W sumie to chyba nigdy tutaj nie była – zorientowała się Guinevere, kiedy w końcu trafiła pod odpowiedni adres (z początku zgubiwszy się oczywiście, bo jej orientacja z Magicznych Dzielnicach była bardzo kiepska i nadal nie mogła się przyzwyczaić jak szeroko budują w Wielkiej Brytanii w porównaniu do takiego Egiptu chociażby). Wpuszczona do środka nie kryła zainteresowania, bezczelnie gapiąc się na ściany, podłogi i wszystkie dekoracje, jakie znajdowały się w środku.
Do Anthonego uśmiechnęła się, najpierw tylko oczami, później już całą sobą i nie przejmując się absolutnie niczym, rzuciła mu się na szyję mocno przytulając. Dobrze go było widzieć, tym bardziej że nie mieli okazji i czasu spotkać się, odkąd przyjechała do Anglii.
– Tony! – rzuciła przy tym jeszcze, mówiąc coś o tym, że dobrze go było widzieć w zdrowiu.
Nie sądziła za to, że na tym spotkaniu ma się zjawić ktoś jeszcze. Jonathan. Kojarzyła go oczywiście, choć nigdy nie mieli jakiegoś wielkiego kontaktu, ale przelotnie, jak najbardziej. Na jego widok więc jedynie uniosła wyżej brew, a potem zajęła jedno z krzeseł.
– Mieliśmy – przyznała, zerkając na Selwyna krótko, ale przy tym nie omieszkała otaksować go mocnym spojrzeniem od góry do dołu, jakby oceniała. Bo oceniała: przystojny. Ale zaraz przeniosła uwagę na Anthonego. – Aż zaczęłam się zastanawiać, czy przypadkiem nie jest coś nie tak z moimi papierami i zaraz mi nie powiecie, że trzeba mnie aresztować za nielegalną pracę na Wyspach Brytyjskich, albo zostanę odesłana do Egiptu – paplała, doskonale świadoma, że zapewne wprawi ich tymi tekstami w zmieszanie, bo była całkowicie pewna, że jej papiery są w porządku. W końcu dość długo po przyjeździe czekała aż wszystkie biurokratyczne duperele będą dopięte, nie chciała robić problemów grupie archeologicznej, której częścią była. Zgłosiła się nawet w tym biurze od animagów, choć zataiła pełną prawdę, rejestrując tylko jedną ze swoich form: kocią. Ale ptasiej używała rzadko. I wiedziało o niej bardzo mało ludzi, w tym Cathal Shafiq, którego nie podejrzewała o podkablowanie jej do Ministerstwa. – U dziadków, jak zawsze, chociaż od miesiąca zostaję na noc jednak w obozie na wykopaliskach – tak, był październik i było już zimno, ale to nie było nic, z czym nie radziły sobie czary. Noce na środku pustyni były jeszcze bardziej zimne. A zostawała, bo po Spalonej Nocy nie była w stanie spać w domu dziadków, runa, którą Cathal zidentyfikował jako tą, która zakłóca sen domowników, wciąż tam była i nie znaleźli na razie sposobu, by się jej pozbyć. – Robię dokładnie to co zawsze, Tony. Praca uzdrowiciela nigdy się nie kończy, ale wiem, że łatwo zapomnieć, że jestem też historykiem – więc nie tylko czekała na rannych (a zdarzali się tacy na wykopaliskach dość często), ale sama też prowadziła swoje badania, głównie w zakresie symboli. A mówiąc o symbolach… Oczywiście, że posłodziła swoją herbatę. – Chcesz, żeby zerknąć w twoją?.... Waszą? – poprawiła się po chwili, kiwając głową w kierunku herbaty. – W każdym razie nic się nie zmieniło, przyjechałam tu za grupą, z którą dobrze mi się pracowało i jestem zatrudniona jako prywatny uzdrowiciel – miała licencję i certyfikaty wydane przez Ministerstwo oczywiście. Wszystkiego dopilnowała. – Skąd te problemy kadrowe? Strata 40% pracowników raczej nie dzieje się z dnia na dzień.