22.12.2025, 23:29 ✶
Lazarus jedynie wzruszył ramionami w odpowiedzi. Nim zapewne zainteresują się dopiero rano. Również nie podejrzewał podstępu ze strony gospodarzy - jego rezerwa wynikała raczej z jego własnego charakteru. Nie czuł się specjalnie pewnie w otoczeniu obcych i w tak niezwykłej sytuacji. Napił się jeszcze herbaty, tym razem już spokojniej, poczekawszy, aż trochę ostygnie.
Odpowiedź Guinevere nie zaspokoiła jego ciekawości, ale niewykluczone, że kobieta celowo nie chciała doprecyzować miejsca. Lazarus przypomniał sobie, że kilka miesięcy temu faktycznie czytał artykuł o odkryciach w Walii. Możliwe, choć nie pewne, że zespół Guinevere pracował właśnie tam.
Jesteśmy więc kolegami archeologami?
- Można tak powiedzieć - uśmiechnął się do niej znad filiżanki - Jakieś ciekawe lochy?
Pytanie mogło brzmieć dziwnie dla postronnych, ale nie było tajemnicą, że wielu archeologów pasjami lubiło schodzić pod ziemię. Lochy, katakumby, a czasami zwykłe piwnice - tam najłatwiej było znaleźć dobrze zachowane artefakty albo wciąż jeszcze stosunkowo silne zaklęcia. W pierwszej ekipie, z jaką Lazarus pracował po ukończeniu Hogwartu, swego rodzaju inicjacją było spędzenie nocy w okolicznym grobowcu - oczywiście wcześniej dokładnie sprawdzonym i bezpiecznym, chodziło przecież o klimat.
Następnego pytania z kolei wcale się nie spodziewał.
- Z Anthonym Shafiq? Tak, właśnie zaczęliśmy współpracę. Jego biuro… poniosło straty osobowe podczas pożarów. Znacie się? - ta znajomość zapowiadała się interesująco.
Naliczył w sumie cztery dziewczęta. Binns przedstawił wszystkie jako swoje córki. Kiedy stół został zastawiony do kolacji, gospodarz z szerokim uśmiechem zaprosił ich do posiłku. Jedzenie było smaczne, choć proste i prawdopodobnie odgrzewane z obiadu. Cóż, kiedy prowadziło się dom dla pięcioosobowej rodziny i psa, i to jeszcze na takim odludziu, zapewne konieczne było posiadanie zapasów. Archibald Binns dopytywał o wieści z Londynu i okolic, i nawet nie zauważyli, kiedy grzmoty i błyskawice na zewnątrz ustąpiły miejsca miarowemu szumowi ulewy. Najmłodsza z córek gospodarza ziewnęła dyskretnie.
- Nie martwcie się, przenocujemy was! - powiedziała któraś jej sióstr, Lazarus nie wiedział, najstarsza, czy druga w kolejności - Co prawda hmm, mamy tylko jeden pokój gościnny, ale jak trzeba, Bonnie odstąpi swój!
- No jasne! Chyba, że… - dziewczyna nazwana Bonnie szepnęła coś na ucho siostrze i obie zerknęły na gości, chichocząc cicho, a niepowstrzymanie. Ojciec spojrzał na nie i pokręcił pobłażliwie głową, a jedna ze starszych sióstr skarciła je, również szeptem, ale całkiem nieskutecznym, bo doskonale słyszalnym:
- Cicho! Co to za głupoty, za dużo tych swoich romansideł czytacie! - słowom towarzyszył ruch, jakby próbowała kopnąć bliższą siostrę w kostkę pod stołem.
Lazarus niemal zakrztusił się chlebem. Kaszlnął dyskretnie i sięgnął po herbatę.
Odpowiedź Guinevere nie zaspokoiła jego ciekawości, ale niewykluczone, że kobieta celowo nie chciała doprecyzować miejsca. Lazarus przypomniał sobie, że kilka miesięcy temu faktycznie czytał artykuł o odkryciach w Walii. Możliwe, choć nie pewne, że zespół Guinevere pracował właśnie tam.
Jesteśmy więc kolegami archeologami?
- Można tak powiedzieć - uśmiechnął się do niej znad filiżanki - Jakieś ciekawe lochy?
Pytanie mogło brzmieć dziwnie dla postronnych, ale nie było tajemnicą, że wielu archeologów pasjami lubiło schodzić pod ziemię. Lochy, katakumby, a czasami zwykłe piwnice - tam najłatwiej było znaleźć dobrze zachowane artefakty albo wciąż jeszcze stosunkowo silne zaklęcia. W pierwszej ekipie, z jaką Lazarus pracował po ukończeniu Hogwartu, swego rodzaju inicjacją było spędzenie nocy w okolicznym grobowcu - oczywiście wcześniej dokładnie sprawdzonym i bezpiecznym, chodziło przecież o klimat.
Następnego pytania z kolei wcale się nie spodziewał.
- Z Anthonym Shafiq? Tak, właśnie zaczęliśmy współpracę. Jego biuro… poniosło straty osobowe podczas pożarów. Znacie się? - ta znajomość zapowiadała się interesująco.
Naliczył w sumie cztery dziewczęta. Binns przedstawił wszystkie jako swoje córki. Kiedy stół został zastawiony do kolacji, gospodarz z szerokim uśmiechem zaprosił ich do posiłku. Jedzenie było smaczne, choć proste i prawdopodobnie odgrzewane z obiadu. Cóż, kiedy prowadziło się dom dla pięcioosobowej rodziny i psa, i to jeszcze na takim odludziu, zapewne konieczne było posiadanie zapasów. Archibald Binns dopytywał o wieści z Londynu i okolic, i nawet nie zauważyli, kiedy grzmoty i błyskawice na zewnątrz ustąpiły miejsca miarowemu szumowi ulewy. Najmłodsza z córek gospodarza ziewnęła dyskretnie.
- Nie martwcie się, przenocujemy was! - powiedziała któraś jej sióstr, Lazarus nie wiedział, najstarsza, czy druga w kolejności - Co prawda hmm, mamy tylko jeden pokój gościnny, ale jak trzeba, Bonnie odstąpi swój!
- No jasne! Chyba, że… - dziewczyna nazwana Bonnie szepnęła coś na ucho siostrze i obie zerknęły na gości, chichocząc cicho, a niepowstrzymanie. Ojciec spojrzał na nie i pokręcił pobłażliwie głową, a jedna ze starszych sióstr skarciła je, również szeptem, ale całkiem nieskutecznym, bo doskonale słyszalnym:
- Cicho! Co to za głupoty, za dużo tych swoich romansideł czytacie! - słowom towarzyszył ruch, jakby próbowała kopnąć bliższą siostrę w kostkę pod stołem.
Lazarus niemal zakrztusił się chlebem. Kaszlnął dyskretnie i sięgnął po herbatę.