Na widok ziewnięcia Theodore'a, sam Erik z trudem stłumił ten sam odruch. Cholerstwo bywało zaraźliwe, zwłaszcza o tak wczesnej porze.
— Uhh... Obawiam się, że potrzebujemy opinii specjalistów. To znaczy, ze szpitala. Oficjalnych. Wezwanych — powiedział niemrawo. Gdyby pierwsza osoba z brzegu mogła wystawić akt z gonu, to na pewno usprawniłoby to proces prowadzenia śledztw, jednak niestety na ten moment były to jedynie mrzonki. Poza tym sąsiadka nie musiała być nawet wyjątkowo bliska kobiecie, aby ta okazywała podenerwowanie sytuacją. Raczej nikt na siłę nie szukał takich wrażeń.
Skinął głową, przyjmując do wiadomości wyjaśnienia blondynki. Zmarszczył nieco brwi, gdy wspomniała o wyważonych drzwiach. Dobrze, że nie byli mugolami, więc ich naprawa nie stanowiła jakiegoś wielkiego problemu, aczkolwiek będzie musiał o tym wspomnieć w notatce służbowej. Cóż, na dobrą sprawę działali w dobrej wierze; nie tylko chcieli sprawdzić, czy z Panią Weasley jest wszystko w porządku, ale też chcieli ograniczyć skalę zalania mieszkań w budynku. Interwencja sąsiedzka powinna dobrze brzmieć, pomyślał, zapisując tę nazwę i podkreślając dwukrotnie w notatniku.
— Drzwi trochę szkoda — mruknął neutralnie — aczkolwiek ludzkie życie jest ważniejsze, czyż nie? Gdyby nie wy, mogłoby dojść do jeszcze większych zniszczeń. Lub znaleziono by ją jeszcze później.
Zaskoczyła go nieco ochoczość Lovegooda do tego, aby przedstawić sytuację z poprawką na masę dodatkowych szczegółów, ale nie miał zamiaru narzekać. W zależności od tego, jak potoczy się ewentualne śledztwo, warto mieć jakieś punkty zahaczenia. Ba, Erik na tyle zaufał Theodorowi, że faktycznie ma jakieś konkretne informacje, że pieczołowicie zapisywał jego słowa, aż w pewnym momencie zorientował się, że chłopak dosłownie opowiada mu swój własny sen. Wbił wzrok w swoje zapiski, po czym bardzo powoli podniósł wzrok na chłopaka, taksując go od stóp do głów. To tak na serio?
— Faktycznie, pozazdrościć takiego snu — odparł dobrotliwie, chociaż w jego słowach rozbrzmiała nuta sarkazmu.
Uśmiechnął się niemrawo, starając się znaleźć moment, w którym Lovegood będzie potrzebował chwili na złapanie oddechu.
— A więc to Pani pierwsza zauważyła, że coś jest nie tak? — skomentował, zerkając na Mackenzie. — Byłaby Pani w stanie podać mniej więcej godzinę, gdy coś, że tak powiem „przestało grać”? Może już w nocy coś było nie w porządku?
Bądź co bądź, to też była dosyć ważna informacja, zwłaszcza jeśli przyjdzie do ustalania przyczyn zgonu i określenia czasu, kiedy czarownica opuściła ten świat. Ludzie tragedie ludzkimi tragediami, ale porządek w papierach musiał być, więc ewentualne uwagi świadków, mogły pomóc w sporządzeniu dokładnego raportu.
— Rozumiem, czyli w gruncie rzeczy była samotna — Wysłuchał końcowych wyjaśnień Lovegooda, podsumowując je cichym westchnieniem. Nie było co ukrywać, brak innych lokatorów w mieszkaniu utrudniał im nieco pracę w tej sytuacji. Będą musieli jakoś skombinować adres do najbliższej rodziny Pani Weasley. W końcu lokum nie może zostać w takim stanie i ktoś będzie musiał się zająć kwestią ewentualnego pogrzebu. — Zakładam, że nie zna Pan tego chłopaka z imienia, podobnie jak innych krewnych?
