20.12.2025, 18:17 ✶
W normalnych okolicznościach Anthony'emu nie podobałby się ten ton. Nie podobało mu się to w jakie obszary, w jak wrażliwe obszary zboczyła ich rozmowa. Nic by mu się tutaj nie podobało. Ale to nie były normalne okoliczności, a Bletchley mimowolnie stał się głosem rozsądku. Szkoda, owe nienormalne okoliczności sprawiały, że ten głos rozsądku i tak był wykrzywiany bólem, brakiem snu, jedzenia i stabilności.
Anthony łyknął te słowa, ponieważ były prawdą. Nie dlatego, że Londyn płonął, bo mówili sobie to noc, jedną noc wcześniej. To była wina Anthony'ego, jego wina i jego odpowiedzialność. Zacisnął mocniej szczękę, słuchając kolejnych słów aurora.
Ministerstwo zawiodło
Nie. To on zawiódł. Zawiódł wszystkich swoją pasywnością. Spalona noc puściła z dymem wiele przestrzeni, wiele istnień, ale puściła też z dymem jego poczucie kontroli i sprawczości. Jego oportunizm. Jego próby przetrwania i czekania na to kto wygra.
Był największym przegranym...
Mopheus? Jonathan? Nawet nie zauważył, kiedy położyli swoje życie na szali tych, którzy zdawali się mieć o wiele mniejsze szanse. Czyż nie pamiętali z jaką nienawiścią wszyscy podchodzili do Nobby'ego Leacha? Czyż nie wyczuwali gniewu czystokrwistych rodzin na zastaną rzeczywistość, na odcinanie im kolejnych gałęzi władzy na rzecz dorobkiewiczów?
Milczenie zawisło między Anthonym i Juliánem.
– Wciąż możesz udowodnić, że jest inaczej. Nadal masz pole manewru – powtórzył za nim głucho, szorstko, głosem pozbawionym politycznie poprawionej miękkości, przywodzącym na myśl stal, zamiast miękkich atłasów i jedwabiów które dotykały ich zmęczonej skóry. – To że Ministerstwo zawiodło, to jest eufemizm, to jest spore niedoszacowanie zbrodni obojętności, którą popełniła cała struktura, którą popełniliśmy my. Politycy, urzędnicy, aurorzy, brygadziści, niewymowni... wszyscy. Były wróżby, był ostrzegawczy szept Matki. Kowen musiał o nich wiedzieć, nie zrobiono nic. Od półtora roku nikt nic z tym nie robi. Ulice zapłonęły, przyoblekły się czerwienią. Może ta czerwień na moich rękach była tylko farbą, ale wciąż ją czuję. Ci ludzie, których odpędziłeś mieli racje. Gdybyśmy zareagowali od razu gdy ten parszywy wariat wygłosił swój manifest, gdybyśmy zgnietli tę rebelię w zalążku, nie bacząc na pochodzenie oprawców ukrywających się za maskami, gdybyśmy tylko z lekceważeniem nie podchodzili do ostrzeżeń. Nie było mnie w kraju podczas Beltane, ale teraz, kiedy na własne oczy mogłem ujrzeć ogrom szaleństwa szarpiącego społeczność... Ministerstwo miało wszelkie podstawy, aby sięgnąć po ostrzejsze środki po poprzednim, tragicznym w skutkach sabacie. Czy teraz zrobią cokolwiek więcej? Wątpię. Zakurzeni, zgnuśniali, zwapniali, przeżarci władzą i ułudą wpływu... oto nasz obraz. Oto największy grzech. Pieprzone przekonanie o tym, że ta sprawa sama ucichnie, że ten szaleniec nie zgromadzi tylu popleczników, nie zgromadzi tyle mocy... – Anthony podniósł się, zaczął krążyć po ciemnej kuchni, emocje znów zawrzały mu w żyłach. Chciał, tak bardzo chciał o tym powiedzieć Jonathanowi, zaadresować swoje wyznanie winy, ale tam... czuł, że nie ma pozycji do negocjacji i deklaracji. W końcu to Jonathan miał rację co do niego, a on... on tak bardzo liczył, że Selwyn siedzi obok i tylko patrzy. Jak mógł być tak okrutny i zaślepiony w swoim osądzie? Jak mógł uważać, że jego przyjaciel, zastępca, jedna z najbliższych mu osób, nie ruszy do działania w pierwszych dniach tego konfliktu?
Stalowe oczy padły na Bletchleya. Czy był w tej dziwacznej organizacji? Nie wiedział. Ale jeśli nie był... Może nie dziś, ale jutro, albo pojutrze napisze kilka gorących słów rekomendacji Morpheusa.
Poczucie winy było... potężnym motywatorem do działania.
– Jebać procedury – rzucił nieoczekiwanie, a słowa wybrzmiały tym mocniej, że auror nigdy nie miał szans usłyszeć przeklinającego polityka. Słowa pachnące nie tyle rynsztokiem, co desperacją i determinacją. – Musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Musimy znów sprawić, żeby ulice był bezpieczne. Z Ministerstwem, czy bez niego.– przystanął i utkwił stal spojrzenia w zmęczonym mugolaku. W mugolaku, który grał o o wiele większą stawkę.
