Nie było nic złego w fascynacji osobą, z którą się spotykało. Ba, jeśli to nie był przymus rodziny, a ich własny wybór, to było to wręcz wskazane. Normalne, że w miarę upływu czasu pewne rzeczy się weryfikowały i często wygląd drugiej osoby po prostu nie wystarczał i zaczynało się dostrzegać te z początku drobne, a później całkiem duże rzeczy, które wadziły. Albo były wręcz nie do przeskoczenia.
– Wiesz co, w sumie nie ma to większego znaczenia, czy wiedziała czy nie – stwierdziła w końcu. – W sensie… No nie wyobrażam sobie, że obściskiwałeś się z własną ciotką, nie? Rozmowa z nią, albo nawet wzięcie jej pod rękę to nie był powód do tak wielkiej awantury – rzecz jasna oceniała to tylko przez pryzmat opowieści Christophera, nie było jej przy tym i może wyglądało to inaczej… Ale nie zamierzała tego weryfikować to po pierwsze, a po drugie nie miała powodu mu nie wierzyć. – Mogła to po prostu jakoś z tobą wyjaśnić zamiast…. – machnęła dłonią, jakby to miało uzupełnić brakujące słowa, a chodziło o te karczemna awanturę, a później sceny z jakąś inną dziewczyną. Prawdę mówiąc, gdyby podeszła do nich dzisiejszego wieczoru, raczej wątpliwe, by Victoria dała się wciągnąć w jakąś scenę, skoro teraz wiedziała, czego się spodziewać.
– Ciągłe przyrównywanie mnie do idealnej matki, która wie wszystko najlepiej i zna się na wszystkim się wpasowuje? – zapytała, mając rzecz jasna na myśli jego kuzyna. – Brak własnego zdania? Ściąganie każdej rozmowy na tory tego, co powiedziała mamusia? – nie podawała przykładów, bo chyba nie było potrzeby, za to te zachowania… tak. Były męczące i sprawiały, że Victoria była przerażona i wściekła jednocześnie, że taki ma być jej mąż. Bogowie ją wysłuchali i do ślubu nie doszło, lecz jakim kosztem… – Oboje nie mieliśmy szczęścia – dodała i uśmiechnęła się pod nosem. Na Rookwooda nie chciała nic mówić, nie czuła się z tym w porządku ani komfortowo, bo była to zupełnie inna relacja, w której wcale nie było nienawiści, choć o tym Chris raczej nie wiedział. Malo kto wiedział.
Upiła łyka wina i spojrzała zaraz na kieliszek z zaskoczeniem, smakując powoli. Miało dziwną konsystencję, której się nie spodziewała i przez moment zastanawiała się, czy przypadkiem nie wypiła czegoś, co było przygotowane dla ewentualnych wampirów, którzy mogli się tu pojawić… Krew? Po chwili dotarł jednak do niej rzeczywisty smak, ukryty pod tym pierwszym, wytrawny. Bardziej winny.
– Przez moment myślałam, że piję krew – odezwała się do Chrisa i upiła drugiego łyka. – Cierpkie jak… – nie wiedziała, do czego to porównać. – Po tym zdecydowanie będzie moment na owoce w czekoladzie – wymamrotała, zerkając znowu na tę fontannę. Tak, Rosier trafił.
W tym czasie zrobiło się na scenie pewne zamieszanie i ogłoszono licytację. Victoria w niej nie planowała brać udziału, w końcu było to wszystko organizowane przez jej rodzinę, trochę dziwnie byłoby płacić za rzeczy, które i tak mogła otrzymać ze skarbca, tak samo jak mogła później przekazać sumę, którą rodzina mogłaby dołożyć dla potrzebujących, ale może Chrisa to interesowało?
– Chcesz wziąć udział? – zapytała, zerkając na Rosiera.