21.12.2025, 20:47 ✶
– Zjadłem cytrynę raz. Chyba nie chcę powtarzać tego doświadczenia.
Właściwie pół cytryny. Z ciekawości. By poczuć smak. Pamiętał go do tej pory – oczywiście – i nie było to doświadczenie, do którego miałby ochotę wracać. Cytryna dobrze sprawdzała się jako dodatek do potraw i deserów, ale doskonale rozumiał marynarzy, którzy mogli nie mieć specjalnej ochoty przeżuwać tego egzotycznego owocu w innej formie niż alkohol. Zresztą, może chodziło i o to, że ten się wolniej psuł niż same owoce?
– Kłamiesz, ale ci wybaczę – parsknął krótko na słowa o docenianiu gestu. Poczekał aż i ona dopiła zawartość swojego kufla, zanim podniósł się z krzesła. – Zostaniesz prędzej czy później zdeprawowana przez zadawanie się ze złym czarnoksiężnikiem, a ludzie będą mówić, że kiedyś to była taka miła dziewczyna… – zakpił lekko, kiedy ruszyli, by zapłacić parę knutów za możliwość skorzystania z kominka. – Doceniam zaproszenie – stwierdził, poważniej niż wcześniej, kiedy ona doceniała ofertę udawania, że uwierzy, że nie jest zainteresowana. – Ale raczej nie jestem człowiekiem, który wypada najlepiej na rodzinnych obiadkach.
Nie był kolegą, na widok którego rodzice się cieszyli, gdy przyprowadzał go przyjaciel, ani chłopcem, którego ktoś chciałby widzieć u boku córki. I po prawdzie mu to nie przeszkadzało, bo od dawna nie pragnął i nie szukał ciepła rodzinnego ogniska.
Sięgnął po garść proszku Fiuu i cisnął go w ogień, by ten zmienił barwę na fiolet.
Właściwie pół cytryny. Z ciekawości. By poczuć smak. Pamiętał go do tej pory – oczywiście – i nie było to doświadczenie, do którego miałby ochotę wracać. Cytryna dobrze sprawdzała się jako dodatek do potraw i deserów, ale doskonale rozumiał marynarzy, którzy mogli nie mieć specjalnej ochoty przeżuwać tego egzotycznego owocu w innej formie niż alkohol. Zresztą, może chodziło i o to, że ten się wolniej psuł niż same owoce?
– Kłamiesz, ale ci wybaczę – parsknął krótko na słowa o docenianiu gestu. Poczekał aż i ona dopiła zawartość swojego kufla, zanim podniósł się z krzesła. – Zostaniesz prędzej czy później zdeprawowana przez zadawanie się ze złym czarnoksiężnikiem, a ludzie będą mówić, że kiedyś to była taka miła dziewczyna… – zakpił lekko, kiedy ruszyli, by zapłacić parę knutów za możliwość skorzystania z kominka. – Doceniam zaproszenie – stwierdził, poważniej niż wcześniej, kiedy ona doceniała ofertę udawania, że uwierzy, że nie jest zainteresowana. – Ale raczej nie jestem człowiekiem, który wypada najlepiej na rodzinnych obiadkach.
Nie był kolegą, na widok którego rodzice się cieszyli, gdy przyprowadzał go przyjaciel, ani chłopcem, którego ktoś chciałby widzieć u boku córki. I po prawdzie mu to nie przeszkadzało, bo od dawna nie pragnął i nie szukał ciepła rodzinnego ogniska.
Sięgnął po garść proszku Fiuu i cisnął go w ogień, by ten zmienił barwę na fiolet.
Koniec sesji