20.12.2025, 17:34 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 17:37 przez Keyleth Nico Yako.)
– Ja! Ja! Wybierz mnie! – radosne pokrzykiwania dobiegały z brudnego i śmierdzącego zaplecza Rejwachu, nie dlatego, że Rejwach byłby brudny i śmierdzący, ale powiedzmy, że okolica nie stanowiła pięciogwiazdkowej Pokątnej. Tamtymi drzwiami wyszła Keyleth, tymi samymi wróciła... wrócił znaczy Nico. Na pewno miał na imię Nico, ponieważ było to - jak Lewis zdążył się dowiedzieć - uniwersalne imię, którymi Keyleth obdarzała wszystkie swoje persony bez względu na płeć czy wiek. Ten egzemplarz był na oko również dwudziestoletni, płci najprawdopodobniej męskiej, chociaż uśmiech i sposób wysławiania się pozostawał jeszcze typowy dla dziewczyny, która nie potrafiła zbyt długo usiedzieć własnej skórze.
– Co myślisz Lewis? Nada się? – obróciła się wokół własnej osi, kremowa koszula jeszcze nie była usyfiona, kolorowe sznureczki zakończone pomponikami z włóczki tańczyły razem z nią. Z nim. – A tak właśnie tak, oczywiście eee przecieranie tego w to tak...– rzucił się do pomagania, szybko zmiarkował, że ręce trzeba było wymyć. Uwaga rozchlapała się jak piwo jakiemuś typowi obsługiwanemu przez Asenę w sali głównej, bo tam leżała blacha ciasteczek gotowych do włożenia do piekarnika, które razem robili wcześniej jak jeszcze był dziewczyną. Keyleth, czy właściwie dwudziestoletniemu mężczyźnie, którego głowa otoczona była aureolą loków i który na pewno na imię miał Nico, zaświeciły oczy i szybko wsadziła je do piekarnika, nie zwracając uwagi na to czy ogień tam jest czy go nie ma.
– A nie czekaj odrobinę musi być ciepło w środku, co nie? Co tu tak zimno... Czekaj czekaj... – Obsługa tego sprzętu nie mogła być taka trudna, prawda. Prawda? PRAWDA?!
Kończę robić tradycyjne świąteczne magiczne ciastka. Chyba kończę...
Rzut T 1d100 - 62
Sukces!
Sukces!
Piecyk zapyrkotał i wydawał się daleki od wybuchania. Keyleth Nico zadowolony potarł ręce i przypomniał sobie o sitku.
- A tak już, te rozgotowane gluty w tą miskę przez ten dziurawy garnek, mówisz masz szefie! – uśmiech nie schodził z twarzy młokosa, gdy zabrał się do pomagania.
Przewaga: Złodziej tożsamości