22.12.2025, 22:04 ✶
Oczywistym było, że tort nie może być za słodki. Jaka była przyjemność z jedzenia przesłodzonego ulepu, polanego płynnym cukrem? Nie nie - prawdziwą sztuką było stworzenie ciasta, które będzie łączyć kwasowość owoców ze słodyczą bitej śmietany i lukru. Wbrew pozorom to nie było łatwe zadanie.
- Ja nie wiem, czy to dobry pomysł. Ale może w tym smutnym jak pizda mieście byłby w końcu spokój, gdyby chociaż raz wszyscy byli na kacu - odpowiedziała, wzruszając ramionami. W sumie bardzo ciekawa wizja, nawet przyjemna, jeżeli by tak głębiej o tym pomyśleć. Kiedyś miała sen - o śniegu, wódzie i ogniu. Najpierw wszyscy się spili i było lato, a następnego dnia obudzili się okropnie skacowani, pośrodku zimy. Była tam ona, jej brat - który nie pijał alkoholu - oraz Maddox. Wtedy Maddox poprosił ją o rękę, wyglądał jak żywy trup i trząsł się z zimna, bo nie założył swetra, który mu kupiła. Wtedy Nicholas się wkurwił i podpalił zarówno jego, jak i ją. Ale dzięki temu, że śnieg który padał z nieba, był magiczny, oboje przeżyli.
Pojebany sen. Ale za to ani trochę przyjemny i dał jej do myślenia - czy brat zaakceptowałby ten związek? Chociaż nawet jeśli nie, to co mu do tego? Sam był pierwszy w kolejce i powinien płodzić dzieci, brać śluby, sadzić drzewa.
- Co? Czemu? - spojrzała nieco zdezorientowana na mężczyznę. Komuch, czerwony... Gdy otrzymała whisky kiwnęła głową w podziękowaniu, ale widać było, że jej umysł trybi. Poszczególne zębatki przesuwały się, machina trybiła, ale... - Nie rozumiem.
Powiedziała w końcu, zaciągając się papierosem.
- Przecież to, że ładnie i melodyjnie zaciągasz nasze głoski, nie znaczy od razu, że jesteś komuchem, nie? - spojrzała nieco nieufnie na mężczyznę, ale po prawdzie to właśnie tak myślała. To, że ktoś pochodził z danego kraju wcale go od razu nie definiowało. Wyciągnęła więc rękę w stronę mężczyzny, usta rozciągając w szerokim uśmiechu. - Faye. Więc jesteś z Rosji, co nie? Petersburg cię zdradził. Mam tam jechać niedługo. Nazywacie go związkiem, nie? Ktoś kiedyś mi powiedział, jak byłam w związku, że "chyba w radzieckim", i uznał to za bardzo zabawne.
Palnęła z głupia frant, ale nie wyglądało na to, by czuła jakikolwiek wstyd na to, co właśnie powiedziała. Ot, zabawna anegdotka, skoro miała przed sobą prawdziwego Towarzysza. Uniosła szklankę z whisky.
- Ci wszyscy to straszne chamy, ale nie zawsze tacy jesteśmy. To ten piekielny 8 września - dodała, marszcząc nieco brwi. Tak, na pewno to dlatego ludzie byli chujami dla obcokrajowców.
- Ja nie wiem, czy to dobry pomysł. Ale może w tym smutnym jak pizda mieście byłby w końcu spokój, gdyby chociaż raz wszyscy byli na kacu - odpowiedziała, wzruszając ramionami. W sumie bardzo ciekawa wizja, nawet przyjemna, jeżeli by tak głębiej o tym pomyśleć. Kiedyś miała sen - o śniegu, wódzie i ogniu. Najpierw wszyscy się spili i było lato, a następnego dnia obudzili się okropnie skacowani, pośrodku zimy. Była tam ona, jej brat - który nie pijał alkoholu - oraz Maddox. Wtedy Maddox poprosił ją o rękę, wyglądał jak żywy trup i trząsł się z zimna, bo nie założył swetra, który mu kupiła. Wtedy Nicholas się wkurwił i podpalił zarówno jego, jak i ją. Ale dzięki temu, że śnieg który padał z nieba, był magiczny, oboje przeżyli.
Pojebany sen. Ale za to ani trochę przyjemny i dał jej do myślenia - czy brat zaakceptowałby ten związek? Chociaż nawet jeśli nie, to co mu do tego? Sam był pierwszy w kolejce i powinien płodzić dzieci, brać śluby, sadzić drzewa.
- Co? Czemu? - spojrzała nieco zdezorientowana na mężczyznę. Komuch, czerwony... Gdy otrzymała whisky kiwnęła głową w podziękowaniu, ale widać było, że jej umysł trybi. Poszczególne zębatki przesuwały się, machina trybiła, ale... - Nie rozumiem.
Powiedziała w końcu, zaciągając się papierosem.
- Przecież to, że ładnie i melodyjnie zaciągasz nasze głoski, nie znaczy od razu, że jesteś komuchem, nie? - spojrzała nieco nieufnie na mężczyznę, ale po prawdzie to właśnie tak myślała. To, że ktoś pochodził z danego kraju wcale go od razu nie definiowało. Wyciągnęła więc rękę w stronę mężczyzny, usta rozciągając w szerokim uśmiechu. - Faye. Więc jesteś z Rosji, co nie? Petersburg cię zdradził. Mam tam jechać niedługo. Nazywacie go związkiem, nie? Ktoś kiedyś mi powiedział, jak byłam w związku, że "chyba w radzieckim", i uznał to za bardzo zabawne.
Palnęła z głupia frant, ale nie wyglądało na to, by czuła jakikolwiek wstyd na to, co właśnie powiedziała. Ot, zabawna anegdotka, skoro miała przed sobą prawdziwego Towarzysza. Uniosła szklankę z whisky.
- Ci wszyscy to straszne chamy, ale nie zawsze tacy jesteśmy. To ten piekielny 8 września - dodała, marszcząc nieco brwi. Tak, na pewno to dlatego ludzie byli chujami dla obcokrajowców.