo się dużo, miało swoje miejsce, tylko dlatego, że oboje zamiast dać się ponieść, to próbowali to jakoś wcisnąć w ramy logiki.
Przyciągnął ją więc agresywnie do siebie i wpił mocno w jej usta. Kiedy tylko ich wargi się zetknęły, Alexander poczuł gorący dreszcz, który przyjemnie przebiegł mu po skórze. Prawie jakby ciepły deszcz, w samym środku lata, spadał mu na skórę. Aristov puścił jej dłoń, objął ją w pasie, a drugą dłoń wsunął w jej jedwabiste włosy.