29.12.2025, 23:32 ✶
Oczy dziewczyny najpierw spoczęły na rękach Hannibala, a potem powędrowały wzdłuż ramion w górę, aż do jego twarzy, okrągłe, niebieskie i trochę wystraszone.
- No hej - zagaił, może niezbyt inteligentnie, ale za to częstując ją uśmiechem numer pięć, wyćwiczonym i doskonale kryjącym fakt, że wszystkie jego mięśnie boleśnie spięły się na sekundę w panice. Co to miało być, do cholery? Nie miał wiele doświadczenia z mugolskimi piekarnikami, ale był przekonany, że nagle buchanie ogniem nie było czymś spodziewanym.
- H... hej?... - odpowiedziała blondynka, nie mniej niż on oszołomiona całą sytuacją.
Wypuścił ją z objęć. Kątem oka zobaczył, jak Hestia rzuca się na pomoc. Sytuacja na szczęście została opanowana, zanim ogień zdążył się rozhulać - londyńscy mugole odrobili pracę domową z bezpieczeństwa pożarowego nie gorzej, niż czarodzieje… a może nawet pilniej.
- Gołąbeczki, pogruchacie sobie potem, teraz panią zapraszam do pieczenia, a pan jak się pospieszy, to zdąży jeszcze wyciąć z drugiej porcji ciasta nowe ciasteczka. Na szczęście mamy więcej piekarników! - dobiegł ich całkiem opanowany i nawet rozbawiony głos prowadzącego. Ten to umiał rozładować atmosferę. Hannibalowi wypuszczenie dziewczyny zajęło może o sekundę, czy dwie więcej, niż to było konieczne, ale w końcu wrócił na swoje miejsce i zajął się rozwałkowywaniem drugiej połowy swojej pierniczkowej masy.
W czasie kiedy wszystkie pierniczki, które nie zostały potraktowane gaśnicą, znajdowały się bezpiecznie w piekarniku, uczestnicy warsztatów porządkowali swoje stanowiska pracy.
- Ale się świątecznie zrobiło - Hannibal zaciągnął się rozchodzącym się korzennym zapachem, skubiąc po kawałeczku surowe ciasto. Było mączne i słodkie, wyraźnie smakowało przyprawami. Wytarł resztki mąki ze swojego stołu i oparł się na nim łokciami, spoglądając nieco z dołu na Hestię.
- Czy twoja mama piecze pierniczki na Yule? - zapytał. W rezydencji Selwynów raczej zajmowała się tym służba, matka Hannibala zaszczycała kuchnię swoją obecnością tylko symbolicznie, ale w niektórych domach była to wręcz rodzinna tradycja. Trochę im zazdrościł. Rozejrzał się wokół, upewniając się, że nikt nie znajduje się na tyle blisko, by ich podsłuchać - dziewczyna, na którą wcześniej wpadł, zerkała na niego ukradkiem. Uśmiechnął się lekko i włożył do ust kolejny kąsek.
- Myślisz, że takie mugolskie pierniczki w ogóle wyjdą w czarodziejskiej kuchni? - dodał, przyciszonym głosem - A propos kuchni, nadal mieszkacie u Shafiqa?