23.12.2025, 11:15 ✶
Stukot pazurów jarczuka na podłodze był bardzo charakterystyczny. Słychać go było przed krokami Laurenta, który nawet gdyby chciał to nie potrafiłby się poruszać bezszelestnie. Nie do tego go w rodzinie przyuczano. Nie o to w jego egzystencji chodziło. Duma był na tyle duży, że Laurent bez problemu mógł trzymać dłoń na jego łbie, kiedy w ten nieśpieszny sposób powracał do stołu. Z lekko rumianą twarzą, ale bynajmniej nie jako oznaki choroby, których mógłby szukać Basilius, czy jakiejś złości, jakiej może doszukiwałby się Edge. To jedynie efekt spotkania ciepłej skóry z wyjątkowo zimną wodą. Pomogła mu. Trochę otrzeźwiła myśli.
Nie przerywał, nie wtrącał się, nie pytał. Przesuwał tylko oczami z jednego do drugiego w wyrazie zmartwienia, którego nie próbował ukrywać ani maskować. Usiadł na miejscu, na którym siedział wcześniej - Duma usiadł zaraz obok niego. Czujny i nerwowy pies po niedawnych wydarzeniach z bardzo niedalekiej przeszłości. Drugi czujny i nerwowy pies. Ten pierwszy siedział przy stole i strzelał właśnie fochy przy rozmowie z doktorem. Olaboga, nie dawajcie mu żadnych badań i nie przypisujcie leków, bo przecież i tak nic by z tego nie wyszło! Skoro nic by nie wyszło, to w ogóle po co to spotkanie..? Po co to wszystko..? Ludzie mieli granice tego, co mogą zrobić dla drugiej osoby. Mieli też definitywną granicę tego, co mogli zrobić dla samych siebie w swojej głupocie. Nie branie tego do siebie i machanie ręką wydawało się punktem, w którym ta relacja już nie warta byłaby dalszych starań. Blondyn sam nie był pewien, gdzie ta granica mogłaby się znajdować.
Przesuwał dłonią po krótkiej, lśniącej, gładkiej niemal jak jedwab sierści bestii obok siebie. Wolałby tą dłonią przesuwać po loczkach. Spoglądał w złote ślepia dumy. Wolałby zaglądać do oczu Edga.
- Dobry pies. - Wolałby chwalić Flynna. Wolałby wiele rzeczy - świat pokazywał co rusz, że niewiele z jego pragnień mogło być spełnionych.
A robił to wszystko nieco bardziej wyraziście, z nieco większym uśmiechem, bo liczył na to, że ta mała manipulacja zadziała na wyobraźnię Flynna, żeby ich pragnienia się pokryły... i była jakaś wizja nagrody za bycie grzecznym. Przynajmniej warto było spróbować.
Nie przerywał, nie wtrącał się, nie pytał. Przesuwał tylko oczami z jednego do drugiego w wyrazie zmartwienia, którego nie próbował ukrywać ani maskować. Usiadł na miejscu, na którym siedział wcześniej - Duma usiadł zaraz obok niego. Czujny i nerwowy pies po niedawnych wydarzeniach z bardzo niedalekiej przeszłości. Drugi czujny i nerwowy pies. Ten pierwszy siedział przy stole i strzelał właśnie fochy przy rozmowie z doktorem. Olaboga, nie dawajcie mu żadnych badań i nie przypisujcie leków, bo przecież i tak nic by z tego nie wyszło! Skoro nic by nie wyszło, to w ogóle po co to spotkanie..? Po co to wszystko..? Ludzie mieli granice tego, co mogą zrobić dla drugiej osoby. Mieli też definitywną granicę tego, co mogli zrobić dla samych siebie w swojej głupocie. Nie branie tego do siebie i machanie ręką wydawało się punktem, w którym ta relacja już nie warta byłaby dalszych starań. Blondyn sam nie był pewien, gdzie ta granica mogłaby się znajdować.
Przesuwał dłonią po krótkiej, lśniącej, gładkiej niemal jak jedwab sierści bestii obok siebie. Wolałby tą dłonią przesuwać po loczkach. Spoglądał w złote ślepia dumy. Wolałby zaglądać do oczu Edga.
- Dobry pies. - Wolałby chwalić Flynna. Wolałby wiele rzeczy - świat pokazywał co rusz, że niewiele z jego pragnień mogło być spełnionych.
A robił to wszystko nieco bardziej wyraziście, z nieco większym uśmiechem, bo liczył na to, że ta mała manipulacja zadziała na wyobraźnię Flynna, żeby ich pragnienia się pokryły... i była jakaś wizja nagrody za bycie grzecznym. Przynajmniej warto było spróbować.