21.12.2025, 16:06 ✶
Kolejny krok, kolejna twarz do zapamiętania, kolejny rok, kolejny nic nieznaczący rok wojny pomiędzy Aristovami a Karkaroffami. Jednak w tym momencie, na tą krótką chwilę, na tę jedną noc, Alexander zapomniał o całej tej sytuacji. O tym całym pobojowisku, które zostawiali za sobą. Bo oto przed nim stała najpiękniejsza kobieta jaką kiedykolwiek widział. Serce wyrywało mu się do przodu, jak ptak zamknięty w klatce, ale czujący zew wolności. Jak sokół, zamknięty w zoo, czujący powietrze pod skrzydłami, ale nie mogący wzbić się w powietrze i pofrunąć. I czemu? Czemu tak? Czemu teraz? Czemu przy niej? Sprawiała, że jago serce drżało w oczekiwaniu na jej kolejne słowa, na jej jedwabny ton. Na jej aksamitną skórę, jakby tylko marzył, aby w końcu go dotknęła. A ona... Pozostawała błogo nieświadoma tego co dzieje się w jego wnętrzu, w jego duszy, jeśli jeszcze jakąś miał. W tym jego, zamkniętym w klatce, sercu. Uniosła swój kryształ z szampanem i uśmiechnęła się do niego, a uśmiech ten mógł powalić nawet najbardziej zatwardziałe serca. I z jednej strony Alexander ulegał jej urokowi coraz bardziej, z drugiej próbował się bronić każdymi możliwymi metodami. Nie mógł się przecież poddać tak łatwo. Nie mógł jej ulec nie wiedząc nawet z kim miał do czynienia... nie mógł przecież...
Zakochać się od pierwszego wejrzenia.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Panienko Yeleno. - delikatnie, jakby były ze złota, wypowiedział te słowa. Prawdziwa melodia dla uszu. Chwycił delikatnie jej wolną dłoń w swoje dłonie i podniósł ją do swoich ust. Zanim jednak musnął wargami jej skórę, przedstawił się.
-Możesz mi mówić Alexander. Choć przyjmę też tytuł najbardziej czarującego mężczyzny w twoim życiu. - i zaraz po tych słowach, z szelmowskim uśmiechem, ucałował delikatnie jej dłoń, pochylając się przed nią, jak prawdziwy dżentelmen. W końcu byli w stolicy kultury. W Petrogrodzie. W Wenecji Północy. W Lenigradzie. I niestety wszystkie te epitety opisywały tylko jedno miasto.
Potem jednak wyprostował się powoli, jakby leniwie, przeciągał się. Niczym lew, zaraz przed skokiem na swoją ofiarę. Chwycił kieliszek z szampanem i stuknął delikatnie w jej kieliszek, samemu podnosząc go do ust. Upił malutki łyk, zaledwie, aby zamoczyć swoje usta, zwilżyć gardło.
-Więc co Cię tu sprowadza, Afrodyto? Przyszłaś tutaj ze swoim mężem? W końcu nie uwierzę, że tak wspaniała kobieta nie ma jeszcze swojego partnera. Do tańca. Oczywiście. - mrugnął do niej znad swojego kryształu i uśmiechnął się delikatnie. Serce biło mu coraz szybciej. Im głębiej w rozmowę, im więcej słów i komplementów wypowiadał w jej stronę, serce biło tym szybciej. Wiedział, że musi ją mieć. Nawet na chwilę, nawet jeśli miałby zapłacić za to najstraszniejszą cenę. Musi należeć do niego. Jako kobieta. A on musi należeć do niej. Już należał tylko do niej.
Zakochać się od pierwszego wejrzenia.
-Cała przyjemność po mojej stronie, Panienko Yeleno. - delikatnie, jakby były ze złota, wypowiedział te słowa. Prawdziwa melodia dla uszu. Chwycił delikatnie jej wolną dłoń w swoje dłonie i podniósł ją do swoich ust. Zanim jednak musnął wargami jej skórę, przedstawił się.
-Możesz mi mówić Alexander. Choć przyjmę też tytuł najbardziej czarującego mężczyzny w twoim życiu. - i zaraz po tych słowach, z szelmowskim uśmiechem, ucałował delikatnie jej dłoń, pochylając się przed nią, jak prawdziwy dżentelmen. W końcu byli w stolicy kultury. W Petrogrodzie. W Wenecji Północy. W Lenigradzie. I niestety wszystkie te epitety opisywały tylko jedno miasto.
Potem jednak wyprostował się powoli, jakby leniwie, przeciągał się. Niczym lew, zaraz przed skokiem na swoją ofiarę. Chwycił kieliszek z szampanem i stuknął delikatnie w jej kieliszek, samemu podnosząc go do ust. Upił malutki łyk, zaledwie, aby zamoczyć swoje usta, zwilżyć gardło.
-Więc co Cię tu sprowadza, Afrodyto? Przyszłaś tutaj ze swoim mężem? W końcu nie uwierzę, że tak wspaniała kobieta nie ma jeszcze swojego partnera. Do tańca. Oczywiście. - mrugnął do niej znad swojego kryształu i uśmiechnął się delikatnie. Serce biło mu coraz szybciej. Im głębiej w rozmowę, im więcej słów i komplementów wypowiadał w jej stronę, serce biło tym szybciej. Wiedział, że musi ją mieć. Nawet na chwilę, nawet jeśli miałby zapłacić za to najstraszniejszą cenę. Musi należeć do niego. Jako kobieta. A on musi należeć do niej. Już należał tylko do niej.