Wątpił, aby aż tak im się poszczęściło, ale warto było spróbować. Chłopak wydawał się ponadprzeciętnie wygadany, a przy tym nad wyraz emocjonalnie podchodził do sprawy. Może znał się z kobietą nieco lepiej? Nie, żeby mógł to być jedyny powód jego poruszenia. Raczej mało kto budzi się nad ranem, spodziewając się, że w ramach interwencji sąsiedzkiej odnajdzie ciało kobiety, z którą jeszcze niedawno witał się na klatce schodowej. Mimo to czasami w takich kamienicach, lokatorzy zostawiali sąsiadom kontakt do rodziny w razie nagłych wypadków, chociażby na czas wyjazdu. Jeśli ta dwójka nic nie będzie wiedziała, to trzeba będzie popukać po sąsiadach, gdy dotrze tu ekipa z kliniki.
— To możliwe — uprzedził ostrożnie, gdyż wolał nie potwierdzać w stu procentach żadnej ewentualności. — O ile hie... dziennikarze dostali cynk, to mogą się pojawić. Aczkolwiek nie nastawiałbym się na długi wywiad — Zganił wzrokiem Theodore'a. — Wszystko na ten moment zależy od ustaleń medyków. Jeśli zależy Państwu na uniknięciu spotkania z reporterami, to radziłbym nie kręcić się w okolicy dłużej, niż to konieczne.
Co więcej mógł im powiedzieć? Jeśli uzdrowiciele stwierdzą, że przyczyna śmierci była naturalna, to raczej nie przyciągnie to uwagi mediów. Pewnie trafi to jakieś początkujący stażysta, żeby zebrać podstawowe informacje do artykułu, ale poza tym, raczej nie będzie to artykuł na pierwszą stronę. Gorzej, jeśli pojawią się komplikacje. To już może zachęcić tą bandę sępów do głębszego sprawdzenia całej sprawy. Erika aż przeszedł dreszcz na myśl o tym, że mogliby jeszcze zacząć zaczepiać funkcjonariuszy. Ugh. Oby dopisało im tym razem szczęście.
— Młody, rozejrzyj się po mieszkaniu i sprawdź, czy nie ma na wierzchu jakichś listów od rodziny, czy listy kontaktów. Tylko na Merlina, nie dotykaj niczego bez potrzeby. Jak nic nie znajdziesz, to przejdź się na wyższe piętra — poinformował młodszego kolegę z pracy, który bez zająknięcia zaczął wykonywać jego polecenia. Jakoś musiał się wdrożyć do tej roboty. — A jeśli o Państwa chodzi, to...
Jego wywód został przerwany przez zespół medyków ze św. Munga, który wpakował się do klatki schodowej i dołączył do ich grona. Longbottom powitał głównego ratownika mocnym uściskiem dłoni i skrócił mu w kilku słowach całą sytuację, wskazując wejście do mieszkania. Gdy ekipa się wpakowała do mieszkania Weasley, Erik odgrodził wejście do środka własny ciałem. Cóż, miał zabezpieczyć to miejsce i zadbać o swobodę działań lekarzy? A więc to właśnie miał zamiar zrobić.
— Raczej niezbyt pomyślny zaczęli Państwo dzień — mruknął, zerkając do swojego notesu. Chciał upewnić się, że poprawnie zapisał nazwiska obu świadków. — Pan Theodore Lovegood i Pani Mackenzie Greengrass, dobrze zapisałem? — Zmarszczył brwi. — Jeśli pojawią się jakieś utrudnienia w sprawie, możliwe, że będziemy musieli się do Państwa odezwać w sprawie sporządzenia szczegółowych zeznań. — Zerknął nieśmiało do środka mieszkania, które właśnie opuszczał jego partner, aby udać się na piętro. — Mógłbym jeszcze prosić o dokładne adresy do korespondencji? Piętro niżej, jak dobrze rozumiem?