21.12.2025, 01:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.12.2025, 01:26 przez William Lestrange.)
Uniesienie klatki piersiowej sugerowało, iż Lestrange westchnął głęboko. Przeciągnięty dotyk nie wzbudzał dyskomfortu, ale nie był tez tym, co mu odpowiadało. Postanowił, mimo to, zmusić się jeszcze na krótkich, lub dłuższych, parę chwil, aby pozostać w bezruchu, na tyle, na ile było to oczywiście możliwe.
- Czasami, jeżeli już się widzimy, przypominam sobie jak dobrze nam się rozmawiało. Jak dobrze rozgrywaliśmy każdą szachowa strategię. Z nikim innym nie byłem w stanie grać w szachy w głowie, nie ograniczały nas okazje, potrafiliśmy robić to na ślubach, urodzinach, bankietach. To był jedyny powód, dla którego w ogóle na nie chodziłem. Ona była moim powodem, a potem... Potem przestałem. Nie wiem, dlaczego przestałem. Ale ona tez nie zapytała mnie czemu, kontynuowała swoje życie, aż w pewnym momencie wszystko zaczęło się kruszyć. Trochę żałośnie to brzmi, właściwie głównie dlatego nie wiem co z tym zrobić. Nie nienawidzę jej i nie chcę jej nienawidzić. Nie chce, aby ona mnie nienawidziła, a czuję, że im dłużej nie wykonujemy żadnego kroku, tym jest nam bliżej do tego - wyżalił się całkiem szczerze, nie bardzo wiedząc o czym innym ma mówić w ich aktualnym ustatuowaniu.
Położył rękę na głowie Gabriela, skórę załaskotały pozakręcane włosy - były miękkie, a zarazem niosły ze sobą szorstkość loków. Przy chłodzie ciała wampira, włosy wydawały się dziwnie ludzkie, żywe i naturalne. Czy rosły? Czy musiał je ścinać? A moze zawsze odrastały do tej samej długości, z którą Gabriel-człowiek zakończył potrzebę nabierania oddechu w płuca.
- Sam możesz się przekonać. To nie takie trudne. Nie czuję co prawda twojego oddechu, bo go nie masz, ale chłodny nos przyłożony do tętnicy jest bardzo mocno odczuwalny. Trochę jak zimne dłonie na brzuchu - nie był poruszony wizją bólu, znał to uczucie. Był na dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewien, że nie naraża swojego życia, to więcej niż w laboratorium, gdy pracował z substancjami, których jeszcze nikt nigdy nie doświadczył.
Jego krew była trucizną, ale w małej ilości nie zabiłaby nawet człowieka. Odpowiednio dawkowana, mogła dawać efekty paraliżu, roztargnienia, zmęczenia czy innych, nieprzyjemnych stanów, w których ludzie zazwyczaj nie chcą się znajdować. Bezpośrednie wypicie jej z żył mogło przynieść niespodziewany efekt, gdyby nie fakt, że William zajmował się już wampirem, i to o wiele młodszym, który spróbował tego zakazanego owocu. Było to dla Lestrange'a prześmieszne, że krew Blacków oddziaływała tak na innych, miał swoje podejrzenia, że było to dlatego, że tak bardzo lubili wżeniać się w swoje własne kuzynostwo - ale czy była to klątwa, czy też mechanizm obronny przed partnerami z innych rodzin, Merlin jeden wiedział, bądź Morgana.
Wiedział w którym miejscu w laboratorium miał antidotum. Wiedział ile go miał. Chował je na specjalną okazję, tak samo jak próbki swojej krwi, oraz odseparowaną od niej, samą truciznę odziedziczoną po matce. Nikt nie miał tej nocy umierać, gdyż William miał wszystko pod kontrolą - dla odmiany, bo tylko w sytuacjach kryzysowych potrafił faktycznie działać.
