Nie spodziewała się nikogo tego dnia, ani w ogóle żadnego dnia, bo nie było tajemnicą, że ma tyle pracy, że trudno byłoby w ogóle na nią trafić. Matka czuwała jednak nad Dægberhtem, bo gdy zapukał do drzwi, a krzątająca się na parterze Victoria otworzyła, ubiegając przy tym skrzata, którego miały tu z siostrami od dwóch dni, zdumiała się widocznie. Szybko jednak i na jej zmęczonej twarzy pojawił się serdeczny uśmiech.
– Cześć, Berht – przywitała się i nie mniej zaskoczona wyciągnęła ręce po flakonik, przyglądając mu się z ciekawością. – To bardzo miło z twojej strony – ona nie miała nawet czasu, by o takich rzeczach myśleć, uśmiechnęła się więc do flakonika, a potem ponownie do Dægberhta. – Dziękuję. Chcesz wejść? – a może się spieszył. Nie mogła sobie jednak odmówić krótkiej pogawędki, bo widziała przyjaciela na własne oczy, a nie tylko czytając liścik. – A jak ty się czujesz? Wszystko w porządku?