Uśmiechnęła się pod nosem do Christophera, kiedy sprzedał jej tę wielką tajemnicę o swojej matce. Anelise miała świetną figurę, a ta zwykle nie przychodziła z niczego, pewnie wyrzeczenia były warte poświęcenia. Victoria jednak nie potrafiłaby sobie odmówić raz na jakiś czas czegoś słodkiego, jednak trzeba było przyznać, że przy tym sporo się ruszała, więc chyba mogła.
– To całkiem sporo rzeczy do robienia, nie brzmi jakbyś miał uschnąć z nudów – była daleka od krytykowania ludzi za to, co lubią robić w wolnym czasie, nawet jeśli nie były to rzeczy, które interesowały ją. To zaś co wymienił Chrostopher brzmiało faktycznie jak zainteresowania artysty i Lestrange uświadomiła sobie, jak wiele z takich rzeczy Chris skrywał przez lata, choćby w Hogwarcie, nie dając się poznać od tej wrażliwszej strony.
– Gotowanie w plenerze brzmi jak wyzwanie – zażartowała, a później był czas na jej zastanowienie nad odpowiedzią. – Żadna to tajemnica, ale eliksiry i kwiaty zajmują mi bardzo dużo czasu, to zajęcia, które go zresztą potrzebują. Ale lubię też czytać, co prawda nie powieści, a bardziej księgi naukowe – Victoria lubiła wiedzieć, zawsze tak było i w szkole często można było ją spotkać w bibliotece, gdy odrabiała jakieś zadanie, albo pisała pracę dodatkową, albo czytała coś, co po prostu ją zainteresowało. – Jestem też siostrą na pełny etat – zaśmiała się, bo to był trochę taki żart, a trochę nie; ich matka była zimna i wymagała efektów, Victoria, będąc najstarszą siostrą, czasami łaziła za swoimi siostrami i była tą łagodną mamą, która upewnia się, czy wszystko w porządku. – A skoro jesteśmy już przy kwiatach… Słyszałeś o tym, co ma miejsce w Maida Vale? Tuż przed… no wiesz… wyrosły tam czarne róże i miałam się tym zająć, ale chwilowo w pracy były ważniejsze rzeczy. Moja ciotka wywiesiła ogłoszenie na ten temat – nie chciała mu tutaj truć, po prostu tak jej się przypomniało. – Tak, to prawda – uśmiechnęła się do niego. To rzeczywiście nie był czas, ani miejsce, by rozmawiać na temat matek, szczególnie, że jedna z nich mogła przyjść w każdym momencie.
– Ach, żaden problem – odparła starszej czarownicy i odłożyła widelczyk na pusty już talerzyk. – Chris dotrzymał mi towarzystwa – dodała i podniosła się z gracją z krzesła uśmiechając się do Rosiera. Zaraz zresztą odebrała przyniesioną jej paczkę. – Bardzo dziękuję i przepraszam za fatygę – to, że to nie Fąfel zrobił pudding wiedziała, ale dawała Chrisowi miejsce do pochwalenia się tym samemu, lub zatajenia informacji, jeśli takie było jego życzenie. – Pudding był przepyszny – pochwaliła raz jeszcze i puściła oko do Christophera.