- Po prostu zrób, co masz zrobić, bez tego nie przekonasz się co się stanie - zachęcił go, czując, że decyzja dawno już zapadła i argumenty przeciw, jakkolwiek logiczne, nic tu nie zdziałają.
- Czasami, jeżeli już się widzimy, przypominam sobie jak dobrze nam się rozmawiało. Jak dobrze rozgrywaliśmy każdą szachowa strategię. Z nikim innym nie byłem w stanie grać w szachy w głowie, nie ograniczały nas okazje, potrafiliśmy robić to na ślubach, urodzinach, bankietach. To był jedyny powód, dla którego w ogóle na nie chodziłem. Ona była moim powodem, a potem... Potem przestałem. Nie wiem, dlaczego przestałem. Ale ona tez nie zapytała mnie czemu, kontynuowała swoje życie, aż w pewnym momencie wszystko zaczęło się kruszyć. Trochę żałośnie to brzmi, właściwie głównie dlatego nie wiem co z tym zrobić. Nie nienawidzę jej i nie chcę jej nienawidzić. Nie chce, aby ona mnie nienawidziła, a czuję, że im dłużej nie wykonujemy żadnego kroku, tym jest nam bliżej do tego - wyżalił się całkiem szczerze, nie bardzo wiedząc o czym innym ma mówić w ich aktualnym ustatuowaniu.
Położył rękę na głowie Gabriela, skórę załaskotały pozakręcane włosy - były miękkie, a zarazem niosły ze sobą szorstkość loków. Przy chłodzie ciała wampira, włosy wydawały się dziwnie ludzkie, żywe i naturalne. Czy rosły? Czy musiał je ścinać? A moze zawsze odrastały do tej samej długości, z którą Gabriel-człowiek zakończył potrzebę nabierania oddechu w płuca.
- Sam możesz się przekonać. To nie takie trudne. Nie czuję co prawda twojego oddechu, bo go nie masz, ale chłodny nos przyłożony do tętnicy jest bardzo mocno odczuwalny. Trochę jak zimne dłonie na brzuchu - nie był poruszony wizją bólu, znał to uczucie. Był na dziewięćdziesiąt dziewięć procent pewien, że nie naraża swojego życia, to więcej niż w laboratorium, gdy pracował z substancjami, których jeszcze nikt nigdy nie doświadczył.
Jego krew była trucizną, ale w małej ilości nie zabiłaby nawet człowieka. Odpowiednio dawkowana, mogła dawać efekty paraliżu, roztargnienia, zmęczenia czy innych, nieprzyjemnych stanów, w których ludzie zazwyczaj nie chcą się znajdować. Bezpośrednie wypicie jej z żył mogło przynieść niespodziewany efekt, gdyby nie fakt, że William zajmował się już wampirem, i to o wiele młodszym, który spróbował tego zakazanego owocu. Było to dla Lestrange'a prześmieszne, że krew Blacków oddziaływała tak na innych, miał swoje podejrzenia, że było to dlatego, że tak bardzo lubili wżeniać się w swoje własne kuzynostwo - ale czy była to klątwa, czy też mechanizm obronny przed partnerami z innych rodzin, Merlin jeden wiedział, bądź Morgana.
Wiedział w którym miejscu w laboratorium miał antidotum. Wiedział ile go miał. Chował je na specjalną okazję, tak samo jak próbki swojej krwi, oraz odseparowaną od niej, samą truciznę odziedziczoną po matce. Nikt nie miał tej nocy umierać, gdyż William miał wszystko pod kontrolą - dla odmiany, bo tylko w sytuacjach kryzysowych potrafił faktycznie działać.
- Po prostu zrób, co masz zrobić, bez tego nie przekonasz się co się stanie - zachęcił go, czując, że decyzja dawno już zapadła i argumenty przeciw, jakkolwiek logiczne, nic tu nie zdziałają.
Sometimes, I wonder if I should be medicated;
If I would feel better just lightly sedated
If I would feel better just lightly sedated