21.12.2025, 13:57 ✶
Faye nie wyróżniała się niczym szczególny, poza tym że była dość niska. Poza tym była zupełnie zwyczajną osobą, których było na świecie pełno. Zapewne gdyby Alexander spotkał ją na ulicy i zamienił z nią kilka słów, a potem sobie poszedł, to za 5 minut nie pamiętałby jak się nazywała, jaką miała twarz i jaki kolor włosów. Chociaż nie, włosy miała ładne. Zadbane, o kasztanowej barwie, idealnie współgrające ze zbliżającą się jesienią. Nawet pachniały lasem, chociaż aktualnie woń ta była przyćmiona korzennością grzańca.
- Za ostry? - kobieta zatroskała się, widząc łzy w oczach Faye. Ta zaprotestowała, lecz nie słownie: zamachała ręką, najpierw jednak odkładając kubek.
- Nienie, za gorący. Za duży łyk wzięłam - wyjaśniła, ocierając palcem jedną samotną łezkę, która postanowiła spłynąć po jej policzku. Zerknęła na Alexandra, który wciął się w rozmowę, i parsknęła śmiechem. W przeciwieństwie do niego, jej uśmiech objął całą twarz, łącznie z oczami. Te błyszczały wesoło, a wrażenie było potęgowane łzami wywołanymi zbyt gorącym napojem. - Nie za słodki to może być tort. Nie próbuj robić tego co zrobiłeś z whisky z grzańcem. Kto by pomyślał, że jest ciepły, nie?
Faye zamachała otwartą dłonią przed twarzą, próbując pozbyć się łez oraz uczucia gorąca, które rozlewało się przyjemnie w środeczku.
- Dobra, kochana, jednak trochę za mocny. Może mniej alkoholu powinniście dodać? Nie zrozum mnie źle, ale z reguły grzańce są słabsze i chyba do takiej słabszej mocy ludzie są przyzwyczajeni. No, chyba że chcecie spić wszystkich przed Yule, to się nie wcinam. I też poproszę whisky, a i popielniczkę - Faye wydawała z siebie bardzo, bardzo dużo dźwięków. Kolejny słowa wypływały z jej ust z niespotykaną prędkością i gładkością. W międzyczasie kobieta wyciągnęła i odpaliła papierosa. Odruchowo podsunęła paczkę w kierunku Alexandra, skoro się gapił - niegrzecznie było nie poczęstować w takiej sytuacji. - Fajny akcent. Skąd jesteś?
Faye dużo podróżowała, słyszała już to charakterystyczne zaciąganie głosek i twardość poszczególnych wyrazów. Nie była jednak poliglotką, wolała nie strzelać w ciemno z pochodzeniem - nieznajomy wyglądał na takiego, który mógłby się obrazić za nietrafienie z krajem.
- Za ostry? - kobieta zatroskała się, widząc łzy w oczach Faye. Ta zaprotestowała, lecz nie słownie: zamachała ręką, najpierw jednak odkładając kubek.
- Nienie, za gorący. Za duży łyk wzięłam - wyjaśniła, ocierając palcem jedną samotną łezkę, która postanowiła spłynąć po jej policzku. Zerknęła na Alexandra, który wciął się w rozmowę, i parsknęła śmiechem. W przeciwieństwie do niego, jej uśmiech objął całą twarz, łącznie z oczami. Te błyszczały wesoło, a wrażenie było potęgowane łzami wywołanymi zbyt gorącym napojem. - Nie za słodki to może być tort. Nie próbuj robić tego co zrobiłeś z whisky z grzańcem. Kto by pomyślał, że jest ciepły, nie?
Faye zamachała otwartą dłonią przed twarzą, próbując pozbyć się łez oraz uczucia gorąca, które rozlewało się przyjemnie w środeczku.
- Dobra, kochana, jednak trochę za mocny. Może mniej alkoholu powinniście dodać? Nie zrozum mnie źle, ale z reguły grzańce są słabsze i chyba do takiej słabszej mocy ludzie są przyzwyczajeni. No, chyba że chcecie spić wszystkich przed Yule, to się nie wcinam. I też poproszę whisky, a i popielniczkę - Faye wydawała z siebie bardzo, bardzo dużo dźwięków. Kolejny słowa wypływały z jej ust z niespotykaną prędkością i gładkością. W międzyczasie kobieta wyciągnęła i odpaliła papierosa. Odruchowo podsunęła paczkę w kierunku Alexandra, skoro się gapił - niegrzecznie było nie poczęstować w takiej sytuacji. - Fajny akcent. Skąd jesteś?
Faye dużo podróżowała, słyszała już to charakterystyczne zaciąganie głosek i twardość poszczególnych wyrazów. Nie była jednak poliglotką, wolała nie strzelać w ciemno z pochodzeniem - nieznajomy wyglądał na takiego, który mógłby się obrazić za nietrafienie z krajem.