Anthony łyknął te słowa, ponieważ były prawdą. Nie dlatego, że Londyn płonął, bo mówili sobie to noc, jedną noc wcześniej. To była wina Anthony'ego, jego wina i jego odpowiedzialność. Zacisnął mocniej szczękę, słuchając kolejnych słów aurora.
Ministerstwo zawiodło
Nie. To on zawiódł. Zawiódł wszystkich swoją pasywnością. Spalona noc puściła z dymem wiele przestrzeni, wiele istnień, ale puściła też z dymem jego poczucie kontroli i sprawczości. Jego oportunizm. Jego próby przetrwania i czekania na to kto wygra.
Był największym przegranym...
Mopheus? Jonathan? Nawet nie zauważył, kiedy położyli swoje życie na szali tych, którzy zdawali się mieć o wiele mniejsze szanse. Czyż nie pamiętali z jaką nienawiścią wszyscy podchodzili do Nobby'ego Leacha? Czyż nie wyczuwali gniewu czystokrwistych rodzin na zastaną rzeczywistość, na odcinanie im kolejnych gałęzi władzy na rzecz dorobkiewiczów?
Milczenie zawisło między Anthonym i Juliánem.
– Wciąż możesz udowodnić, że jest inaczej. Nadal masz pole manewru – powtórzył za nim głucho, szorstko, głosem pozbawionym politycznie poprawionej miękkości, przywodzącym na myśl stal, zamiast miękkich atłasów i jedwabiów które dotykały ich zmęczonej skóry. – To że Ministerstwo zawiodło, to jest eufemizm, to jest spore niedoszacowanie zbrodni obojętności, którą popełniła cała struktura, którą popełniliśmy my. Politycy, urzędnicy, aurorzy, brygadziści, niewymowni... wszyscy. Były wróżby, był ostrzegawczy szept Matki. Kowen musiał o nich wiedzieć, nie zrobiono nic. Od półtora roku nikt nic z tym nie robi. Ulice zapłonęły, przyoblekły się czerwienią. Może ta czerwień na moich rękach była tylko farbą, ale wciąż ją czuję. Ci ludzie, których odpędziłeś mieli racje. Gdybyśmy zareagowali od razu gdy ten parszywy wariat wygłosił swój manifest, gdybyśmy zgnietli tę rebelię w zalążku, nie bacząc na pochodzenie oprawców ukrywających się za maskami, gdybyśmy tylko z lekceważeniem nie podchodzili do ostrzeżeń. Nie było mnie w kraju podczas Beltane, ale teraz, kiedy na własne oczy mogłem ujrzeć ogrom szaleństwa szarpiącego społeczność... Ministerstwo miało wszelkie podstawy, aby sięgnąć po ostrzejsze środki po poprzednim, tragicznym w skutkach sabacie. Czy teraz zrobią cokolwiek więcej? Wątpię. Zakurzeni, zgnuśniali, zwapniali, przeżarci władzą i ułudą wpływu... oto nasz obraz. Oto największy grzech. Pieprzone przekonanie o tym, że ta sprawa sama ucichnie, że ten szaleniec nie zgromadzi tylu popleczników, nie zgromadzi tyle mocy... – Anthony podniósł się, zaczął krążyć po ciemnej kuchni, emocje znów zawrzały mu w żyłach. Chciał, tak bardzo chciał o tym powiedzieć Jonathanowi, zaadresować swoje wyznanie winy, ale tam... czuł, że nie ma pozycji do negocjacji i deklaracji. W końcu to Jonathan miał rację co do niego, a on... on tak bardzo liczył, że Selwyn siedzi obok i tylko patrzy. Jak mógł być tak okrutny i zaślepiony w swoim osądzie? Jak mógł uważać, że jego przyjaciel, zastępca, jedna z najbliższych mu osób, nie ruszy do działania w pierwszych dniach tego konfliktu?
Stalowe oczy padły na Bletchleya. Czy był w tej dziwacznej organizacji? Nie wiedział. Ale jeśli nie był... Może nie dziś, ale jutro, albo pojutrze napisze kilka gorących słów rekomendacji Morpheusa.
Poczucie winy było... potężnym motywatorem do działania.
– Jebać procedury – rzucił nieoczekiwanie, a słowa wybrzmiały tym mocniej, że auror nigdy nie miał szans usłyszeć przeklinającego polityka. Słowa pachnące nie tyle rynsztokiem, co desperacją i determinacją. – Musimy wziąć sprawy w swoje ręce. Musimy znów sprawić, żeby ulice był bezpieczne. Z Ministerstwem, czy bez niego.– przystanął i utkwił stal spojrzenia w zmęczonym mugolaku. W mugolaku, który grał o o wiele większą stawkę.