21.12.2025, 10:50 ✶
Razem z Anthony, szykowała się na wyprawę do ogrodu. Poddaje się jednak uprzejmej prośbie towarzysza.
Czujnie obserwowała otaczającą ja scenerię. Twarz jednak nadal przyozdabiał uśmiech uprzejmego rozbawienia. Spektakl magicznych efektów eliksirów, może nieco groteskowy, może nieco zuchwały posiadał w sobie charakterystyczną nutę dekadencji pasującą do tego typu grup. Cynizm podpowiadał jej celową, buńczuczną deklarację "nam maski nie zagrażają, my jesteśmy w maskach" w wykonaniu rodu Lestrange. Równie dobrze jednak mogła to być zwykła próżność lub desperacka potrzeba zachowania kontroli i oddzielenia się od niepewności losu. Ostatecznie nawet typowa obojętność na sprawy, które ich ostatecznie nie dotyczą.
- Hazard zawsze był w modzie. Kwestią wyboru pozostaje stawka. W momencie kiedy majętność i pieniądze widziane są jako niegodna przyziemność pozostaje godności i honor. - Prowadziła rozmowę tonem spokojnej lekkiej pogawędki, jakby nie mówiła o niczym ważnym. Nie spojrzała jednak w stronę rozmówcy obserwując niemal hipnotyczne wirowania i eleganckie kreacje. - W stawce o wygranie chwili chichotu. - W ostatnim zdaniu, mimo lekkiego tonu wkradła się nuta nie do końca zamaskowanej pogardy.
- Muszę z żalem przyznać, że ominęło mnie tamto wydarzenie. Dotarły do mnie jednak liczne liczne fakty, pogłoski oraz zgoła złudzenia. - powróciła płynnie za rozmówcą do bardziej zajmujących tematów. Podążała za nim pod ramię w kierunku wyjścia do ogrodów.
Odchyliła twarz w jego stronę przechylając nieco głowę. Kilka blond kosmków spłynęło jej z barków na dekolt. Badawczym spojrzeniem spłynęła po masce, kryjącej maskę, której teraz nie dało się interpretować. - Rzeczywiście okazał się bardzo profesjonalnie przygotowany w dziedzinie stylizacji i zrozumienia charakteru obecnego okresu. - Ponownie spojrzała przed siebie. Delikatnie odchyliła głową, dłonią zgarniając kosmki z powrotem na plecy. - Takt i kurtuazja jego komentarzy zasługuje na szczerą pochwałę. Mimo, że mogło być to dal niego niecodzienne zadanie to nie dał tego po sobie zauważyć. - Jedno małe, półprawdziwe, pochlebne zdanie. Uważała, że byłoby to prawdziwe dla każdego, kto by Lazarusa nie znał. - Dziękuję za tak trafny dobór doradcy na tą wyprawę.
Położyła mu uspokajająco dłoń na ramieniu o jakie się "wspierała". - Nie szczycę się znajomością botaniki. Niemniej niezwykłe i wyjątkowe budzi moją zawodową ciekawość. Proszę mi urozmaicić ten spacer zgodnie z Pana talentami. - Już wypatrywała interesujących ogrodów kiedy się zatrzymali i Anthony zawrócił.
- Licytacja bez uprzedzenia, bez katalogu obiektów i bez wcześniejszego dostępu? - W jej głosie wypłynęła delikatna nuta profesjonalnej przygany. Z gracją użyczyła mu dłoni doceniając teatralność gestu, zarówno w tym jak się prezentował oraz jak omijał skórę jej dłoni. - Jak widać wszystko może być dekadencką zabawą. Dobrze mój Panie. - Uprzejmie skinęła głową dając poprowadzić się ku aukcji.
Czujnie obserwowała otaczającą ja scenerię. Twarz jednak nadal przyozdabiał uśmiech uprzejmego rozbawienia. Spektakl magicznych efektów eliksirów, może nieco groteskowy, może nieco zuchwały posiadał w sobie charakterystyczną nutę dekadencji pasującą do tego typu grup. Cynizm podpowiadał jej celową, buńczuczną deklarację "nam maski nie zagrażają, my jesteśmy w maskach" w wykonaniu rodu Lestrange. Równie dobrze jednak mogła to być zwykła próżność lub desperacka potrzeba zachowania kontroli i oddzielenia się od niepewności losu. Ostatecznie nawet typowa obojętność na sprawy, które ich ostatecznie nie dotyczą.
- Hazard zawsze był w modzie. Kwestią wyboru pozostaje stawka. W momencie kiedy majętność i pieniądze widziane są jako niegodna przyziemność pozostaje godności i honor. - Prowadziła rozmowę tonem spokojnej lekkiej pogawędki, jakby nie mówiła o niczym ważnym. Nie spojrzała jednak w stronę rozmówcy obserwując niemal hipnotyczne wirowania i eleganckie kreacje. - W stawce o wygranie chwili chichotu. - W ostatnim zdaniu, mimo lekkiego tonu wkradła się nuta nie do końca zamaskowanej pogardy.
- Muszę z żalem przyznać, że ominęło mnie tamto wydarzenie. Dotarły do mnie jednak liczne liczne fakty, pogłoski oraz zgoła złudzenia. - powróciła płynnie za rozmówcą do bardziej zajmujących tematów. Podążała za nim pod ramię w kierunku wyjścia do ogrodów.
Odchyliła twarz w jego stronę przechylając nieco głowę. Kilka blond kosmków spłynęło jej z barków na dekolt. Badawczym spojrzeniem spłynęła po masce, kryjącej maskę, której teraz nie dało się interpretować. - Rzeczywiście okazał się bardzo profesjonalnie przygotowany w dziedzinie stylizacji i zrozumienia charakteru obecnego okresu. - Ponownie spojrzała przed siebie. Delikatnie odchyliła głową, dłonią zgarniając kosmki z powrotem na plecy. - Takt i kurtuazja jego komentarzy zasługuje na szczerą pochwałę. Mimo, że mogło być to dal niego niecodzienne zadanie to nie dał tego po sobie zauważyć. - Jedno małe, półprawdziwe, pochlebne zdanie. Uważała, że byłoby to prawdziwe dla każdego, kto by Lazarusa nie znał. - Dziękuję za tak trafny dobór doradcy na tą wyprawę.
Położyła mu uspokajająco dłoń na ramieniu o jakie się "wspierała". - Nie szczycę się znajomością botaniki. Niemniej niezwykłe i wyjątkowe budzi moją zawodową ciekawość. Proszę mi urozmaicić ten spacer zgodnie z Pana talentami. - Już wypatrywała interesujących ogrodów kiedy się zatrzymali i Anthony zawrócił.
- Licytacja bez uprzedzenia, bez katalogu obiektów i bez wcześniejszego dostępu? - W jej głosie wypłynęła delikatna nuta profesjonalnej przygany. Z gracją użyczyła mu dłoni doceniając teatralność gestu, zarówno w tym jak się prezentował oraz jak omijał skórę jej dłoni. - Jak widać wszystko może być dekadencką zabawą. Dobrze mój Panie. - Uprzejmie skinęła głową dając poprowadzić się ku aukcji.