21.12.2025, 13:34 ✶
Skinął Victorii głową i posłał jej lekki, oszczędny uśmiech. Myśleli podobnie, chociaż teraz doszło do niego, że słowa kuzyna mogły być po prostu żartem. Ostatnio miał większy problem niż zwykle, by je wyczuwać. Sam nie wiedział dlaczego: zrzucał to na karb zmęczenia oraz braku snu. Już latem przekonał się, jak destrukcyjne było zachwianie balansu między odpoczynkiem a pracą. Starał się nie popełniać znowu tego błędu, ale sytuacja niestety tego wymagała. I chociaż zamieszanie związane ze Spaloną nocą powoli się kończyło, to patrząc na słowa Victorii - otwierało nowe ścieżki, którymi mogli podążać.
- Jeżeli chcesz, będziemy mogli pójść tam razem - zaczął, lecz chrząknięcie matki przerwało mu w połowie zdania. Jednak usłyszała. Momentalnie zamknął usta i przeniósł wzrok na swoją rodzicielkę, a potem uśmiechnął się sztucznie. Już kilkukrotnie mówiła mu, że zbytnio angażuje się w sprawy, które wykraczały poza jego pracę, czym naraża się na większe zmęczenie. Wzruszył ramionami, nie komentując jej wzroku. Doceniał, że się o niego martwiła, ale był dorosły. Zresztą ten nadopiekuńczy parasol, który rozpościerała nad nim, był jednym z powodów, dla którego się wyprowadził z domu. A może uznała, że szeptanie jest nieeleganckie? Wyprostowała się gdy Rolph na nią spojrzał i zaczęła kroić pasztecika, więc chyba o to chodziło. Westchnął cicho. Wolałby porozmawiać z kuzynostwem bez ciągłego monitoringu ze strony rodzicieli. Czuł, jak ich wzrok przylepiał się do jego skóry. Obrzydliwe. Wyprostował się.
- Związki na odległość mogą być trudne - odpowiedział kuzynowi, nabierając trochę sałaty na widelczyk. Była świeża, pewnie chrupiąca. Nie podaliby byle gówna na tej kolacji - cholernie to doceniał. - Ale jeżeli miałoby to być chwilowe, trwać na przykład tylko rok, to warto walczyć, prawda? O miłość warto walczyć.
Ajajaj, hipokryta. Słychać to było trochę w jego głosie. Tak jakby sam nie odpuścił swojego związku szybciej niż powinien.
- Zwłaszcza, że to szaleństwo kiedyś się skończy - oczywiście pił do obecnej sytuacji w Londynie. Aczkolwiek nie był taki pewny, czy to szaleństwo się skończy. Przeciwnie - podejrzewał... nie, wiedział, że to dopiero początek. Czuł to w kościach.