23.12.2025, 00:07 ✶
Szliśmy dalej, a ja miałem nieprzyjemne wrażenie, że przestrzeń wokół nas się zagęściła, nie do końca wiedzieć, w którym momencie. Nie widziałem nikogo, nic się nie poruszało w sposób, który dałoby się uczciwie nazwać zagrożeniem. Korony drzew drżały pod naporem wiatru tak jak wcześniej, ściółka leżała spokojnie, noc nie zrobiła nic nowego, a jednak coś się przesunęło. Nie w przestrzeni, tylko w układzie sił, jakby las przestał być tłem i zaczął być stroną, czynnym uczestnikiem naszej wędrówki. Nie miałem wrażenia, że jestem zwierzyną, jeszcze nie, raczej że znalazłem się na planszy, na której ktoś inny już ustawił figury. To nie było komfortowe, ale komfort nigdy nie był częścią tej pracy. Nie zamierzałem uciekać, niczym mała dziewczynka, bo czułem dreszcz na kręgosłupie, tym bardziej, jeśli zaraz mieliśmy znaleźć się w innej części lasu, zajmując się tym, po co tu przybyliśmy.
Nagły strach, lęk, poczucie bycia obserwowanym, które brało się nagle, zupełnie samo z siebie. Znałem to uczucie od dziecka, jeszcze zanim potrafiłem je nazwać, dorastałem przecież w okolicach Little Hangleton, gdzie zagajniki i pola miały więcej oczu niż ludzie i znacznie lepszą pamięć. Odludzia miewały swoje humory, swoje cienie i swoje przyzwyczajenia, a ja nauczyłem się ich słuchać lub ignorować stosunkowo wcześnie, resztę nadrabiając w późniejszym życiu w ciągłej trasie. Wiedziałem, jak wygląda las, kiedy jest pusty, i jak wygląda, kiedy udaje, że taki jest - teraz robił to drugie, powietrze zgęstniało, nie od wilgoci, tylko od uwagi. Czułem ją na karku, jak ciężar spojrzenia, które nie musiało mieć oczu, żeby być realne. Dyskomfort narastał powoli, jak nacisk, a nie jak uderzenie. Znałem to uczucie z pracy - z miejsc obciążonych klątwami, które jeszcze nie działały, ale już zdecydowały. Z tych, które udawały neutralne tylko do chwili, gdy zrobiłeś ten jeden krok za daleko.
To nie było głośne, nachalne, nie domagało się uwagi, to było coś innego, cichszego, bardziej technicznego, jak zmiana ciśnienia przed burzą. Nie podążało za nami hałaśliwie, nie próbowało nas spłoszyć. Nie widziałem ruchu, nie wyłapywałem sylwetki, nie było zapachu, który mógłbym od razu przypisać zagrożeniu, ale właśnie to było problemem. Doświadczenie nauczyło mnie, że kiedy coś chce zostać niewidzialne, zazwyczaj mu się to udaje aż do ostatniej chwili. Zwolniłem oddech, nie dlatego, że go traciłem, tylko po to, żeby lepiej słyszeć. Każdy parający się podobną profesją, każdy z konkretnym, terenowym doświadczeniem wiedział z pewnością, że moment, w którym zaczynasz się rozglądać zbyt nerwowo, jest momentem, w którym oddajesz inicjatywę, a ja jej nie oddawałem tak łatwo.
Pozwoliłem spojrzeniu prześlizgnąć się po przestrzeni między drzewami, nie szukając konkretnego kształtu, tylko zaburzeń. Cisza była zbyt równa, jakby las wstrzymał oddech, a to rzadko bywało przypadkowe. Nie cofnąłem się ani o krok, jeżeli coś nas obserwowało, to teraz widziało dokładnie to, co powinno zobaczyć. Nie byłem jednak sam i jeśli coś faktycznie tu było, obie strony doskonale o tym wiedziały. Oboje musieliśmy sprawiać wrażenie kogoś, kto zdążył już przeżyć wystarczająco dużo, by wiedzieć, że strach nie zawsze jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić, czasem gorsze bywa fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a tego luksusu tej nocy nie zamierzałem sobie fundować. Jeśli mógłbym zgadywać - Geraldine też nie. Spojrzałem w jej stronę, posyłając jej wymownie pytające spojrzenie. Tylko ona w stu procentach była w stanie stwierdzić, czy byliśmy tutaj sami.
Nagły strach, lęk, poczucie bycia obserwowanym, które brało się nagle, zupełnie samo z siebie. Znałem to uczucie od dziecka, jeszcze zanim potrafiłem je nazwać, dorastałem przecież w okolicach Little Hangleton, gdzie zagajniki i pola miały więcej oczu niż ludzie i znacznie lepszą pamięć. Odludzia miewały swoje humory, swoje cienie i swoje przyzwyczajenia, a ja nauczyłem się ich słuchać lub ignorować stosunkowo wcześnie, resztę nadrabiając w późniejszym życiu w ciągłej trasie. Wiedziałem, jak wygląda las, kiedy jest pusty, i jak wygląda, kiedy udaje, że taki jest - teraz robił to drugie, powietrze zgęstniało, nie od wilgoci, tylko od uwagi. Czułem ją na karku, jak ciężar spojrzenia, które nie musiało mieć oczu, żeby być realne. Dyskomfort narastał powoli, jak nacisk, a nie jak uderzenie. Znałem to uczucie z pracy - z miejsc obciążonych klątwami, które jeszcze nie działały, ale już zdecydowały. Z tych, które udawały neutralne tylko do chwili, gdy zrobiłeś ten jeden krok za daleko.
To nie było głośne, nachalne, nie domagało się uwagi, to było coś innego, cichszego, bardziej technicznego, jak zmiana ciśnienia przed burzą. Nie podążało za nami hałaśliwie, nie próbowało nas spłoszyć. Nie widziałem ruchu, nie wyłapywałem sylwetki, nie było zapachu, który mógłbym od razu przypisać zagrożeniu, ale właśnie to było problemem. Doświadczenie nauczyło mnie, że kiedy coś chce zostać niewidzialne, zazwyczaj mu się to udaje aż do ostatniej chwili. Zwolniłem oddech, nie dlatego, że go traciłem, tylko po to, żeby lepiej słyszeć. Każdy parający się podobną profesją, każdy z konkretnym, terenowym doświadczeniem wiedział z pewnością, że moment, w którym zaczynasz się rozglądać zbyt nerwowo, jest momentem, w którym oddajesz inicjatywę, a ja jej nie oddawałem tak łatwo.
Pozwoliłem spojrzeniu prześlizgnąć się po przestrzeni między drzewami, nie szukając konkretnego kształtu, tylko zaburzeń. Cisza była zbyt równa, jakby las wstrzymał oddech, a to rzadko bywało przypadkowe. Nie cofnąłem się ani o krok, jeżeli coś nas obserwowało, to teraz widziało dokładnie to, co powinno zobaczyć. Nie byłem jednak sam i jeśli coś faktycznie tu było, obie strony doskonale o tym wiedziały. Oboje musieliśmy sprawiać wrażenie kogoś, kto zdążył już przeżyć wystarczająco dużo, by wiedzieć, że strach nie zawsze jest najgorszą rzeczą, jaka może się przytrafić, czasem gorsze bywa fałszywe poczucie bezpieczeństwa, a tego luksusu tej nocy nie zamierzałem sobie fundować. Jeśli mógłbym zgadywać - Geraldine też nie. Spojrzałem w jej stronę, posyłając jej wymownie pytające spojrzenie. Tylko ona w stu procentach była w stanie stwierdzić, czy byliśmy tutaj sami.
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)