20.12.2025, 18:40 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.12.2025, 18:40 przez Anthony Shafiq.)
Razem z Ceolsige, już chce wyjść do ogrodu, ale zawraca, ponieważ szykowana jest licytacja.
Anthony nie narzucał jej swojej woli w tym czy chce umoczyć usta w tajemniczej zawartości fiolki czy nie, ale z pewną niekłamaną ulgą przyjął, że jego towarzyszka stroni od tego typu atrakcji.
– Zaskakuje mnie to, jak wielka moda panuje w czarodziejskim światku na tego typu... niespodzianki. Na weselu, które miało miejsce ledwie dwa miesiące temu, część osób zamieniała się w bardzo duże szczury. Chomiki może? – Nie był pewien, słowo które było nazwą tego zwierzęcia potrafiłby przetłumaczyć na każdy nowożytni język od ręki, ale najpierw w sumie musiałby je poznać. Pamiętał, że Perseusz wspominał mu o swojej fascynacji tymi stworzeniami, ale gdzieś umknęło mu jak je nazywał. – Cóż, sądziłem, ze Lestrangówie nie podążą za tą modą, jednak jak widać, potrzebujemy jeszcze trochę czasu, aby się ona wygasiła. Pani nie była na tym Czarnym Weselu prawda? Tam też były czarne róże, niektóre nawet się ruszały. Te podejrzewam, będą jednak mniej krwiożercze. – Uśmiechnął się serdecznie, prowadząc kobietę ku wyjściu do ogrodów Maida Vale.
– Droga pani, ta suknia, ten strój... absolutnie wpadają w moje gusta, budując we mnie również przyjemne przekonanie, że osobisty asystent wiedział co robi, kiedy odwiedziła z nim pani wskazany butik. – Gusta i guściki, Anthony nie lubił zbytnio chwalić się z tym jaką przyjemność sprawiają mu odzwierzęce dekoracje na ludzkim ciele. Łuski, zwłaszcza złote wiodły w tej małej słabości prym, ale pióra i wszelkie ptasie przymioty również znajdowały się na podium. Był to powód, dla którego nie wzdrygał się w obrzydzeniu na widok Rowlów obciążonych smoczą łuską. Był to powód, dla którego dziś był bardziej niż zadowolony z towarzystwa sowiej partnerki.
– Pani słowa, pani komplementy otulają moje serce, zaiste aż lękam się, że nie dostarczę tylu rozrywek ile jest przez panią wyczekiwane. Ogrody i rośliny per se nie są moją mocną stroną, choć opowieści o nich... to już inna sprawa. – sprawnie przepływali między innymi parami, skłaniając głową, jeśli ktoś postanowił się z nimi przywitać, rozpoznając go po głosie. Tym razem zdecydował nie zmieniać sobie głosu na okoliczność balu maskowego, nie wiadomo czy na pewnym etapie maski nie zostaną zdjęte a tożsamość i tak ujawniona.
Nagle dosłyszał, że za moment zacznie się licytacja.
– Oho... Proszę wybaczyć tę nagłą zamianę planów, ale nie mogę... nie mogę sobie odmówić. Być może wystawią coś ze smokami, a moja kolekcja od dawna nie uraczyła żadnego nowego eksponatu. – Trajektoria ich przechadzki zmieniła się z oczywistych względów. – Obiecuję później spełniać każde pani życzenia i jeśli taka będzie pani wola, możemy resztę przyjęcia spędzić w ogrodach – zarzekał się, ujętą dłoń przysuwając do maski w miejscu, w którym powinny być usta. Nie musnął jej jednak nawet oddechem, stłumionym księżycową łuną ukutą ręką mistrza jubilerstwa.
Zawada: zbieracz
Anthony nie narzucał jej swojej woli w tym czy chce umoczyć usta w tajemniczej zawartości fiolki czy nie, ale z pewną niekłamaną ulgą przyjął, że jego towarzyszka stroni od tego typu atrakcji.
– Zaskakuje mnie to, jak wielka moda panuje w czarodziejskim światku na tego typu... niespodzianki. Na weselu, które miało miejsce ledwie dwa miesiące temu, część osób zamieniała się w bardzo duże szczury. Chomiki może? – Nie był pewien, słowo które było nazwą tego zwierzęcia potrafiłby przetłumaczyć na każdy nowożytni język od ręki, ale najpierw w sumie musiałby je poznać. Pamiętał, że Perseusz wspominał mu o swojej fascynacji tymi stworzeniami, ale gdzieś umknęło mu jak je nazywał. – Cóż, sądziłem, ze Lestrangówie nie podążą za tą modą, jednak jak widać, potrzebujemy jeszcze trochę czasu, aby się ona wygasiła. Pani nie była na tym Czarnym Weselu prawda? Tam też były czarne róże, niektóre nawet się ruszały. Te podejrzewam, będą jednak mniej krwiożercze. – Uśmiechnął się serdecznie, prowadząc kobietę ku wyjściu do ogrodów Maida Vale.
– Droga pani, ta suknia, ten strój... absolutnie wpadają w moje gusta, budując we mnie również przyjemne przekonanie, że osobisty asystent wiedział co robi, kiedy odwiedziła z nim pani wskazany butik. – Gusta i guściki, Anthony nie lubił zbytnio chwalić się z tym jaką przyjemność sprawiają mu odzwierzęce dekoracje na ludzkim ciele. Łuski, zwłaszcza złote wiodły w tej małej słabości prym, ale pióra i wszelkie ptasie przymioty również znajdowały się na podium. Był to powód, dla którego nie wzdrygał się w obrzydzeniu na widok Rowlów obciążonych smoczą łuską. Był to powód, dla którego dziś był bardziej niż zadowolony z towarzystwa sowiej partnerki.
– Pani słowa, pani komplementy otulają moje serce, zaiste aż lękam się, że nie dostarczę tylu rozrywek ile jest przez panią wyczekiwane. Ogrody i rośliny per se nie są moją mocną stroną, choć opowieści o nich... to już inna sprawa. – sprawnie przepływali między innymi parami, skłaniając głową, jeśli ktoś postanowił się z nimi przywitać, rozpoznając go po głosie. Tym razem zdecydował nie zmieniać sobie głosu na okoliczność balu maskowego, nie wiadomo czy na pewnym etapie maski nie zostaną zdjęte a tożsamość i tak ujawniona.
Nagle dosłyszał, że za moment zacznie się licytacja.
– Oho... Proszę wybaczyć tę nagłą zamianę planów, ale nie mogę... nie mogę sobie odmówić. Być może wystawią coś ze smokami, a moja kolekcja od dawna nie uraczyła żadnego nowego eksponatu. – Trajektoria ich przechadzki zmieniła się z oczywistych względów. – Obiecuję później spełniać każde pani życzenia i jeśli taka będzie pani wola, możemy resztę przyjęcia spędzić w ogrodach – zarzekał się, ujętą dłoń przysuwając do maski w miejscu, w którym powinny być usta. Nie musnął jej jednak nawet oddechem, stłumionym księżycową łuną ukutą ręką mistrza jubilerstwa.
Zawada: zbieracz